HARRY
Spokojnie opuściłem szkolny, żółty autobus i zdążyłem jeszcze pomachać na pożegnanie Fabianowi, naszemu kierowcy. Gdy stanąłem na chodniku, nerwowo poprawiłem czarny plecak na ramieniu i ruszyłem w stronę Casisdy High School.
Był to ogromny budynek w kolorze kremowym oraz z niewielkimi akcentami czerwieni. Otaczał go solidny, kamienny mur, a pośród zielonej trawy rosły przeróżne, kolorowe kwiaty i stare jodły oraz świerki. Casisdy High School posiadało część główną oraz dwie części boczne: skrzydło lewe i skrzydło prawe, a także stołówkę i ogromną salę gimnastyczną, gdzie odbywały się treningi naszych koszykarzy.
Szedłem ścieżką wyłożoną kostką brukową i w końcu, gdy wyszedłem po marmurowych schodach, znalazłem się w środku. Było tu bardzo tłoczno. Uczniowie często przepychali się łokciami, żeby móc przejść przez zaludniony korytarz. Ja sam skierowałem się w stronę mojej własnej, niebieskiej szafki stojącej przy samym wejściu i wpisałem kod odblokowujący drzwiczki.
Moja szafka niczym się nie wyróżniała. Nie miała ponaklejanych żadnych naklejek i plakatów, ale była zupełnie czysta. Wepchałem plecak do środka między książki i już chciałem odejść z materiałami potrzebnymi mi do mojej pierwszej lekcji, czyli historii, gdy usłyszałem tak dobrze znany i znienawidzony przeze mnie głos.
- Kogo my tu mamy? Ty bez swoich kujońskich koleżków z kółka matematycznego?
Przełknąłem nerwowo ślinę, odwracając się i napotykając drwiące spojrzenie Lucasa.
Lucas Bartney był głównym kapitanem drużyny koszykarskiej naszej szkoły. Mierzył metr dziewięćdziesiąt, a ja o dziesięć centymetrów mniej, dlatego zawsze patrzył na mnie z góry. Był niezwykle umięśniony, co było zasługą wieloletnich treningów na siłowni, miał postawione na żelu czarne włosy i piwne oczy. Każdy w szkole się go bał, nawet wiecznie nie odstępująca go świta czyli Daniel, Felix i Oliver zawodnicy koszykówki, a także jego dziewczyna, która była cheerleaderką czyli szkolna piękność Gabrielle. Bartney miał też najlepszego przyjaciela Louisa, który na szczęście nie chodził za nim jak rasowy piesek na smyczy.
- Czego chcesz? - spytałem drżącym głosem, pocierając trzęsące się dłonie.
Bartney odkąd pamiętam uprzykrzał mi życie. Spytacie pewnie dlaczego. Otóż uznawano mnie za szkolnego kujona. Było tak w podstawówce, gimnazjum i było też i teraz. Faktycznie wyglądałem jak typowy kujon i zachowywałem się jak kujon. Kasztanowe włosy były naturalnie kręcone, ale takich ich nie lubiłem, więc je prostowałem i idealnie układałem. Na nosie miałem duże okulary z czarną oprawką, nosiłem eleganckie spodnie, krawat, białą koszulę i codziennie inny sweterek, których miałem pełno w szafie. Moim najlepszym przyjacielem był kalkulator, a także chłopaki, z którymi chodziłem na kółko matematyczne. Uwielbiałem się uczyć. To była moja pasja i w przyszłości chciałem zostać sławnym naukowcem. Niektórym osobom, czyli w moim przypadku większej części szkoły, nie podobały się moje naukowe zainteresowania. Byłem wyszydzany, wytykany palcami i obgadywany za plecami. Stawałem się pomocny tylko wtedy, kiedy trzeba było odpisać jakieś zadanie domowe, lub podać prawidłowe odpowiedzi podczas pisania sprawdzianu. Byłem raczej cichy, skryty w sobie i nieśmiały, a także nie za bardzo asertywny. Nie umiałem powiedzieć „nie”. Dawałem sobą poniewierać i nigdy nie odmówiłem tym, którzy prosili o „kujońską” pomoc. Wiele razy starałem się coś zmienić w moim wyglądzie, ale zawsze tchórzyłem nie mając odwagi na nowy image. Moja mama często mówiła, żebym się tym nie przejmował, bo kiedyś będę o wiele bardziej znany i będę mieć lepsze życie, niż ci wszyscy, którzy mnie nie lubią. Chciałem tak myśleć, ale ciągłe dogryzanie ze strony Lucasa, jego kumpli i reszty szkoły, powoli sprawiało, że czasem miałem ochotę wynieść się z tej placówki.
