sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 15 Część 1 - "Brak akcji serca!"


~*~
 (dedykacja dla tych, którzy jeszcze to czytają)
Każdy, kto przeczyta ten rozdział, niech zostawi po sobie jakiś ślad. Wystarczy mi nawet zwykła kropka dodana z anonima.
Głosujcie w ankiecie.
WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM



   Pływam w zupełnej ciemności. Nie w wodzie, ale w strumieniu powietrza. Pływam na czarnej chmurze...
A oczy mam szeroko otwarte. Ale nie ma tam światła, nawet najmniejszego błysku i nic nie widzę, nie słyszę i nie czuję. Żadnego bólu. Żadnego powiewu powietrza. Żadnego ruchu mojego ciała. Ani bicia serca. Ani szumu krwi płynącej w uszach.
   Bicie serca. Wzrok. Dotyk. Gdzie one są? Gdzie ja jestem? Kim ja jestem?



~*~


   Anthony stał w osłupieniu. Jakby poprzez ten cały huk wystrzału coś się w nim zatrzymało. Nie był zdolny do wykonania żadnego ruchu, nogi odmawiały mu posłuszeństwa i nie chciały wykonać tych kilku kroków do przodu, ręce znieruchomiały, nie mogły drgnąć palce, klatka piersiowa ledwo się unosiła.
   Nie chciał w to wierzyć. Nie chciał i na siłę odpychał od siebie tą kołaczącą do jego umysłu myśl. Choć tak bardzo trudził się, by odnaleźć swojego jedynego syna, teraz, gdy prawdopodobnie kazał zamordować własne dziecko, nie chciał mieć z nim już nic wspólnego.
Czy to możliwe, by był ojcem tego chudziutkiego nastolatka? 
Czy te jego zielone oczy rzeczywiście odpowiadały tym, które miał Harry? 
Czy twarz bruneta musiała być aż tak cholernie podobna do jego własnej?
   Zmusił się do wykonania jednego kroku, choć tak wiele go to kosztowało. Ból rozrywał mu serce od środka, pod powiekami zapiekły pierwsze łzy. A później wszystko przyszło niespodziewanie, ale o wiele łatwiej.
   Dystans, który dzielił go od chłopaka, który właśnie upadł na ziemię, zaskakująco szybko się zmniejszył. Nie minęło kilka sekund, by ojciec upadł z płaczem obok swojego syna i przyciągnął jego kruche ciało do swojego torsu. Nie zważał na krew brudzącą jego ubranie. Teraz liczył się tylko Harry.
   Głaskał go po włosach, mówił szeptem jakieś słowa, wycierał szkarłatną ciecz z policzka, a jego własne łzy kapały na twarz nastolatka. Jak mógł do tego dopuścić! Dlaczego nie rozpoznał go na tym cholernym zdjęciu! Dlaczego pozwolił na to, by postrzelono mu dziecko!
   A Liam stał w osłupieniu, zresztą tak samo jak Marcos, mężczyzna który zranił Harry´ego. Dopiero co otrzymał rozkaz zabicia tego chłopaka, a teraz jego szef rozkleił się, tuląc ciało jego „ofiary” do piersi.
   Liam szybko odzyskał zdrowy rozum. Szarpał się przez chwilę z kieszenią, bo dłonie, które tak bardzo się trzęsły, nie mogły wyciągnąć telefonu z głębi materiału. Przez lekką mgłę przed oczami ledwo widział cyfry, które pisał na ekranie komórki, ale był pewny numeru, który wykręcił. Pogotowie musiało przyjechać na czas. 
Głos tak bardzo mu się trząsł, gdy podawał ratownikom medycznym miejsce, gdzie doszło do postrzału, niecierpliwie zerkając na to, co rozgrywało się parę metrów przed nim. 
Harry nie pociągnie już długo... 
Traci tyle krwi... 
Oby zdążyli na czas...
   Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi, a zegar wciąż odliczał kolejne minuty, w których z Harry´ego uchodziła cząstka życia.
Ale jedyne co mogli robić, to tylko czekać...

