~*~
(dedykacja dla tych wszystkich, którzy walczą o odzyskanie przyjaźni)
Przejechała
opuszkami palców po przeźroczystym szkle, znacząc na nim delikatne,
niewidzialne smugi i lustrowała wzrokiem postać stojącą naprzeciwko
niej. Skrzywiła się nieznacznie, kiedy na ziemię opadła kolejna bluzka, a
pod drzwiami wylądowała już trzecia dzisiaj para spodni.Stanęła ponownie przed lustrem, tym razem w samej bieliźnie i założyła parę kosmyków za ucho, ciężko wciągając powietrze. Patrzyła na wszystkie swoje niedoskonałości, na ten okropnie wystający brzuch, zbyt grube nogi, za mały biust. Krytycznym okiem oceniała całe swoje ciało, uważając, że wygląda naprawdę źle. Zerknęła jeszcze raz na swoje drugie „ja” i kręcąc głową z niezadowoleniem, odwróciła się na pięcie, podchodząc do szafy. Wzięła pierwsze lepsze jeansy z półki, chwyciła w dłoń czarną koszulkę z jakimś białym napisem i szybko nałożyła je na siebie, zabierając po drodze jeszcze parę skarpetek. Nałożyła na siebie bardzo lekki makijaż, ułożyła sterczące na wszystkie strony włosy i po chwili już zbiegała ze schodów z torbą uwieszoną na ramieniu.
- Dzień dobry - przywitała się wchodząc do kuchni, ale jak zwykle przywitało ją jedynie ciche mruknięcie ze strony ojca, który zawzięcie szukał czegoś na swoim laptopie, kartkując cały stos papierów leżący po jego prawej stronie. Kubek zimnej kawy stał nietknięty obok rozrzuconych na stole długopisów, a ledwo nadgryziony tost już dawno został zapomniany. Jej matka podniosła na chwilę wzrok znad gazety, posyłając jej nikły uśmiech i wróciła do dalszego czytania działu ekonomicznego. Tylko Nevil wyraził jakikolwiek entuzjazm i przytulił ją na powitanie.
- O której dziś wrócicie? - spytała Emma, wyciągając swój ulubiony kubek w kropki i wrzucając do niego torebkę herbaty. Zalała ją jeszcze gorącą wodą i wróciła do stołu, czekając na odpowiedź.
- Późno - pan Revie jak zwykle uraczył ją jednym, zdawkowym słowem. Emma zastanawiała się, czy kiedykolwiek zamienił z nią więcej, niż trzy zdania.
- Znowu nie będzie was cały dzień, prawda? - wyrzuty w jej głosie były idealnie wyczuwalne, ale rodzice zdawali się tego nie zauważać. Dalej zajmowali się swoim ukochanym zajęciem. Pracą.
- Tak trudno jest wam przyjechać godzinę wcześniej? - kontynuowała, upijając łyk herbaty. - Czy ta cholerna firma, jest ważniejsza od rodziny?
Ojciec dziewczyny mocno i gwałtownie uderzył pięścią w stół. Kubek z jego kawą rozlał się na blacie, wsiąkając we wcześniej biały obrus i oblewając nieszczęsnego tosta.
- Mogłabyś w końcu przestać narzekać! - wybuchnął. Nevil aż się wzdrygnął, ciężko przełykając czekoladowego batonika. - Nie widzisz, jak bardzo staramy się zapewnić wam dobre życie? Jak ciężko harujemy, byś mogła potem mieć wszystko, czego tylko chcesz? Pieniądze nie rosną ot tak na drzewach! A ty masz jeszcze pretensje!
Ze złością chwycił swoją aktówkę, wrzucając do niej uprzednio wszystkie papiery, pod ramię włożył laptopa i mamrocząc coś pod nosem, trzasnął drzwiami, wychodząc z domu. Po chwili dało się słyszeć ryk silnika jego samochodu, którym odjechał jak co rano do pracy.