- To już nie można pogadać ze swoim kolegą? - zadrwił.
- Nie jestem twoim kolegą - powiedziałem, starając się unikać jego pewnego siebie spojrzenia.
- Hazzy, weź wyluzuj - na dźwięk tego zdrobnienia, którego używał Bartney, momentalnie się skrzywiłem. Nienawidziłem, jak mnie tak nazywał. - A tak poza tym, fajne masz okulary.
Zamachnął się i szybkim ruchem ściągnął mi je z nosa, po czym zaczął podrzucać je do góry.Poczułem dziwny ucisk w żołądku. Ręce zaczęły się trząść i pocić. Przecież w każdym momencie moje okulary mogły spaść, szkło rozbić na małe kawałeczki, a ja miałbym nie małe kłopoty, choć nie wykryto u mnie aż tak wielkiej wady wzroku.
- Oddaj - powiedziałem cicho, starając się odebrać mu moją własność, jednak ten uniósł je jeszcze wyżej, przez co nawet stając na palcach nie mogłem ich dosięgnąć. Poczułem jak w moich oczach zbierają się łzy, gdy cała jego świta zaczęła rechotać w najlepsze mówiąc, jakim to jestem kretynem i ciamajdą.
- Oj, Hazzy. Chyba będziesz zaraz płakał, co? Pójdziesz poskarżyć się dyrektorkowi?
Przysunął się bliżej mnie i powiedział coś, co było przeznaczone tylko i wyłącznie dla moich uszu.
- Ale nie radziłbym ci, bo inaczej zgniotę wszystkie twoje marne kosteczki i obrócę je w drobny maczek.
Westchnąłem cicho, nerwowo poprawiając mój brązowy sweterek. Oddech mi świszczał, a nogi robiły się jak z waty. „Niech ten koszmar się już skończy” błagałem w myślach, śledząc wzrokiem jak Lucas rzuca moje okulary Oliverowi. Ten nałożył je na nos i zaczął mówić piskliwym głosikiem, robiąc przy tym różne dziwne pozy.
- Patrzcie. Nazywam się Harry Styles. Jestem szkolnym kujonkiem. Nie mam żadnych przyjaciół i żadna dziewczyna mnie nigdy nie zechce. Umiem tylko się uczyć, a poza tym jestem totalną życiową ofermą.
Oliver wzbudził gigantyczne zainteresowanie i cały szkolny korytarz w najlepsze się ze mnie śmiał. Czułem się okropnie. W mojej głowie przez cały czas huczały drwiące słowa całej szkoły. Ukryłem twarz w dłoniach usilnie próbując się nie rozpłakać.Wybawieniem okazał się dyrektor tej placówki.
- Co tu się dzieje? Rozejść się! Rozejść! Już! Wszyscy do swoich klas, bo jak nie zostaniecie dwie godziny w kozie! - starał się rozdzielić tłum. Oliver pośpiesznym ruchem włożył mi moje okulary w dłonie, gdy dyrektor skierował się w naszą stronę.
- Co tu się stało? - spytał Harvey, mierząc każdego z nas uważnym spojrzeniem. Chciałem wykrzyczeć mu wszystko zgodnie z prawdą, ale gdy oni stali obok, darowałem sobie to całe kazanie. Lucas objął mnie ramieniem, przyciągając do siebie. Wzdrygnąłem się, gdy to zrobił.
- Nic proszę pana - uśmiechnął się Bartney ukazując idealnie proste, białe zęby - Po prostu naszemu koledze - tu mocniej mnie ścisnął, przez co zabrakło mi powietrza - spadły okulary i Felix był taki miły, że podał je naszemu Harry´emu. I to cała sytuacja - znowu sztuczny uśmiech wdarł się na jego usta.
