czwartek, 31 lipca 2014

Season 2 Chapter 1 - "Walcz Harry i nigdy nie daj się pokonać."


 ~*~
(dedykacja dla wszystkich czytelników. Udanych wakacji!)


 
   Więzienie było obskurne. W ogóle to cały budynek dawał wrażenie ponurego i nieprzyjaznego, a w środku tak zimnego, że nawet w lecie po plecach przechodziły fale dreszczy. Ciemna farba powoli złuszczała się ze ścian, żarówki dawały nikłe światło, a od metalowych cel bił tak przeraźliwy chłód, że mogło się wydawać, że zaraz szron wymaluje na kwadratowych szybach zawiłe, mroźne wzory.
   Ale w ciągu ostatnich miesięcy ten budynek stał się dla Harry´ego codziennością, czymś, co znał już prawie na pamięć. Nie zmieniało to jednak faktu, że wciąż czuł się tu niezręcznie, tak jakby w żadnym stopniu nie pasował do tego miejsca i że nigdy nawet nie powinien się tutaj pojawić. Nawet teraz, gdy powoli przemierzał przeraźliwie cichy korytarz, coś ciągnęło go w stronę wyjścia.
   Stanął przed kontuarem z ciemnego drewna, zawalonym stosami papierów i brudnych kubków po kawie, nieśmiało patrząc na siedzącego za nim policjanta. Wszyscy pracujący i przebywający w więzieniu ani trochę nie wydawali się być przyjaźnie nastawieni i ten mężczyzna także nie był wyjątkiem. Łypnął swoim gadzim okiem znad gazety z półnagą kobietą na okładce i od niechcenia zlustrował wzrokiem Harry´ego, nieśmiało bawiącego się materiałem swojej koszulki. 
- Czego? - burknął pod nosem, przejeżdżając palcami po swojej gęstej ciemnej brodzie. W tym momencie Harry wzdrygnął się, słysząc jego mocny głos o wręcz czarnym zabarwieniu, który przywodził mu na myśl jedynie seryjnych morderców z filmów, które oglądał razem z Liamem.
- Ja w odwiedziny. Do Anthony´ego Stylesa - odpowiedział niezbyt pewnie, zagryzając zębami wnętrze policzka. Komisarz zerknął na niego podejrzliwie.
- A ty to...?
- Jestem jego synem - Harry zdobył się na odwagę i w końcu popatrzył prosto w jego oczy. Wydawały się być tak ciemne, jak jeszcze nigdy. Chłopak poraz pierwszy widział, żeby ktoś miał takie tęczówki.
- Korytarzem prosto i do ostatniego pomieszczenia. Zaraz zawołam kogoś, by go tam przyprowadził.
   Powoli podniósł się ze swojego krzesła i Harry´emu aż ślina stanęła w gardle, gdy komisarz okazał się być o ponad głowę wyższy. Chłopakowi wcale nie pomagała również jego postawna sylwetka, pokaźne mięśnie i wytatuowana w całości prawa ręka. Skinął więc jedynie, mamrocząc coś pod nosem i szybkim krokiem udał się na koniec korytarza w nadziei, że już nie spotka komisarza Desmonda Milesa, jak to wyczytał z jego plakietki przypiętej do granatowej koszuli.