Emma zacisnęła mocniej palce na kubku, nie zważając na to,
że gorący napój parzy jej skórę. W oczach zaszkliły jej się łzy, ale
chciała pokazać Nevilowi, że jest silna. Jej matka tylko popatrzyła na
nią z obojętnością i składając gazetę, opuściła kuchnię.Brunetka ledwo powstrzymywała emocje. W pomieszczeniu panowała cisza, przerywana jedynie mlaskaniem jej brata i tykaniem małego zegarka, który stał na blacie. Już chciała wstać z krzesła i pobiec do swojego pokoju, by wypłakać się w poduszkę, gdy poczuła jak ktoś wdrapuje się na jej kolana. Szczupłe ramiona objęły ją za szyję, dodając choć trochę otuchy. Emma odwzajemniła uścisk, przyciągając Nevila do swojej piersi.
- Emma? - spytał cichutko chłopczyk, wlepiając w nią spojrzenie swoich czekoladowych oczu. - Czy mama i tata już nas nie kochają?
Pierwsza słona łza spłynęła po jej policzku.
- Nie, mały. Jesteśmy dla nich całym światem.
- Wczoraj tata obiecał, że przeczyta mi tą nową książkę, którą dostałem od cioci Brigit. Dlaczego tego nie zrobił?
- Był bardzo zmęczony, wiesz? Dzisiaj na pewno ci poczyta, obiecuję - uśmiechnęła się słabo.
- Tak dawno nie bawił się ze mną w chowanego... Dlaczego tatuś nie chce się ze mną już bawić?
- Ciężko pracuje - ucałowała czubek jego głowy. - Ale jeśli chcesz, to zaproszę Harry´ego i on będzie cię szukał, dobrze?
- Tak! - twarz Nevila przyozdobił szeroki uśmiech. - Mam taką kryjówkę, w której nigdy mnie nie znajdzie!
- Harry na pewno się zgodzi. A teraz chodź. Zaprowadzę cię do opiekunki i pójdę do szkoły - wzięła brata na ręce i postawiła na ziemi. - Biegnij po Pana Dinozaura, będę czekać przy wyjściu.
Patrzyła jak jej brat wbiega po schodach, a potem ciężko osunęła się po ścianie, chowając twarz w dłoniach.
Nienawidziła swoich rodziców tak bardzo, jak ich kochała. Ale z całych sił wierzyła w to, że oni kochają ją, choć tyle razy sprawiali jej przykrość.
Wtedy kiedy została porwana, wyglądali jakby naprawdę się tym przejmowali. A teraz? Znowu traktują ją jak powietrze, a ich serca są jak z kamienia. Jakby w ogóle nie zauważali, że ona potrzebuje ich bliskości. Nie pieniędzy, ubrań, telefonów, butów i torebek. Tylko tej rodzicielskiej miłości i czułego uścisku, gdy dzieje się źle. Czy to naprawdę było aż tak wiele?
~*~
Dzwonek rozbrzmiał echem po korytarzu, a z klas tłumami
zaczęli wysypywać się uczniowie. Harry wstając ze swojego miejsca,
założył torbę na swoje ramię i żegnając się uprzednio z profesorem od
historii, spokojnym krokiem wyszedł na korytarz.Popatrzył za okno i uśmiechnął się na widok wirujących w powietrzu liści. Wydawały się uśmiechać do niego całą paletą barw, co pomagało zapominać mu o tych wszystkich problemach, z którymi nie dawał sobie rady.
Przez uchyloną szybę wpadł czerwony listek, swobodnie opadając na parapet. Harry chwycił go w dłoń, obrócił parę razy między palcami, badając jego fakturę, a potem z uniesionymi kącikami ust, wsunął między kartki jednej z książek.
Lubił jesień. Kiedy inni narzekali na chłód i ciągłe deszcze, on lubił stawać w strugach wody, patrząc jak przeźroczyste krople zmywają z niego ciężar trosk. I to wydawało mu się w tym wszystkim najpiękniejsze. Oczyszczenie.
Zbiegł po schodach na parter, starając się odnaleźć wzrokiem czuprynę Liama. Obrócił się parę razy na pięcie i w końcu zauważył przyjaciela stojącego z jakimś blondynem pod drzwiami do szatni. Nie rozpoznał go z tej odległości, więc przeczesując palcami grzywkę, zdecydował się podejść bliżej.
- Cześć, Liam - odezwał się nieśmiało, zaciskając w dłoni pasek od torby. Payne odwrócił się z uśmiechem do kolegi, przerywając rozmowę z tajemniczym blondynem.
- Oh, hej Harry - poklepał Stylesa po plecach. - Poznajesz Nialla? Przeniósł się tu na początku roku.
Harry zerknął na postać szczupłego chłopaka i wtedy sobie go przypomniał. Ten blondyn przychodził do niego na korepetycje. Mieszkali całkiem blisko siebie, choć rzadko się widywali. Niall przecież uczył się w prestiżowym liceum.
- Tak, poznaję cię - uśmiechnął się wyciągając dłoń, którą tamten uścisnął. - Ale chyba zmieniłeś fryzurę, odkąd cię ostatni raz widziałem, prawda?
Horan cicho zachichotał.
- Nowa fryzura oznacza dla mnie jakieś zmiany. Coś jak nowy start w życiu - wsadził ręce głęboko w kieszenie spodni. - Przeniosłem się do innej szkoły, bo czułem, że do tamtej nie pasuję. Jakbym był kosmitą, czy coś. Tam wszyscy skupiali się na tym, co materialne. Ja jestem artystą. Ważniejsze dla mnie to, co duchowe, a nie kupa forsy. No i jeszcze chciałem pomóc kumplowi, a myślę że uda mi się to zrobić lepiej, jeśli będziemy w jednej klasie.
- No tak, masz rację - Harry już polubił nowego znajomego. - Uhm, Liam? - spytał po chwili, przenosząc wzrok na szatyna. - Pójdziesz ze mną na stołówkę podczas lunchu, tak jak obiecałeś?
Liam momentalnie pobladł, a jego mina zrzedła do granic możliwości.
- Tylko że widzisz... - podrapał się niezdarnie po głowie. -
Pani Cooper poprosiła, żebym oprowadził jakiegoś nowego ucznia po
szkole, no i... Nie chciałbym jej zawieść. Rozumiesz o co chodzi,
prawda?- Tak, w porządku - Harry wysilił się na wesoły ton. - Jedzenie może zaczekać. A wiesz już kogo masz oprowadzić?
Liam przez chwilę się zastanawiał, ale po chwili sobie przypomniał.
- Tyler O'Brian! Dokładnie tak!
W gardle Stylesa stanęła niewidzialna gula.
- Oh... - wyrwało mu się.
- Wszystko w porządku? - Liam wyglądał na zaniepokojonego.
- Tak, tak... - Harry pokręcił nerwowo głową. - Wszystko gra. Będę się już zbierał, ok? Emma czeka i w ogóle...
- Jasne - Payne nie dawał wrażenia przekonanego. - Zobaczymy się na obiadowej, ok?
- Będę czekał - brunet puścił mu oko i szybkim krokiem z powrotem wdrapał się na piętro. Swoje kroki skierował ku męskiej toalecie i po chwili już stał przed lustrem.
- Czego ty się tak boisz, Harry? - zapytał swojego odbicia, choć i tak dobrze wiedział, że nie otrzyma odpowiedzi. Skupił wzrok na swoich dłoniach opartych o umywalkę, które niesamowicie drgały.
Nie mógł dać się zastraszać jakiemuś zbyt pewnemu chłopaczkowi, który myślał, że wszystko mu wolno. Nie chciał być poniżanym kolejny raz i tak po prostu na te wszystkie obelgi pozwalać. Przecież nie był już taki jak kiedyś. Przecież się zmienił. To czemu na samo imię „Tyler” po plecach przechodzą mu dreszcze? Dlaczego nie potrafi się obronić, postawić, cokolwiek?
I wtedy do głowy wpadł mu pewien pomysł. Chwycił za telefon i kliknął w listę kontaktów. Wyszukał pożądany numer i nacisnął zieloną słuchawkę. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci...
- Halo? - usłyszał tak dobrze znany głos Patricka.
- Chcę byś nauczył mnie, jak się bić.
~*~
Przemierzając korytarz, mocno ściskała zeszyty w dłoni, skupiając się na czubkach swoich butów. Dręczyło ją tyle myśli, chciała się komuś wygadać i wyrzucić to z siebie. Niby Emma była jej przyjaciółką, ale gdyby dowiedziała się o tych wszystkich snach... Nie, nie mogła jej o tym powiedzieć. Nie mogła stracić tej przyjaźni po raz drugi.
Oparła się ciężko o szafkę, przy której Revie odkładała swoje książki, zerkając co chwilę na twarz przyjaciółki. Wyraźnie coś ją dręczyło.
