~*~
(dedykacja dla Adelle za najwspanialszy komentarz)
„Nie będę z nim robić projektu! Na pewno nie
z tym głupim, zasranym kujonem!”
„Jestem cieniasem” pomyślał wpatrując się w swoje niewyraźne odbicie w lekko zabrudzonym lusterku męskiej toalety. „Czy ja naprawdę jestem taki zły?”. Zdjął swoje cenne okulary z nosa kładąc je z wielką ostrożnością na wypolerowanej umywalce. „Przynajmniej ona była czysta”. Jeszcze raz zapatrzył się w swoje drugie „ja” po przeciwnej stronie. Zaczął rękami niszczyć układaną przez tak długi czas elegancką fryzurę. Rozwiązał krawat i rzucił go gdzieś w róg łazienki. Przeciągnął przez głowę beżowy sweterek w romby, który także znalazł się na podłodze. W lustrze nie zobaczył już tego samego Harry´ego Stylesa, co go lekko wystraszyło. Nie. To zdecydowanie nie był jego styl.
Pozbierał porozrzucane wokoło rzeczy i z powrotem je nałożył. Okulary też w końcu wróciły na swoje stałe miejsce. „Dlaczego jestem takim tchórzem?” pomyślał opierając dłonie po obu stronach umywalki. „Dlaczego tak się boję...”. Otarł kręcące się w jego oczach łzy nie chcąc by spłynęły one po jego policzkach. Wszystko było takie trudne... Ale co on, zwykły kujon mógł zrobić? No właśnie. Nic.
- Wiedziałem, że tu będziesz.
Spokojny i zrównoważony głos Liama przywrócił go do rzeczywistości. Odwrócił się w stronę szatyna napotykając ciepłe spojrzenie jego czekoladowych tęczówek.
- Jeśli przyszedłeś się ze mnie ponabijać to droga wolna. Możesz zaczynać - powiedział z lekko drżącym głosem szykując się na dawkę obelg skierowanych w jego stronę. Jednak Liam najwyraźniej nie w takim celu szukał go w męskiej toalecie.
- Nie
przejmuj się Izabellą i jej słowami. Ona jest głupia jak pustak, a ty
zbyt mądry i porządny by się nią przejmować - powiedział Payne kładąc
brunetowi rękę na ramieniu.- Oszczędź sobie tych litości Liam. Nie potrzebuję twojego sztucznego „współczucia” - Harry zakreślił palcami w powietrzu tradycyjnego króliczka i wyszedł z toalety. Liam ruszył za nim.
- Kiedy ja chcę ci tylko pomóc. Nie jestem twoim wrogiem, Harry. Pamiętaj.
Styles stanął w pół kroku. Nie takich słów spodziewał się z ust tancerza.
- I pamiętaj, że cokolwiek by się działo, zawsze możesz na mnie liczyć - kontynuował szatyn - Do zobaczenia na przerwie. Mam nadzieję, że do tego czasu przemyślisz tą sprawę.
Po tych słowach odszedł korytarzem wygwizdując coś pod nosem i zmierzając w stronę sali geograficznej, zostawiając Harry´ego z totalnym bałaganem i natłokiem myśli w głowie.
~*~
Izabella kroczyła dumnie szerokim korytarzem wyzywająco patrząc z góry na osoby znajdujące się wokół niej. Mierzyła je wyzywającym spojrzeniem i uśmiechała się triumfująco, gdy zbyt speszone spuszczały wzrok. To właśnie uwielbiała. Mieć władzę nad innymi. Władzę nad nic nie wartym pospólstwem.
Zaraz obtoczył ją solidny wianuszek jakichś dziewczyn, które pragnęły się dowiedzieć jak to jest byś prawdziwą cheerleaderką, jednak blondynka tylko je od siebie odepchnęła. Nie lubiła przebywać wśród osobników niższego pokroju w nieeleganckich i już od dawna niemodnych łachmanach.
W końcu udało jej się dotrzeć do jej szafki. Z wielką gracją otworzyła metalowe drzwiczki i wyjęła błyszczyk do ust z małej kosmetyczki. Przejechała nim po ustach, które nabrały blasku i szeroko się uśmiechnęła. Nikt nie był równie piękny co ona.
- To co zrobiłaś, chyba było ciut zbyt chamskie, nie uważasz?
Emma
oparła się o swoją szafkę mierząc Izę beznamiętnym spojrzeniem.
Blondynka nic nie mogła z niego wyczytać.- O czym ty do mnie mówisz Ems? - spytała zszokowana. Przecież ona nic złego nie zrobiła.
- O Harry´m.
- Daj spokój, to tylko zwykły głupi kujonek. Nie trzeba się nad nim rozczulać.
Sprawnie zawinęła jeden blond kosmyk za ucho i poprawiła sweterek, obciągając go lekko w dół. Teraz leżał idealnie.
- Ale on też ma uczucia i nie wiem czy zauważyłaś, ale swoimi okropnymi słowami go zraniłaś - drążyła temat brunetka starając się nadążyć za pośpiesznie idącą korytarzem przyjaciółką - Byłaś podła.
Izabella odwróciła się w jej stronę z furią w oczach.
- Jak śmiesz tak w ogóle mówić! - wybuchnęła - Co się stało z tobą Revie? Nagle stałaś się czuła na problemy innych? Nagle zaczęłaś zauważać, że taki kujon w ogóle ma jakieś znaczenie? Czy ty naprawdę straciłaś już rozum! Jesteś przygłupia i nie masz mózgu! Boże, kobieto! Ktoś taki nie zasługuje na miano mojej przyjaciółki!
- To może i lepiej, że sama doszłaś do takiego wniosku, bo ja zrozumiałam, że już nie chcę urzędować na tym stanowisku - brunetce głos uwiązł w gardle - Strasznie mi przykro, że moja prawdziwa przyjaciółka już dawno zginęła.
Po tych słowach Emma odwróciła się na pięcie i odeszła, ocierając łzy z kącików oczu.
- I bardzo dobrze! Idź sobie! Nie potrzebuję cię! Mam Gabrielle i koszykarzy! Nigdy nie byłaś dla mnie ważna, a tak poza tym to w końcu cała szkoła się dowie, że masz podróby conversów!
Wszyscy uczniowie skupili swój wzrok na wymachującej rękami na wszystkie strony Izabelli. Momentalnie zgromiła ich spojrzeniem.
- A wy co się gapicie?! Jazda wracajcie do swojego nudnego życia!
- Ty lala! Uważaj, bo złość piękności szkodzi! - słowa te rozległy się gdzieś na korytarzu.
Śmiertelnie obrażona na cały świat Izabella udała się na swoją już dziś ostatnią lekcję mamrocząc jakieś przekleństwa pod nosem.
~*~
Gdy godzinę później wracała do swojego rodzinnego domu, dużo rozmyślała. Czy faktycznie dobrze zrobiła wyzywając i kłócąc się z Emmą? Zawsze trzymały się razem, nie bacząc na to jak wielkich rozmiarów przeszkody stawały im na drodze, a teraz Iza miała je pokonywać sama?
Blondynka wciąż pamiętała, mimo tak dużego upływu czasu, pierwsze spotkanie z Revie. Jako dwie małe dziewczynki spotkały się pewnego razu na zajęciach baletowych u Madame Suzanne. Obie miały wtedy po sześć lat, włosy związane w luźne koczki i wielką chęć do nauki tańca. Zaprzyjaźniły się od razu.
Razem bawiły się
na placu zabaw, razem podkradały mamom wysokie szpilki, razem czytały
czasopisma młodzieżowe i razem podrywały chłopców. Cóż. Ich czas
wspólnej przyjaźni chyba właśnie odszedł w zapomnienie.Izabella skręciła w stronę swojego podjazdu i popchnęła ręką kutą z żelaza, mocną bramę. Po żwirkowatej dróżce dostała się pod drzwi mieszkania i je otworzyła. Weszła do środka odwieszając cienki płaszczyk na haczyk koło lustra, torbę rzuciła gdzieś w kąt i skierowała swe kroki do kuchni.
W pomieszczeniu zastała swoją małą siostrzyczkę Lucy, która usilnie próbowała namalować gigantycznego jednorożca na kilkunastu posklejanych razem taśmą klejącą kartkach. Małe rączki ściskały pomarańczową kredkę świecową, a różowy języczek wysunął się spomiędzy ust.
Lucy miała długie brązowe włosy związane teraz w warkocza i przewiązane różową gumką, iskrzące się zielone oczka i rumiane policzki. Za niecałe trzy tygodnie wypadały jej piąte urodziny.
- Witaj cukiereczku - Izabella przytuliła ją na przywitanie - Co tam tak zawzięcie rysujesz? - przyglądnęła się bliżej kartkom papieru.
- Jednorożca - odparła mała wymieniając obecną kredkę na różową i zaczęła dorysowywać ogon zwierzakowi - Homer powiedział, że to będzie świetny prezent dla rodziców - uśmiechnęła się, gdy jej starsza siostra zdeklarowała się jej pomóc.
- A gdzie tak właściwie podział się Homer?
Homer był kamerdynerem w ich domu i zazwyczaj zajmował się małą Lucy. Tym razem jednak go przy niej nie było.
- Właśnie przywiózł mamę z pracy. Teraz chyba kosi trawnik w ogródku. Myślisz, że się im spodoba? - dziewczynka uniosła do góry cały rysunek ukazując go w całej okazałości. Mimo, iż rogi były lekko wymięte, a kolory wychodziły poza główne linie, cały obrazek prezentował się wspaniale.- Jest prześliczny kwiatuszku - Izabella złożyła na włoskach siostrzyczki leciutki pocałunek. - Pójdę poszukać rodziców. Zaraz wrócę motylku.
Blondynka zaczęła wspinaczkę po wysokich, kręconych wykonanych z marmuru schodach i w końcu znalazła się na pierwszym piętrze. Do jej uszu doszły jakieś niewyraźne krzyki dochodzące zza drzwi sypialni Karen i Thomasa Abbey'ów. Ciekawość wzięła górę. Dziewczyna podeszła do nich i zaczęła nasłuchiwać; choć wypowiadane przez dorosłych słowa nie były słyszalne zbyt wyraźnie.