   Cisza dłużyła się niemiłosiernie, a złośliwe tykanie zegara wcale nie pomagało. Ile już tutaj siedział? Piętnaście minut? Pół godziny?
   Oparł głowę na zgiętym ramieniu, wpatrując się w puste krzesło naprzeciwko siebie, gdzie już niedługo miał zasiąść jego ojciec. Nerwowo wyłamywał kolejne kostki, modląc się, by te cholerne drzwi w końcu się otworzyły.
   Nie mógł się doczekać, by zobaczyć Anthony´ego. Jego przydługie, opadające na czoło włosy, zielone oczy i ten szczery uśmiech, gdy mogli choć na chwilę otulić się ramionami i zapomnieć o całym otoczeniu. Teraz tęsknota za ojcem była w jego porządku dziennym, bo gdy wcześniej nawet go nie znał, nie odczuwał tego tak mocno, jak teraz.
   Jego matka nigdy nie odwiedziła Anthony´ego. Wiecznie przychodził sam, może czasami zabierał Emmę, gdy ta go o to poprosiła, ale zawsze zostawała na korytarzu, by dać ojcowi i synowi choć trochę prywatności. Anne nie chciała mieć z jego tatą nic wspólnego i Harry nie miał pojęcia dlaczego. Tak wiele razy go okłamała, że już sam nie wiedział, czy cokolwiek w jego życiu było prawdą.
   Drzwi cicho skrzypnęły i serce Harry´ego na nowo zapałało nadzieją.
   Nawet nie pamiętał, kiedy znalazł się przy ojcu, mocno go do siebie przytulając. Nawet nie pamiętał, kiedy policjant opuścił to pomieszczenie i zostawił ich samych. Pamiętał jedynie falę łez, które zdobiły jego policzki długimi ścieżkami.

- Koniec czasu.
Harry jeszcze nigdy tak bardzo się nie smucił, słysząc te słowa. Zazwyczaj były one zbawienne, gdy ratowały go od poniżania, pozwalając nareszcie wracać do domu, ale teraz tylko go przygnębiły. Zaczął przesyłać komisarzowi Milesowi telepatyczne błagania i prośby, ale mężczyzna był nieugięty i nadal przytrzymywał klamkę, by drzwi się nie zamknęły.
- Musisz zmykać, mały - Anthony mocno przycisnął syna do klatki piersiowej, kryjąc twarz w jego kręconych włosach, które tak bardzo przypominały mu fryzurę Anne, w czasie kiedy spotkali się poraz pierwszy. Oh, jak on za nią tęsknił... 
- Dziękuję ci za wszystko. Za drugą szansę, pomimo tego, że ja tak bardzo cię skrzywdziłem. Przepraszam, tak bardzo cię przepraszam.
- Przepraszasz cały czas, tato. Już dawno ci wybaczyłem - wyszeptał Harry, dociskając policzek jeszcze mocniej do koszulki Anthony´ego. Jego serce biło mocno i miarowo, a dotyk był taki kojący, tak bardzo ojcowski, taki troskliwy... Chłopak żałował, że mógł doświadczyć tego wszystkiego, tej bliskości swojego ojca dopiero po szesnastu latach życia. Jego matka nie była zbytnio chętna do okazywania uczuć. Tak rzadko mówiła mu, że go kocha.
- Tak bardzo cię kocham Harry i tak samo mocno mi na tobie zależy - odsunął syna na długość ramion, patrząc mu głęboko w oczy. - Uważaj na siebie, dbaj o mamę i troszcz się o Emmę. I dalej bądź takim wspaniałym chłopakiem, jakim jesteś teraz. Walcz Harry i nigdy nie daj się pokonać. Bądź sobą. Każdy dzień jest twoim własnym dniem i wykorzystaj go jak najlepiej.
   Przytulił go poraz ostatni, delikatnie rozburzył jego włosy i pozwolił mu wyjść razem z komisarzem, patrząc jak jego opalona sylwetka ginie za zatrzaskującymi się drzwiami, a on zostaje sam, czując jedynie mocny ucisk policjanta na ramieniu, który prowadzi go do wyznaczonej celi.