~*~

   Emma nie miała nic do roboty. Jeszcze przed chwilą liczyła spadające z sufitu kropelki wody, ale gdy doszła do czterech tysięcy, ta cała czynność straciła dla niej sens. Jej życie straciło sens.
   Nie wyobrażała sobie, że mogłaby tak po prostu stąd wyjść i zacząć żyć na nowo. Czy jej istnienie mogłoby funkcjonować bez Harry´ego u boku? 
Nie miała pojęcia, czy jej chłopak żyje czy nie. Ale w ciągu ostatnich dni utwierdziła się w przekonaniu, że nic nie powstrzyma jej porywacza od osiągnięcia wytyczonego celu, a skoro ten ustalił sobie za zadanie zabicie Harry´ego, czy coś było w stanie to zmienić?
   Nie miała już siły płakać. Przez ostatni dzień wylała tyle łez, że nawet nie sądziła, że tyle wody może zmieścić się w ludzkim ciele. A teraz pozostało jej jedynie cierpienie. I ból. I smutek.
   Czy serce może być aż tak rozdarte? Składające się z milionów porwanych na kawałki strzępów, których już nie można pozszywać?
Chciała płakać, by te wszystkie skumulowane emocje mogły choć na chwilę znaleźć ujście. Ale to było niemożliwe, a jej wystarczyłoby jeszcze parę sekund, by upaść w otchłań bólu i cierpienia.
   Odwróciła powoli głowę w lewo i kątem oka zerknęła na leżącego na ziemi Thomasa. Jego klatka piersiowa równomiernie unosiła się w górę i w dół, powieki były przymknięte i nie było widać żadnych drgań. 
Spał? A może tylko udawał, by nie musieć poraz kolejny słuchać jej wyżaleń pod tytułem: „Umieram, bo zabili mi Harry´ego”.
Emma współczuła Thomasowi. Ostatnimi dniami nie wyglądał najlepiej, bo porywacz nie szczędził mu kolejnych uderzeń. Ona sama miała tylko lekkie przecięcie na policzku, które lekko piekło, ale ból jej serca, nie mógł się równać z jakimś tam otarciem.
   Dziewczynie zdawało się, że tajemniczy mężczyzna nie ma serca, a jeżeli już takowe posiada, to musi być ono chyba z kamienia.
   Nagle usłyszała jakieś kroki, a po chwili ktoś zaczął mocować się z klamką. Zamek w końcu ustąpił, a Emma bardzo się zdziwiła, gdy zamiast porywacza ujrzała sylwetkę Liama.
- Liam? - zapytała słabym głosem, a chłopak tylko do niej podbiegł i zabrał się za rozwiązywanie sznura na jej nadgarstkach. Emma przyjrzała się jego twarzy. Oczy miał zaszklone, ciągle pociągał nosem a jego dolna warga nieprzerwanie drgała. Coś musiało się wydarzyć, a dziewczyna przewidywała najgorsze scenariusze.
Liam, gdy tylko poradził sobie z supłami chwycił delikatnie Emmę pod ramiona i powoli podniósł ją do pionu tak, że mogła spokojnie oprzeć się na jego ciele. Lekko zakręciło jej się w głowie, ale szatyn zareagował na czas, podtrzymując jej wychudzone ciało.
- Wszystko w porządku? - kolejne pytanie padło z jej ust, gdy zaczęli kierować się w stronę wyjścia. Nagle o kimś sobie przypomniała. - Liam, jeszcze pan Abbey - dodała, wskazując na leżącego mężczyznę.
Payne przerzucał wzrokiem to na siebie to na Thomasa.
- Nie dam rady go podnieść - powiedział w końcu. - Razem z tobą będzie zbyt ciężki. Później kogoś po niego poślę, a teraz się pośpieszmy, bo nie zdążymy do szpitala - kontynuował przesuwanie się w stronę progu.
- Szpital? Przecież nic mi nie jest - jęknęła Emma, gdy otarła się ramieniem o framugę drzwi. - Wystarczy mi tylko apteczka.
- Nie o ciebie chodzi - odparł Liam, a jego głos znacznie zadrżał. - Postrzelili Harry´ego. Nie wiadomo, czy przeżyje.
Wstrząsnął nią potężny dreszcz. Zimno przeniknęło każdą komórkę jej ciała i mało brakowało, by ze strachu jej włosy stanęły dęba.
Harry żył. Wciąż żył. Ale umierał. A skoro zostało mu tak mało czasu... Musiała zdążyć choć znaleźć się blisko niego. 
Zaczęła pewniej stawiać kroki, jej serce rwało się do samochodu, do którego właśnie prowadził ją Liam, a w jej umyśle pojawiło się miliard myśli. Zasiadła na tylnym siedzeniu i gdy tylko Payne odpalił silnik, zaczęła go pośpieszać. 
Musiała zdążyć na czas.