Szturchnął mnie mocno dając mi znak, żebym potwierdził jego wersję wydarzeń. Przez chwilę jeszcze się wahałem, ale w końcu dałem za wygraną.
- To prawda proszę pana. Lucas ma rację - starałem się brzmieć przekonująco.
- Hmmm... Dobrze - mężczyzna był trochę podejrzliwy - Możecie się rozejść.
Lucas odchodząc szepnął mi jeszcze na ucho.
- Do zobaczenia później Hazzy.
Potem zniknął wraz ze swoją świtą.Nałożyłem okulary z powrotem i otarłem czoło z potu, przy okazji poprawiając niesforne kosmyki włosów. Ułożyłem książki i zeszyt na ramieniu i skierowałem się powolnym krokiem w stronę sali historycznej, gdyż właśnie zadzwonił dzwonek zwiastujący początek lekcji.
Otarłem wierzchem dłoni załzawione oczy i przekroczyłem próg sali lekcyjnej. Wszystkie oczy znajdujących się tam osób skierowały się na mnie. Mogłem się założyć, że na moich policzkach pojawiły się gigantycznych rozmiarów rumieńce. Usłyszałem ciche chichoty dziewczyn siedzących w środkowym rzędzie i od razu wiedziałem, że śmieją się ze mnie. Rozglądnąłem się po całej klasie szukając odpowiedniego miejsca dla siebie. Miałem wybór: usiąść obok jednej z roześmianych dziewczyn, czyli Felicity, obok Richa zawodnika koszykówki lub Liama, najlepszego tancerza w naszej szkole. Ostatecznie wybrałem tę ostatnią opcję i dosiadłem się do niego, powoli odsuwając wolne krzesło.
- Cześć - powiedziałem cicho, układając swoje rzeczy na drewnianym blacie ławki. Payne uśmiechnął się do mnie.
- Cześć Harry - odparł, mierząc mnie wzrokiem. - Przygotowany na sprawdzian? - dodał.
Twierdząco pokiwałem głową. Jakoś nie miałem ochoty z nikim rozmawiać, nawet jeśli szatyn starał się być dla mnie choć trochę miły.
- To dobrze, bo ja nie za bardzo. Mój trening wczoraj się trochę przedłużył i wróciłem późno wieczorem totalnie wykończony. A ty co robiłeś?
Liam miał niesamowity talent do tańczenia i wykorzystywał go jak najlepiej umiał. Jego pasją był taniec towarzyski, a także współczesny. Był znany w całej szkole i wszyscy go podziwiali. Nawet Lucas darzył go szacunkiem, co zdarzało się w przypadku Bartney´a bardzo rzadko. Gdy usłyszałem słowa Payne´a momentalnie posmutniałem. Na samym początku wydawało mi się, że Liam naprawdę choć trochę mnie polubił, ale teraz wszystko wskazywało na to, że chce tylko podpowiedzi na teście. Spuściłem głowę, kreśląc jakieś ślaczki w zielonym notatniku.
- Nie odpowiesz? - szatyn przysunął się bliżej mnie posyłając mi kuksańca w żebra. Ale zrobił to chyba za mocno, gdyż krzywiąc się cicho jęknąłem.
- Przepraszam. Ja...
- Panowie Payne i Styles. Umówicie się na kawę i porozmawiacie sobie po lekcji.
Głos profesora Neymar´a przywrócił nas do rzeczywistości. Cała klasa zachichotała. Liam szybko odsunął się ode mnie i zaczął nerwowo bawić się końcówką czarnego, żelowego długopisu, a ja zacząłem pocierać kciukiem swoją dłoń. To pomagało mi się odstresować, zwłaszcza wtedy, kiedy byłem w centrum uwagi, czego szczerze nienawidziłem. Profesor zmierzył nas jeszcze jednym badawczym spojrzeniem, po czym otworzył granatowy dziennik i i jak zawsze zaczął sprawdzać obecność. Potem podniósł się z krzesła i kazał nam wyciągnąć długopisy. Na każdej ławce ułożył po dwie białe kartki i pozwolił zacząć pisanie, oznajmiając jeszcze, że mamy na to trzydzieści minut. Wszystkie zadania na sprawdzianie były dziecinnie łatwe i nie zajęły mi dużo czasu.
Już po chwili mój test leżał wygodnie w samym rogu ławki, a ja opierałem się o oparcie krzesła. W sali panowała cisza. Było słychać jedynie odgłosy piszących długopisów i miarowe tykanie wskazówek czerwonego zegara.
Nagle ktoś delikatnie potrząsnął moim ramieniem. Powoli otworzyłem jedno oko, stopniowo powtarzając tą samą czynność z drugim. Zauważyłem, że Liam jest lekko pochylony w moją stronę.
- Psst Harry... - szepnął, oglądając się za siebie i upewniając, że nauczyciel wciąż stoi odwrócony do niego plecami - Którą odpowiedź trzeba zaznaczyć w dwudziestym trzecim pytaniu? - spytał, patrząc przez lewe ramię do tyłu.
Chciałem choć raz postawić na swoim i nie udowadniać, że zawsze wszystkim ulegam i nie mam swojego zdania. Pokręciłem więc przecząco głową, chowając niebieski długopis do małego, jeansowego piórniczka.
- Ej no weź. Przez ciebie dostanę dwóję - jęknął błagalnie, wbijając we mnie te swoje brązowe paczydła. Gdy tak na niego patrzyłem, przypominał mi małego zbitego psa, który naprawdę potrzebuje pomocy. W środku toczyłem ze sobą zawziętą bitwę. Jedna strona mówiła, że jako dobry kolega powinienem pomóc Liamowi dostać dobrą ocenę, zaś druga kategorycznie tego zakazywała informując mnie, że mogę zostać przyłapany na podpowiadaniu i odsiadywać karę w szkolnej kozie patrząc jak pani Heller maluje paznokcie i czyta jakieś babskie pisemka. Sama myśl o tym drugim powodowała u mnie mdłości.- Nie jesteś dobrym kolegą - burknął Payne odsuwając się ode mnie i wracając do rysowania trampków w rogu swojej kartki. Coś chwyciło mnie za serce. Kolejna osoba, która mnie nie lubi. A przecież nie zrobiłem nic złego, bo ściąganie było nieodpowiednie. W końcu szybko powiedziałem na jednym tchu.
- Zaznacz czwartą.
Liam uniósł obie brwi do góry nie wierząc w to, co usłyszał, więc powtórzyłem jeszcze raz, którą odpowiedź ma zaznaczyć. Szatyn ochoczo wykonał moje polecenie dokładnie w tym momencie, gdy profesor oznajmił nam, że czas pisania dobiegł końca. Odetchnąłem głęboko, poprawiłem okulary i w duchu cieszyłem się, że nikt nie przyłapał mnie na gorącym uczynku. Teraz w spokoju mogłem słuchać wykładu na temat krzyżaków przez ostatnie minuty lekcji historii...


Jest super . <3
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać kolejnego , <3
O kurcze, jaki świetny blog :) baaardzo mi się podoba :D
OdpowiedzUsuńCzasami, tak jak dziś, jestem zadowolona z tego, że czytam komentarze pod różnymi blogami. Właśnie w taki sposób trafiłam na Twój blog :)
OdpowiedzUsuńJuż sama nazwa mi się spodobała, jako że od jakiegoś czasu oglądam beauty & the geek :D
Świetny pomysł na bloga, na pewno będę czytać :)
genialne jejku <3
OdpowiedzUsuńJeżeli masz twittera i czas to mogłabyś Mnie powiadamiać na nim o nowych rozdziałach?
Byłabym wdzięczna ; *
@0lciaa
Czekam na nn
Boziuniu! Świetny i zajebisty *_*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział ! :D Po raz pierwszy podoba mi się ciamajdowaty Harry xD Taki bezbronny i zdany na łaskę swoich prześladowców ;3 Ogólnie opowiadanie zapowiada się bardzo ciekawe ^^ Tylko czekam na wielką przemianę Stylesa :D A tymi gifami zarobiłaś sobie u mnie gigantycznego plusa, bo mam cholerną słabość do Best Song Ever <3
OdpowiedzUsuńM.