~*~

   Emma czekała na niego przed wejściem do więzienia, siedząc na niskim murku i przeglądając jakąś książkę. Harry zauważył, że to była ta, którą podarował jej ostatnio na urodziny. A przynajmniej okładka zdawała się mu być znajoma.
- Dzięki, że przyszłaś - przywitał się, a ona odwróciła głowę w jego kierunku, uśmiechając się ciepło. Zeskoczyła z murku na żwirek wyścielający ścieżkę i od razu mocno go przytuliła, przy okazji obdarowując jego policzek czułym pocałunkiem. Po chwili zmierzali już razem w stronę budynku Casisdy High School, trzymając się za ręce i cicho rozmawiając.
   Wakacje skończyły się dokładnie tydzień temu, dając początek nowemu rokowi szkolnemu. Przez lato niewiele się zmieniło, oprócz tego, że miłość Harry´ego i Emmy umocniła się jeszcze bardziej, a nastawienie chłopaka do szkoły z pesymistycznego obróciło się w optymistyczne. Jeszcze nigdy nie czuł, że nogi wręcz same zanoszą go w stronę tego gigantycznego budynku. Naprawdę chciał, żeby teraz wszystko stawało się już tylko lepsze.
   Weszli na zatłoczony korytarz, starając się nie zgubić w tym całym tłumie rozwrzeszczanych nastolatków. Pod nogami kręciło się im pełno pierwszaków z nosem przyklejonym do rozkładów zajęć, którzy co chwilę potykali się o własne stopy, pod ścianą z pucharami jak zwykle urzędowała cała drużyna koszykarska, patrząc z pogardą na innych, a cheerleaderki malowały paznokcie na jednej z ławek przed klasą historyczną.
   „Wszystko tak, jak zawsze” westchnął Harry, zauważając te różnice w podziale uczniowskim. Dlaczego nigdy wszyscy nie mogli być równi?
   Jak na potwierdzenie swoich myśli usłyszał hałas ciała uderzającego o szafkę. Szybko odwrócił się w tył i ślina stanęła mu w gardle, gdy ujrzał scenę rozgrywającą się tuż przed jego oczami.
   Darren upadł z hukiem na ziemię, a z jego nosa ciurkiem sączyła się krew. Okulary z czarną oprawką leżały rozgniecione na ziemi, deptane coraz bardziej przez kolejnych uczniów, którzy po nich przechodzili.Oczy jego przyjaciela były napełnione wszystkimi emocjami naraz. Bezgraniczny ból, niezmierzone cierpienie, nieskończony smutek, przytłoczenie, żal, czysta rozpacz zawarte w małej obwódce niebieskiej tęczówki. Wszystko takie prawdziwe i uderzające jak gwałtowny cios w brzuch. Harry´emu naprawdę skręcał się żołądek, gdy przez chwilę mógł wyczytać z twarzy Darrena to co czuł brunet w tym momencie. I miał ochotę płakać widząc, że nikt nawet nie wykazuje chęci, by mu pomóc.
   Harry zaczął się przeciskać przez tłum, chcąc dotrzeć do centrum całego zdarzenia. Nie mógł zostawić przyjaciela w potrzebie. Przyjaciela, który tak wiele razy podniósł go z ziemi po upadku. I nie obchodziło go to, że zrobi coś, czego inni nie zaakceptują, mając ubaw po pachy ze znęcania się nad słabszymi. Szczerze, to te całe ich opinie na jego temat miał teraz głęboko gdzieś.
   Odepchnął ostatniego chłopaka, który śmiał się, robiąc zdjęcia i cisnął jego telefonem o ścianę. Szybka rozbiła się w drobny mak, zaścielając podłogę przeźroczystymi odłamkami.