~*~

   Ciemność przerywa nagły blask światła. Wstrząsa mną wysoki piszczący dźwięk, a potem nagle coś wyciąga mnie z ciemności mojego kokonu. 
   Unoszę się w powietrzu, jestem w rogu pomieszczenia, z góry patrzę na panujące tu paniczne ożywienie. Widzę lekarzy, pielęgniarki, sprzęt medyczny, a potem siebie. 
To ja! Leżę na szpitalnym łóżku. Nagle przypominam sobie, kim jestem. Nazywam się Harry Styles. Mam szesnaście lat. Mieszkam w...
- Brak akcji serca! - krzyczy lekarz. Jest wysoki, ma idealnie przystrzyżoną ciemną brodę i powiewający fartuch.
- Elektrowstrząsy! - krzyczy inny.
Patrzę na nich z mojego kąta, z zaciekawieniem, ani trochę nie przestraszony. Wszystko pode mną jest krystalicznie czyste, nasycone kolorami i światłem. Nie czuję bólu.
- Gotowe! - mówi lekarz od elektrowstrząsów. Moje ciało drży, kiedy przechodzą przez nie impulsy elektryczne, wije się w konwulsjach i opada na stół. Wyglądam jak ryba wyrzucona z wody, miotająca się na suchym lądzie, który nie jest jej naturalnym środowiskiem.
- Bez zmian - mówi pielęgniarka, patrząc na monitor.
- Jeszcze raz - nakazuje lekarz z ciemną brodą.
   Tracę zainteresowanie tą sceną. Staję się coraz lżejszy i bez wysiłku wychodzę z pomieszczenia przez ścianę do długiego tunelu. Widzę jasne światło i czuję się tak szczęśliwy, jak jeszcze nigdy nie byłem. 
   Słyszę szepty i widzę moją babcię, Katie Styles, machającą do mnie ręką. Wiem, że umarła, ale mam ochotę podbiec do niej i ją uściskać. Tunel zaczyna wypełniać się pięknym światłem, a ja chcę go dotknąć. 
   Cofam się. Nagle zaczynam czuć niepewność. Jakaś część mnie chce iść do przodu, inna chce wracać.
   Zatrzymuję się. Wiszę w tunelu. Co się ze mną dzieje? Światło jest piękne i spokojne. Powinienem go dotknąć.
- Jeszcze nie - mówi jakiś głos.
- Wracaj - szepcze inny.
Nie mogę wydobyć głosu, żeby odpowiedzieć.
Cofam się z powrotem przez tunel z prędkością pociągu. Przez sufit przenikam z powrotem do pomieszczenia, wiruję nad moim ciałem jak woda spływająca i kręcąca się w koło. 
Bezskutecznie usiłuję nie dać się wciągnąć do mojego ciała. Wchodzę do środka, jak gorący wosk wypełniając formę mojego ciała. Z oddali słyszę, jak lekarz z ciemną brodą krzyczy:
- Jest akcja serca. Wrócił do nas!

~*~

   Wszyscy czekali w poczekalni izby przyjęć. Anthony, Liam, Emma, przyszła nawet Izabella razem z Felixem i Patrickiem, bo do szpitala zabrano także jej ojca. 
Thomas miał tylko nieliczne i to na dodatek bardzo lekkie urazy wewnętrzne, a także złamaną rękę, ale nie było to tak poważne, na jakie wyglądało. Jego stan był stabilny. Przed chwilą odbył krótką rozmowę z córką, ale teraz musiał odpoczywać. Izabella wciąż miała żal do pulchnej pielęgniarki, która dosłownie wyrzuciła ją za drzwi sali, gdzie leżał pan Abbey.
   Z Harry´m było znacznie gorzej. Gdy tylko przywiozło go pogotowie, był nieustannie badany przez lekarzy. Emma stała z boku, marząc o tym, żeby wyjść ze skóry i po cichu zakraść się tam do środka i być ze swoim chłopakiem. Zacisnęła pięść, uświadamiając sobie jak bliski śmierci jest Harry. Ciężko przełknęła ślinę, gdy jakaś pielęgniarka wybiegła z sali, po chwili wracając z kolejnym doktorem. Była wdzięczna im za to, że tak bardzo starają się ratować życie jej chłopaka. 
Inni też czekali w kolejce do lekarzy - ludzie kaszlący i kichający, płaczące dziecko, mały chłopiec z kostką owiniętą workami z lodem, mnóstwo ludzi siedzących na krzesłach. Ale ona wiedziała, że to Harry jest w tej chwili w najbardziej krytycznym stanie. Nie mówiła tego, ale doskonale o tym wiedziała. 
Usłyszała jak Anthony szepcze:
- Proszę, Boże... pozwól mu żyć.