-...jesteś okropny!
-...nie zawracaj mi głowy takimi błahostkami...
-...zauważ, ze ostatnio to tylko ja staram się jakoś zarobić na nasze mieszkanie...
- nie masz w ogóle czasu dla dzieci!
-...doprowadzasz mnie do szału!
Izabella zmartwiona tym co usłyszała, miała zamiar nacisnąć na klamkę, ale ktoś zdążył ją uprzedzić. Drzwi otworzyły się z hukiem i blondynka stanęła twarzą w twarz ze swoją mamą. To co usłyszała z jej ust dosłownie zmroziło jej krew w żyłach i spowodowało słone łzy płynące po jej policzkach.
- Rozwodzimy się...
OD AUTORKI: Witajcie moi Kochani! Zaraz na wstępie chciałabym Was przeprosić za ten strasznie krótki i nudny rozdział i od razu obiecuję, ze specjalnie dla Was moi drodzy czytelnicy wycisnę z siebie wszystko i następny będzie o wiele dłuższy. Chciałabym Was też serdecznie zaprosić na mojego drugiego bloga, na którym też strasznie mi zależy i widząc tam tylko trzy komentarze robi mi się smutno. Mam nadzieję, że nie jest taki strasznie beznadziejny, prawda? Oto link: http://dodatki-camille-1d.blogspot.com/.
Dziękuję za każdą pomoc w postaci komentarzy. To naprawdę nie zajmuje zbyt dużo czasu a pozytywnie motywuje.
Pozdrawiam ciepło Wasza Camille xx

O na prawdę cudowny rozdział! Czyli nasza Iza ma jeszcze tą cieplejszą stronę :) A ja już myślałam, że Harry zmieni swój "imicz" w tej toalecie XD świetny rozdział, zresztą po co to mówię, skoro i tak to wiesz :) tak więc do napisania :)
OdpowiedzUsuńświetny i wcale nie nudny jak napisałaś to że krótki to nic bardziej będziesz nas trzymać w niecierpliwości do następnego :)))))
OdpowiedzUsuńRozdział super! Nie mogę się doczekać (a przynajmniej tak sądzę) że Izabella i Harry będą razem. Czekam na nexta. Weny! ;D >Ankaa<
OdpowiedzUsuńYeey! Kiedy tylko zobaczyłam, że jest kolejny rozdział uśmiechnęłam się i bez zastanowienia zaczęłam czytać! :)
OdpowiedzUsuńPo przeczytaniu pierwszych kilku linijek miałam cichą nadzieję, że Harry się odważy i wyjdzie do ludzi w jego naturalnym wyglądzie, ale jednak mnie zaskoczyłaś :p
Rozdział wcale nie jest krótki ani nudny! Jest genialny!
Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i mam nadzieję, że coraz częściej czytając tego bloga będę mogła się odstresować po szkole :)
Świeeetny <33 Kocham to opowiadanie i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Doodaj szybko bo chyba umrzemy :p
OdpowiedzUsuńO BOŻE! Przepraszam, że tak późno. Wiem, jestem okropna ;( Ale cóż rozdział jest wspanialy i wcale nie nudny :) A co do drugiego bloga: Wcale nie jest beznadziejny, ale nawet lepiej napisany niż B&tG. Pozdrawiam Zuza
OdpowiedzUsuńDopiero dzisiaj zaczełam czytac towjego bloga imoge stwierdzić ze jest naprawde świetny . pomysł zeby Harry był kujonem .... GENIALNY ! :) . Fajnie ze Liam jest taki miły i wgl :P . Kiedy dodasz nestępny rozdział ? :P nie mog się już doczekać :)
OdpowiedzUsuńTen blog jest genialny! Pozwól, że będę częściej wpadał ;)
OdpowiedzUsuńPrzepiękny . PO prostu brak mi słów . *_*
OdpowiedzUsuńWcale nie jest nudny, jest genialny ! :D Ale nadal mam ochotę wpierdolić głównej bohaterce. Jak ona mogła powiedzieć tak o Harry'm ?! Ale jemu naprawdę nie podoba się jego drugi, niekujonowaty image ? O.O Rozumiem,że to tutaj nie jego styl, ale mógłby się przystosować dla własnego dobra. Na szczęście ma Liama :D Który rozczulił mnie swoim wyznaniem, a gif z nim rzucił mnie na kolana <3 Isabelle sama jest sobie winna. Emma dobrze zrobiła, dając jej reprymendę i kończąc ich przyjaźń. Chociaż ta druga wersja Belli nieco mnie zdziwiła - w domu jes zupełnie inna. Jej rodzice się rozwodzą ? Cóż, niech nie liczy na współczucie. Czytam next ;*
OdpowiedzUsuńM.
Hello mates, good piece of writing and pleasant arguments commented at this place, I am really enjoying by these.
OdpowiedzUsuńAlso visit my web-site: moje anhory