   Zapanowała cisza. Nikt nie spodziewał się takiego wybuchu po Harry´m, który był przecież tylko szarą myszką. Nigdy nie odważył się sprzeciwić, zawsze poddawał się woli innych. Ale słowa jego ojca, które usłyszał dzisiaj w więziennej celi, zapałały żywym ogniem w jego sercu, dając mu do myślenia. Już nie zamierzał stać z założonymi rękami.
   Napotkał w tłumie przerażone spojrzenie Emmy, by po chwili natknąć się na drwiące z niego czekoladowe tęczówki.
- Kto śmiał mi przeszkodzić w mojej zabawie? - warknął uczeń stojący przed nim, którego Harry widział poraz pierwszy w życiu.
Był wysoki, postawny. Włosy miał ciemne, ułożone do góry, wargi wygięte w kpiarskim uśmiechu. Jego rękę zdobiło parę czarnych tatuaży, odsłoniętych przed zwiewną białą koszulkę i Harry byłby kłamcą, gdyby nie nazwał go niebezpieczeństwem. Ten chłopak był czystą i chodzącą definicją tego słowa.
   Po chwili niezmąconej ciszy na korytarzu, mocne szarpnięcie za koszulkę, uniosło Harry´ego do góry. Nieznajomy chłopak przyparł bruneta do szafki. A właściwie prawie go w nią wbił, wydzierając mu te resztki powietrza, które zdołały przedostać się do płuc. Jego plecy zmierzyły się z twardą strukturą. Przez siłę uderzenia kręgosłup automatycznie się wygiął i naparł na żebra, które sponiewierane sprzeciwiły się kolejnemu ciosowi, powodując nieznośny ból. Harry walczył o oddech z własnym ciałem.
- Nigdy nie waż się mi przerywać - wysyczał prosto w twarz Stylesa - Ja tu rządzę, ja tu jestem królem i ten budynek należy do mnie, gówniarzu. Jeden zły ruch, a tak pokiereszuję twoje ciało, że do końca życia nie ruszysz się ze szpitala, jasne? Jesteś nic nie warty, jesteś zerem, niczym. Tak jak ta cała paczka kujonów. Zapamiętaj to sobie. Nazywam się Tyler O´Brian i od dzisiaj będę twoim największym koszmarem.
   Po tych słowach rzucił Harry´m, jak psem, o ziemię. Brunet upadł na twarz, zdzierając policzek. Nic nie mogło zamortyzować jego spotkania z twardą podłogą. Oczy Harry´ego powoli ponownie przyzwyczajały się do światła. Miał przed nimi niemałe mroczki.
   Tyler zamachnął się, żeby go uderzyć. Harry chciał się podnieść, by go powstrzymać. Próbował podciągnąć się na trzęsących się nogach, jednak przyniosło to tylko więcej bólu. Głowa uderzyła ponownie o ziemię, gdyż nie miał siły, by ją utrzymać.
   Gdy otrzymał już ostatniego kopniaka, po korytarzu rozniósł się dzwonek. Wszyscy zaczęli się rozchodzić. Jedynie Emma, Richard i Ed podbiegli do Harry´ego i Darrena, by pomóc im wstać i zaprowadzić do pielęgniarki.
   Przez całą drogę do gabinetu w oczach Harry´ego stały łzy. Nie wiedział, czym zawinił, że jest tak krzywdzony przez życie. Dlaczego właśnie on musi żyć w piekle. Delikatne pocałunki Emmy na jego twarzy i jej czułe słowa, ani na chwilę nie odpędzały od niego bólu. Potrafił jedynie myśleć o tym, że kolejny koszmar znowu się zaczyna. I że całe jego życie jest koszmarem. Nie wiedział, że istnieje ktoś, kto ma tysiąc razy gorzej od niego. I że swoje cierpienie musi przeżywać w samotności.