~*~

   Czekała, aż przywiozą go z sali operacyjnej. Siedziała przez całą noc przy łóżku, kiedy spał. 
Właśnie. Wmawiała sobie, że śpi, bo tak naprawdę zapadł w śpiączkę.
   Pamiętała historie, które czytała o ludziach w śpiączce. Dziwną opowieść o mężczyźnie, który nie obudził się przez ponad dwadzieścia lat. Ścisnął jej się żołądek. Serce podeszło do gardła.
Spytała lekarza, kiedy Harry wybudzi się z tej śpiączki, ale lekarz unikał jej wzroku i wcale nie odpowiedział na pytanie. To był bardzo zły znak.
   Inni odwiedzający przychodzili i wychodzili, ona trwała na posterunku. 
Kula przebiła lewe płuco Harry´ego, zadrasnęła osierdzie, ominęła o milimetry komorę serca. Stracił mnóstwo krwi, miał zapadnięte płuco, z jego klatki piersiowej wystawały rurki plastikowe służące do drenażu, ale można było powiedzieć, że miał szczęście.
   Jakaś pielęgniarka kręciła się obok Harry´ego, poprawiając mu poduszki i po chwili zerknęła na zmęczoną Emmę. Uśmiechnęła się delikatnie, widząc jak wielka miłość wypływa z jej spojrzenia, gdy patrzy na tego bladego pacjenta.
- Zostawię was samych - powiedziała Sonya, a gdy Emma tylko kiwnęła głową, ona wyszła z sali, zamykając za sobą drzwi. Brunetka ułożyła dłoń Harry´ego, którą ściskała od kilkudziesięciu minut, na białej pościeli. Bardzo lubiła być ze swoim chłopakiem sam na sam. Mogła wtedy z nim swobodnie porozmawiać. Mówiła mu o wszystkim, co leżało jej na sercu i wiedziała, że on ją słyszy, mimo tego, że znajduje się w śpiączce.
- Cześć kochanie. Znowu - uśmiechnęła się delikatnie. - Wyjdziesz z tego. Lekarze pomogą ci wyzdrowieć. - Przycisnęła usta do jego dłoni i usiłowała myśleć pozytywnie. - Izabella u ciebie była, wiesz? Niewiarygodne, jak takie trudne przeżycia zmieniają człowieka. Nie rozpoznałbyś w niej tej starej Izabelli, którą była kiedyś. Królowa szkoły, dręczycielka, podła blondynka śpiąca na pieniądzach... Dziewczyna zmieniła się zupełnie, oczywiście jeśli chodzi o charakter, bo na zewnątrz wciąż jest tak samo ładna.
Twój tata też długo u ciebie siedział. Martwi się i obwinia za wszystko. Zresztą słusznie, bo to przecież z jego winy zginęła prawie cała rodzina Izabelli, a ty zostałeś postrzelony. Ale on cię kocha. Bardzo cię kocha. Wiem, że chciałbyś spędzić z nim trochę czasu, ale nie sądzę, by było to możliwe. Policja zaczyna już węszyć i na pewno szybko wpadnie na jego trop. Przykro mi z tego powodu, że pójdzie do więzienia, bo spędzanie z nim czasu i samo odnalezienie go, było dla ciebie takie ważne. 
Dziwi mnie to, że w odwiedziny nie przyszła jeszcze twoja mama. Dziwna sprawa, bo to chyba właśnie ona powinna najbardziej martwić się o twoje zdrowie, prawda? - oczekiwała od niego odpowiedzi, ale dopiero po chwili przypomniała sobie, że on przecież nie może się odezwać. Posmutniała. - Rodzice myślą nad przeprowadzką, bo mamy strasznie zdewastowany dom po napadzie tych porywaczy. Nevil wynalazł fajne mieszkanie niedaleko twojego domu. Spodobał mi się ten pomysł, bo chciałabym zamieszkać blisko ciebie. To znaczy, kiedy obudzisz się już z tej śpiączki.
   W pokoju panowała cisza. Promienie słońca wpadały przez okno i rzucały cień na jego nieruchome ciało. Miała ochotę wziąć go w ramiona.
   By choć trochę podnieść się na duchu zaczęła opowiadać mu o przygotowaniach do nadchodzących urodzin jej brata, o pogodzie, jaka była za szybą oraz o różnych wspominkach z jej życia, które choć w najmniejszym stopniu miały w sobie coś wesołego. Napełniły ją wspomnienia szczęśliwych czasów i coraz bardziej pragnęła przytulić Harry´ego. 
Uniosła pościel, położyła się obok niego na łóżku i delikatnie objęła go ramionami. Był taki drobny i kruchy, ale ciepły, a obejmując go poczuła pewien spokój. Jego włosy urosły o kilka centymetrów i były rozrzucone po poduszce. Były miękkie jak puch, kiedy zanurzyła w nich nos i usta. Delikatnie ucałowała jego wargi, jakby bając się wyrządzić mu krzywdę. Jeżeli teraz ktoś wszedłby do pokoju, pewnie dostałaby dożywotni zakaz wstępu do tego miejsca, ale było jej to obojętne. Chciała tylko otaczać go ramionami, wiedzieć że już jest bezpieczny. 
Przez chwilę poczuła, jak jego ciało się rozluźnia. Wiedziała, że to tylko złudzenie, ale jednak uczyniło ją to szalenie szczęśliwą.
- Kocham cię, Harry - wyszeptała, ocierając zbłąkaną łzę z kącika oczu. - Zawsze będę cię kochać. Tylko musisz ze mną zostać, dobrze? Być tutaj, przytulać mnie tak jak zawsze, całować na dobranoc w czoło, uśmiechać się, mówić do mnie tym swoim najpiękniejszym głosem, pocieszać, gdy jest mi źle i kiedy jedynym lekarstwem na smutek są te twoje dwa słodkie dołeczki.
Nie chcę cię stracić, Harry. Nie teraz, gdy tyle przeszliśmy, gdy nasza miłość została wystawiona na wiele bolesnych prób. Nie teraz, gdy poraz drugi poświęcasz się dla mnie. Dlaczego to robisz? Twoje życie jest o wiele ważniejsze niż moje.
Nie wiem, jakimi słowami mogę opisać to, co do ciebie czuję. To, jak bardzo ważny dla mnie jesteś. Dla ciebie zwykłe „kocham cię” to za mało.
   Nie wiedziała, jak ma ubrać w słowa to, jak bardzo go kocha, więc zaczęła cichutko śpiewać, gładząc kosmyki jego włosów i tuląc go, niczym małe dziecko do snu:


(wyobraźcie sobie, że śpiewa to Emma)

For you, there'll be no more cryin'
For you, the sun will be shinin',
And I feel that when I'm with you,
It's alright, I know it's right

To you, I'll give the world
To you, I'll never be cold
'Cause I feel that when I'm with you,
It's alright, I know it's right.

And the songbirds are singing,
Like they know the score,
And I love you, I love you, I love you,
Like never before.

Oooohhh
Oooohhh

And I wish you all the love in the world,
But most of all, I wish it from myself.

And the songbirds keep singing,
Like they know the score,
And I love you, I love you, I love you,
Like never before, like never before
Like never before.



   Skończyła z płaczem, gdy uświadomiła sobie, że może go stracić, ale już tak naprawdę, choć obiecali sobie, że przetrwają wszystko. Chciała sięgnąć po opakowanie chusteczek leżących na szafce, gdy usłyszała gwałtowne piszczenie jednej z maszyn. Kolorowe pudełeczko wypadło jej z rąk, gdy do sali zbiegli się przeróżni lekarze i pielęgniarki. Powstał istny chaos, każdy przekrzykiwał każdego, szczęk narzędzi potęgował hałas i tylko Emma stała nieruchomo wśród tego całego tłumu, a jej nadzieja gasła z każdym kolejnym słowem lekarzy. Zsunęła się po ścianie, słysząc ostatnie zdanie doktora z ciemną brodą.
- Tracimy go!
Serce poraz kolejny pękło jej na pół. 
To mógł być koniec...

OD AUTORKI:  Sama się dziwię, że dodaję ten rozdział tak wcześnie. Jest dopiero jedenasta. Ale wracając... Jak podoba Wam się pierwsza część rozdziału piętnastego? Akurat w tej mamy przeważanie Harry'ego i Emmy, ale druga część będzie pękać w szwach od Nialla, Zayna, Juliet, Izabelli i Felixa. 
Naprawdę chcę, byście wyrażali swoje opinie w komentarzach, bo nie wiem, kiedy z 18 CZYTELNIKÓW zrobiło się tylko OŚMIU. Czy naprawdę tak bardzo zła jest ta historia i tak nudna, że 10 osobom odechciało się jej czytać?
Chcę też, byście w komentarzu napisali co Wam się w tym blogu NIE PODOBA. Cokolwiek w  wyglądzie, tekście, sposobie pisania. Może dzięki temu uda mi się jakoś polepszyć Beauty and The Geek i czytelnicy powrócą.
Zastanawiam się, czy nie zawiesić na pewien czas BaTG i poświęcić czas na reklamowanie go.

11 komentarzy:

  1. kfbgbgiiebgieh. Harry nie może umrzeć, weź. Odbierzesz mi jednego z najlepszych bohaterów! Trzymam kciuki żeby przeżył ♥
    i nie zawieszaj bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekałem, czekałem i się doczekałem ;) Pochłonąłem ten rozdział zadziwiająco szybko i muszę ci powiedzieć, że bardzo mi się podobał, nawet jeśli prawie cała akcja toczyła się w szpitalu. Wiem, jak to jest stracić kogoś bliskiego, więc życzę Emmie, by Harry jednak przeżył, bo teraz, gdy nareszcie sprawca się „nawrócił”, mogą być nareszcie razem ze sobą szczęśliwi. Nie rozumiem dlaczego myślisz, że w tym blogu jest coś nie tak. Mnie podoba się wszystko. Zero zastrzeżeń. Nie zawieszaj bloga. BD

    OdpowiedzUsuń
  3. Co?! NIEEEE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIe nie nie nie nie nie nie rób mi tego! Dostałam palpitacji serca już na początku rozdziału, potem jak po raz pierwszy prawie odszedł i na końcu, no wiesz co, jak możesz nam - czytelnikom - to robić, ty nędzna kreaturo? Camille, skarbie, kocham cię, ale jeśli uśmiercisz Harry'ego, to ja również to zrobię - w senie, że cię zabiję. Nie wiem, gdzie mieszkasz, ale się dowiem i ugh! cały ten rozdział jest taki smutny! Nie lubię, kiedy takie są, bo wszystkie historie mają się kończyć z "żyli długo i szczęśliwie", więc proszę cię, niech i drugi raz Stylesiątku odechce się umierać i niech powróci do świata żywych, będzie z Emmą żył długo i szczęśliwie z sześćdziesięcioma dziewięcioma dzieciakami, ok?
    Blog jest wspaniały - może nowy szablon ci się przyda? Znaczy, jeśli ci się podoba, to okay, ale ja na wszystkie swoje prace patrzę krytycznym okiem i po prostu nic mi się w nich nie podoba :(
    I nie zawieszaj BaTG - moje serce dłużej już tego nie wytrzyma. A ty jesteś okropna(żartuje, kocham cię <3).
    Ilysm x

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jest strasznie poruszający! Uwielbiam takie, prawie tak mocno jak uwielbiam Ciebie.
    Twój styl pisania, pomysł na bloga, każdy rozdział i postacie są cudowne. Wszystko podoba mi się w Twoim blogu i nie rozumiem jak można odpuścić sobie czytanie tegoż opowiadania!
    Według mnie wszystko jest w jak najlepszym porządku, więc nie wiem, dlaczego tracisz czytelników. I chyba jedyną rzeczą, którą mogłabyś zmienić jest czcionka. Mi nie przeszkadza to, że jest lekko rozmazana, lecz dla mojej przyjaciółki źle się czyta, dlatego jest daleko w tyle i nie może się zabrać za kolejne rozdziały.
    Nie widzę sensu w zawieszaniu bloga. Równie dobrze możesz go promować, dodając co jakiś czas rozdziały. Czekam na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobrą radę i za ten piękny komentarz :) Właśnie planowałam zmianę szablonu, więc czcionka pewnie też ulenie zmianie. x

      Usuń
  5. Wspaniały *_* czekam na kolejną część

    OdpowiedzUsuń
  6. No ty chyba oszalałaś kobieto! Jeżeli ty uśmiercisz, to przecierz ja się do cb nie będę odzywala! :O NIE! Harry ma żyć i koniec i kropeczka.
    Ale jejuu, no poplakałam się i tyle w temacie. Czemu ty mi to robisz? :O Zawsze jak tylko stanie się coś takiego czego absolutnie bym sie nie spodziewała, albo coś strasznego, to od razu zaczynam płakać. O.o ii to wszystko dlatego, że tak cudownie piszesz! :O
    Tak się wzruszyłam jak Emma zaczęła śpiewać Harremu piosenke, że to jest nie do wytrzymania. A kiedy ona taka biedusia chciała sięgnąć po chusteczki i te maszyny zaczęły pikać, to porostu serce mi pękło :C nooo jejciuuu :(
    No ale ogólnie rozdział najcudowniejszy na świecie *_* I trzymaj tak dalej nooo. Poprostu mogłabym powiedzieć, że to opowiadanie jest klasykiem :O
    Ale kurdee, ta historia stała się już częścią mojego życia, ogarniasz? :O Poprostu cały czas sobie myśle "Kiedyyy wreszcie nowy rozdział, kiedy wreszcie nowy rozdział, kiedy wreszcie nowy rozdział" xD Także możesz mnie już zaliczać do rodziny xD ahahha
    noo, ale zapomniałabym, że przepraszam, że dopiero dziś komentuje, ale nie zabardzo miałam czas przez weekend, także noo, KOCHAM CIĘ! :*
    No i absolutnie nic masz nie zmieniać, bo blog jest cudowny. Tyle w temacie xD
    Kocham cię bardzo, najmocniej na świecie --> Najwierniejsza czytelniczka wszystkich blogów
    - Kasia :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział :') Wzruszyłam się. A więc Harry jednak przeżył :') Czytając to, co chwilę zmieniał mi się nastrój :D Na samym początku byłam zrozpaczona, potem poczułam ulgę, następna faza bólu, znowu spokój i na koniec zupełny szok. Niee, to niemożliwe, on nie może zginąć ! Teraz, kiedy wszystko może się ułożyć. Wiem, że Anthony postąpił niewybaczalnie i mam nadzieję, że trafi do więzienia, nawet jeśli dla Harry'ego będzie to kolejny cios. Tylko co się dzieje z Anne ? Nie przychodzi do szpitala, ponieważ boi się spotkać ex-męża ? Czy może istnieje jeszcze inny powód ? Przynajmniej Emma nie odstępuje Stylesa na krok. Proszę Cię, kobieto, wysłuchaj nas, biednych czytelników i szybko dodaj rozdział z dalszą częścią ! ;) Nie będę mogła przez to spać xD Więc proszę, nie zawieszaj bloga, nawet podejmę się rozreklamowania go za Ciebie, tylko proszę, nie rób przerwy w takim momencie ! :D Mi osobiście wszystko podoba się w tej historii ^^ Może czytelników odstraszyło to, że opowiadanie na początku zapowiadało się jako zabawne zmagania kujona ze szkolnymi fajmami, a przerodziło się w taką jatkę ? Mnie też na początku to zdziwiło ;3 Mimo wszystko nie przejmuj się, wierni fani zostaną z Tobą na zawsze :D Pozdrawiam, całuję i czekam na next ;**
    M. xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Prowadzisz świetnego bloga. To w jaki sposób opisujesz sytuacje i uczucia bohaterów jest niesamowite. Czytałam wiele ff i szczerze mówiąc ten zalicza się do najlepszych. Czytając ten rozdział, mogłam poczuć te wszystkie emocje. Masz naprawdę wielki talent do pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi, a zegar wciąż odliczał kolejne minuty, w których z Harry´ego uchodziła cząstka życia." - Nie chcę żeby umarł :C !
    Tylko Ty umiesz sprawić, że czytając opowiadania na blogach tak bardzo płaczę ;( ♥
    Przecudowny rozdział, ale proszę .. niech Harry wróci - do Emmy, do taty, do wszystkich ;c
    ;*

    OdpowiedzUsuń