- Wszystko w porządku? - zapytała, wpisując swój kod i chowając całe naręcze zeszytów do środka. - Nie wyglądasz najlepiej.
- Po prostu się nie wyspałam - jej uśmiech zdecydowanie był wymuszony. - O tobie mogłabym powiedzieć to samo.
„Gdybyś tylko wiedziała...”.
- Pokłóciłam się z Felixem. Znowu - trzaskając metalowymi drzwiczkami, opadła na ławkę pod oknem, opierając się o ścianę i patrząc w sufit. - Wszystko się wali... Nie wiem już co robić.
- Musisz szczerze z nim porozmawiać. Zobaczyć, czy jest jeszcze co ratować. - Emma usiadła obok niej, zakładając nogę na nogę. - Tylko tak sprawdzisz, czy to w ogóle ma sens.
- Nasze życie jest popieprzone - warknęła Izabella, zaciskając dłonie w pięści. - Dlaczego nie mogłyśmy być zwyczajnymi nastolatkami. Przeżywać bunt, plotkować, pożyczać sobie ciuchów, chodzić na imprezy, cieszyć się z byle błahostek? Co zrobiłyśmy, że zamieniło się ono w koszmar?
- Wcale nie jest ko... - zaczęła Emma, ale blondynka gwałtownie jej przerwała.
- Dziewczyno! Jak nie jest? Zabili mi matkę i siostrę, ojca porwali. Ty też wpadłaś w łapska tych paskudnych przestępców, postrzelili ci chłopaka, który leżał w śpiączce całe wieki. Czy może być coś gorszego?
Emma zamilkła.
- Przepraszam, poniosło mnie - Izabella tylko machnęła ręką. - Chodźmy już, bo spóźnimy się na lunch.
Wstała z ławki i chwytając przyjaciółkę za rękę skierowała się w stronę stołówki. Revie nie odezwała się ani słowem.
Kiedy były już przy drzwiach i poczuły zapach jedzenia, Emmie nagle zakręciło się w głowie. Nie mogła oddychać, nogi zrobiły jej się jak z waty, w oczach pociemniało. Przewróciłaby się, gdyby nie silny uścisk Izabelli na jej ramieniu.
- Emma, Emma... - głos Abbey dochodził do niej jakby z oddali. - Emma, do cholery! Co się dzieje?!
I wtedy usłyszała także drugi głos, ale lekko zachrypnięty. Poczuła jego dłoń na swojej i dopiero wtedy wróciła do rzeczywistości, szaleńczo mrugając oczami.
- Emma, co się stało? - spytał zmartwiony Harry, zamykając ją w szczelnym uścisku. Wtuliła się w jego szyję, zaciągając się jego delikatnym zapachem.
- To tylko chwilowe zasłabnięcie - uczniowie
przechodzący korytarzem z zaciekawieniem obserwowali całą sytuację. - Nic
mi nie będzie.Z pomocą Harry´ego powoli podniosła się na nogi i dała pociągnąć do stołówki, zostawiając Izabellę na korytarzu, która stwierdziła, że dołączy do nich później.
Gdy tylko niebieskie drzwi zamknęły się za jej przyjaciółmi, Izabella gwałtownie wciągnęła powietrze. To nie mogła być prawda. Nie mogła. Ona przecież... Ale...
Wtedy, kiedy Harry zetknął się z jej ramieniem... Ta fala dreszczy, gdy przez chwilę musnął palcami jej dłoń... To krótkie wstrzymanie oddechu i motylki wirujące w jej brzuchu.
Ale ona przecież miała Felixa. To na nim jej zależało. A co jeśli...
- Nie - szepnęła, zakrywając usta dłonią.
Przecież to niemożliwe żeby...
Zakochała się w
Harrym?
OD AUTORKI: Nawaliłam. Totalnie nawaliłam. Nie mam nawet słów, by określić, jak straszny jest ten rozdział. Przepraszam. Ostatnio coś mnie dręczy i w sumie to wszystko przelałam na ten rozdział pisząc go tak, jakby nic mi się nie chciało. Jestem otwarta na każdą krytykę. Mam nadzieję, że wybaczycie x
Camille x
PS. Czy BatG ma jeszcze w ogóle sens?