~*~

   Siedział na dachu starego budynku, patrząc pustym wzrokiem przed siebie, gdy zimny wiatr powoli rozwiewał mu włosy. Sprana czarna koszulka luźno wisiała na jego bladej skórze, odsłaniając wystające obojczyki i dużego fioletowego siniaka, który „przyozdobił” jego skórę wczoraj wieczorem.
   Zerknął kątem oka na pustą butelkę po piwie, którą trzymał w ręce i po paru obrotach ciemnego szkła między palcami, cisnął nią daleko przed siebie, patrząc jak rozbija się o ścianę peronu.
   Lubił przysiadywać sobie koło starej stacji kolejowej i podziwiać metalowe tory, ginące gdzieś za horyzontem. Tu zawsze panowali jego najlepsi przyjaciele: cisza i spokój. Tu nikt nigdy nie podniósł na niego głosu i nigdy nie uderzył. A mała lampka co wieczór migała do niego wesoło, gdy wymykał się z domu, żeby przenocować blisko swojego peronu.
   Od pewnego czasu przychodził tu jednak z innego powodu. Zapatrzony w przejeżdżające tuż pod nim pociągi, zaczął myśleć, jak by to było położyć się pod takim kolosem i już nigdy nie wstać. Bo w końcu i tak nikomu nie był już potrzebny.
   Zaliczał się tych, o których nie myśli już nikt. Co mieli zrobić Ci, którzy już na starcie byli przegrani? Dokąd mieli pójść samotni? Z kim porozmawiać szeptem, gdy puste cztery ściany, tak bardzo uwierały w ciszy? Komu powiedzieć 'kocham', gdy nie miało się nikogo? Jak wstać i walczyć, jeśli nie wierzy się w siebie? On nie miał już nikogo. Nawet Javaad go zostawił, opierając się na wymówce, że jedzie za granicę by tylko zarobić pieniądze na siebie i na brata. Tak naprawdę wyjechał, by pozbyć się ciężaru, jakim ciągle była opieka nad Zaynem. I Malik doskonale o tym wiedział.
   Zayn podniósł się na nogi, podciągając za duże spodnie wyżej. Podszedł do krawędzi dachu, oddając się w pełni lodowatym porywom, smagającym jego twarz, po której płynęły łzy.
   Przecież gdy odejdzie, to wszystko stanie się lepsze. Podobno po śmierci nie ma już bólu, nie ma tęsknoty, cierpienia i upokorzenia. Nikt nie będzie za nim tęsknił, nikt nie będzie go wspominał.

"Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki odwykną od dotyku moich rąk, czy ubrania zapomną o zapachu mojego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dziwić się mojemu zniknięciu – zapomną. Nie łudźmy się, ludzie pogrzebią nas w pamięci tak szybko, jak odeszliśmy. "

   Wystawił jedną nogę do przodu, wciąż jednak utrzymując równowagę. Z oddali już słyszał turkot kół nadjeżdżającego pociągu. Wystarczyło jedynie się odepchnąć, by spaść do lepszej rzeczywistości. To przecież nic nie kosztowało. Jeden maleńki krok.
   Już było tak blisko końca, gdy nagle przed oczami stanęły mu tęczówki błękitne jak niebo, włosy złociste jak piasek, wargi zaróżowione jak płatki róż. Stanął przed nimi Niall, zapłakany, obarczony poczuciem winy, że nie zdołał powstrzymać Zayna od skoku. Że tak łatwo pozwolił mu odejść. Że nawet nie zdążył się pożegnać.
   Gwałtownie cofnął się do tyłu, gdy pod jego nogami przejechał rozpędzony pociąg. Minął opustoszały peron i po chwili zniknął za drzewami tak szybko, jak się pojawił.
    I wtedy Zayn uświadomił sobie, że musi pozostać silny. Silny dla Nialla, który był dla niego już ostatnią deską ratunku.


OD AUTORKI: Rozdział pojawia się z tygodniowym opóźnieniem, bo szczerze, po cichutku liczyłam na to, że pod prologiem pojawi się więcej komentarzy. Cóż, mówi się trudno.
Swoje opinie zostawiajcie pod rozdziałem ;)
Liczę na Was <3
Camille x
PS. Zaktualizowana zakładka BOHATEROWIE.

8 komentarzy:

  1. Genialny <3 kocham twoje opowiadanie :D naprawdę... Masz talent! Strasznie żal mi Harrego.. Szczerze mówiąc zastanawiam się, bo biorąc pod uwagę to, jak wygląda Harry w świecie realnym to nie zabardzo rozumiem dlaczego musi być gnębiony.. Zastanawiam się, czy nie mógł by się obronić? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim opowiadaniu Harry wykreowany jest na osobę, która była poniżana już na samym początku. W pierwszym sezonie dawał sobą pomiatać, bo nie miał nikogo, kto by się za nim wstawił. Dopiero z czasem poznał Emmę oraz Liama i dzięki nim zmienił wygląd. W drugim sezonie chcę właśnie pokazać go z innej strony, to znaczy że będzie bardziej odważny i zdecyduje się postawić. Oczywiście nie zapominajmy, że w tej historii Harry nie ma tak świetnego ciała i wyglądu jak w rzeczywistości i realnym życiu ;) To wszystko to fikcja literacka. I oczywiście dziękuję ci za piękny komentarz. Dobranoc x Camille

      Usuń
  2. mi się wydaje, że tyler będzie gnębił harry´ego, bo ten przerwał mu w znęcaniu się nad darrenem ;) ogólnie to rozdział jest swietny zwłaszcza fragment o Zaynie <333 / Zuza

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny rozdział(jak zwykle i ty o tym wiesz, więc po co ja ci to piszę, huh?).
    Przykro mi, że znowu powracamy do tematu przemocy w szkole, to takie pizgnięte, za przeproszeniem. Jak dobrze, że w mojej szkole nie ma czegoś takiego, chociaż dumnie nosi łatkę "Najgorszej w mieście".
    Podoba mi się ten cytat autorstwa Haliny Poświatowskiej, to moja ulubiona poetka, jej wiersze są... trudne. Ale wspaniałe.
    No i ten fragment z Zayn'em ;) Już myślałam, że skoczy, ale moje małe Ziallowe serduszko omal by nie pękło więc dobrze, że się cofnął :)
    Czekam na następny rozdział :)
    Ilysm x

    OdpowiedzUsuń
  4. Z początku myślałam, że Harry opowiada o swoim pobycie w więzieniu i zastanawiałam się, co on znowu odpierdolił. Na szczęście chodziło o Anthony'ego ~ nie mam nic przeciwko temu, że gra go David Beckham 😝 I tak samo jak autorkę pierwszego komentarza, interesuje mnie, dlaczego Harry zawsze musi być ofiarą losu? Rozumiem, w tym fanficu nie jest taki idealny, ale chyba po przejściach z pierwszego sezonu powinien poradzić sobie z kimś takim, jak szkolny prześladowca ~ tudzież również nie mam żadnych pretensji, że obsadziłaś w tej roli Dylana 😜 Po prostu uległy Styles staje się zbyt pasywny. I czy mi się wydaje, czy zamierzasz wykreować tu Zialla? Zazwyczaj chłopakom stają przed oczami dziewczyny, a tu proszę - Horan. Nie mam nic przeciwko, Twoje kredki. Pozdrawiam i do następnego xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie ;) Postawa Harry'ego wkrótce ulegnie zmianie. Chcę po prostu przedstawić ją małymi kroczkami. Pokazać czym Harry będzie się kierował, co go zmotywuje do postawienia się prześladowcom :) I dlaczego właściwie Tyler zdecydował się poniżać innych uczniów.
      Dziękuję ci za długi komentarz. Naprawdę dał mi dużo do myślenia. Następnym razem postaram się wszystko opisać jaśniej.
      Camille x

      Usuń
  5. Powiem tak. 1D to nie moja bajka. Nie przepadam za tymi chłopakami, choć nic złego mi nie zrobili. Być może multum opowiadań o nich mnie zniechęciło? Cóż Dramione też nie zdzierżę, choć Pottera kocham. Ale ja nie o tym. Mimo iż tematyka... no nie bardzo, Twój styl, lekkość pisania mnie zachwyca. Jeśli będziesz kiedyś pisała opowiadanie autorskie, daj koniecznie mi znać :)

    Pozdrawiam
    Ress

    http://the-first-avenger.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń