niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 15 Część 2 - "Tęskniłem"


 ~*~
(Dla A.L.Heady w podzięce za nowy szablon.)
  


 CZYTASZ = KOMENTUJESZ



   Tydzień później pogoda była już szczególnie ładna. Słońce grzało nieprzerwanie, wszędzie śpiewały ptaki, a na drzewach pojawiły się biało-różowe kwiaty, których płatki zaścielały ziemię, wirując w powietrzu podczas spadania. Po parku wesoło biegały dzieci z dmuchawcami w rękach, a ich rodzice odpoczywali na ławkach, od czasu do czasu rozmawiając ze swoimi pociechami.
   Niallowi nie udzielała się ta cała wiosenna atmosfera. Szedł z rękami schowanymi w kieszeniach dżinsów, zatracony w swoim własnym świecie.
Sześć dni. Sześć dni. Tyle minęło od informacji, która wstrząsnęła jego życiem. Nigdy nie spodziewał się takiej eksplozji różnych uczuć, które zbombardowały go po opowieści Zayna. W pewnym sensie wciąż jeszcze po niej nie ochłonął, ale jednak te kilka dni dały mu dużo do myślenia i w niektórych rzeczach łatwiej mu było się pozbierać.
   Wciąż pamiętał smutek wymalowany na twarzy przyjaciela i łzy, kiedy otwierał skarbiec swoich przeżyć przed kimś, kogo tak naprawdę nie znał. Niall słuchał z uwagą, ale też z przerażeniem każdego słowa, które wypadało z ust Zayna. To, co spotkało go w życiu, było naprawdę straszne i zupełnie nie porównywalne do zwykłych kłótni między blondynem i jego ojcem. Cierpienie Malika było ze cztery razy większe.
   Niall nie mógł wymazać z pamięci potwornych siniaków Zayna na rękach, klatce piersiowej, plecach. To był widok, zapadający głęboko już na zawsze i choć pewnie większość osób tak po prostu odwróciłaby się od mulata, zostawiając go samego przeciwko wszystkim przeciwnościom losu, Niall przysiągł sobie, że zostanie z nim i postara się mu pomóc. Wierzył w piekło, ponieważ doświadczył, że właśnie w nim żyje jego przyjaciel.
   Nie obawiał się ojca Zayna. Saamar może i był silny oraz nieobliczalny, ale zaślepiał go alkohol. Z każdą kolejną puszką tracił cząstkę zdrowego rozsądku i Niall zastanawiał się, czy gdyby nie nałóg, to czy pan Malik ośmieliłby się podnieść rękę na syna. 
   Niall nienawidził Saamara. Był on dla niego człowiekiem, który stoczył się na samo dno, pociągając za sobą członków najbliższej rodziny. Przez jego wciąż powtarzające się błędy nie cierpiał jedynie on, ale też ci, którzy mieszkali z nim pod jednym dachem. Blondyn szczerze współczuł Zaynowi i Javaadowi. W takich chwilach dziękował Bogu, że urodził się jako syn nikogo innego, jak Henry´ego Horana.
   Podniósł wzrok, rozglądając się dookoła. Jak oszacował, do mieszkania Malików zostało mu jeszcze dziesięć minut drogi.
- Niall!
Czyjś krzyk wyrwał go z zamyślenia. Mrugając oczami popatrzył przed siebie i jego serce zaczęło kołatać w piersi, gdy zobaczył przed sobą Juliet.
   Wyglądała tak samo pięknie jak wtedy, kiedy pechowo zderzyli się rowerami. Jej czekoladowe oczy błyszczały wesoło, a jasne włosy były swobodnie rozwiewane przez wiatr. Już podczas tej kolizji urzekła go swoją urodą i wybuchowym charakterem. Była dziewczyną z ikrą i świetnymi odzywkami, a dodatkowo skradła jego od dawna niezakochane serce.
- Cześć Juliet - uśmiechnął się nieśmiało, czując te wstrętne rumieńce pojawiające się na jego policzkach. - Dawno się nie widzieliśmy.
- Trochę czasu minęło - przytaknęła głową - ale cieszę się, że widzę cię poraz kolejny.
Słońce zdawało się rozjaśniać jej twarz, dodając jej tym samym uroku. Niall zatracił się w jej oczach, w których tańczyły złotawe punkciki.
- Ja też się cieszę - odparł po chwili. - Mam nadzieję, że wybaczyłaś mi już to niefortunne pierwsze spotkanie.
Zaczęli powoli kierować się alejką. Blondyn wstrzymywał oddech za każdym razem, kiedy przez przypadek muskał jej dłoń swoją. Zastanawiał się, czemu przy niej wymięka. 


„Co ta dziewczyna ze mną robi?”.

- Nie gniewam się. Każdy może mieć zły dzień. Pogodziłeś się już z ojcem?
Niall skrzywił się, słysząc to pytanie. Pogaduszki o jego tacie nie były ulubionym tematem jego rozmów.
- Wciąż nie doszedłem z nim do porozumienia - westchnął, przeczesując blond grzywkę. - Jest uparty jak osioł i czasami nawet nie potrafi mnie wysłuchać. Nikłe poparcie mam jedynie w mamie, ale ona boi się przeciwstawić ojcu. Woli patrzeć na wszystko z boku i się nie wtrącać.
Popatrzył w niebo, po którym powoli przesuwały się chmury. Chciał być takim białym obłoczkiem. Nie przeżywać tragedii, żyć w spokoju i bez problemów, a co najważniejsze, uwolnić Zayna od koszmaru, jakim było jego życie. Do rzeczywistości ponownie przywrócił go melodyjny głos Juliet.
- A tak w ogóle, to gdzie idziesz?
Niall wstrzymał oddech. Nie chciał okłamywać dziewczyny, ale przecież nie mógł jej powiedzieć o sytuacji z Zaynem. Nie był jeszcze gotowy, żeby jej zaufać. Bał się, że Malik nie byłby zadowolony, kiedy wygadałby się całkiem obcemu człowiekowi, bo tak na dobrą sprawę Niall nigdy nie wspomniał przyjacielowi imienia „dziewczyny z kolizji rowerowej”.
   Podrapał się nerwowo po głowie, szukając odpowiedniej wymówki, ale jak na złość nic nie przychodziło mu do głowy, więc rzucił tylko:
- Tak po prostu wyszedłem się przejść. Wiesz, żeby odreagować po kolejnej kłótni z rodzicami.
Juliet tylko skinęła głową, patrząc przed siebie. Po chwili spuściła wzrok na czubki swoich butów i między nimi zapadła niezręczna cisza. Niall już chciał zapytać, dlaczego posmutniała, gdy stało się coś, czego kompletnie się nie spodziewał, a co sprawiło, że zmiękły mu kolana. 
Juliet go pocałowała.



~*~


   Izabella gwałtownie otworzyła oczy i rozejrzała się dookoła. Odetchnęła z ulgą, gdy to co przed chwilą przeżywała, okazało się tylko zwykłym snem. Opadła z powrotem na poduszki, przywołując w pamięci fragmenty tego, co widziała w wyobraźni. 
Dlaczego wszystko było takie realistyczne i prawdziwe? Tak jakby naprawdę tam była, czuła każde muśnięcie i słyszała każde słowo. Nie umiała sobie na to odpowiedzieć, zwłaszcza że ten dziwny sen powtarzał się prawie każdej nocy.
   Powoli wstała z łóżka, otulając się różowym szlafrokiem wiszącym na oparciu krzesła. Stopy wsunęła w białe kapcie i wyszła ze swojego pokoju.
   W mieszkaniu Patricka było bardzo przytulnie. Mimo tego, że było małe, to jednak sprawiało wrażenie ciepłego i przyjemnego. Blondynka nareszcie poczuła się jak w domu. Tu nie musiała się niczego bać ani schodzić z latarką po schodach z myślą, że koło ostatniego stopnia czai się mężczyzna z siekierą. 
Jej pokój też jej odpowiadał. Był znacznie ciaśniejszy niż ten poprzedni i urządzony trochę po męsku, ale gdy dodała do niego trochę rzeczy kupionych jej przez wujka, od razu go pokochała.Patrick starał się, żeby czuła się tu jak najlepiej, więc często do niej wpadał pytając, czy czegoś czasem jej nie trzeba. Zazwyczaj odmawiała. Uważała, że i tak robi dla niej za dużo.
   Zeszła powoli na parter, kierując się w stronę kuchni. Tam na stole czekały już na nią tosty i sok pomarańczowy oraz karteczka z charakterystycznym pismem Patricka. Odczytała informację, że jej wujek pojechał na komendę pracować i wróci na czternastą, a w lodówce ma coś do odgrzania na obiad. 
Zaczęła powoli jeść, obserwując widok za oknem. Zamieszkała teraz w przytulnej okolicy, gdzie małe domki stały w równych odległościach od siebie i miały duże ogródki. Sam Patrick hodował jakieś roślinki mówiąc, że własne są najlepsze. Na ulicach nie było dużego ruchu. Dało się zauważyć parę rowerów i matki pchające wózki. Sąsiedzi byli bardzo mili i życzliwi. Wszyscy pomagali sobie nawzajem i wesoło witali nowych mieszkańców, włączając ich do swojej rodziny. Izabella miała już kilku znajomych, w tym dziewczynę mieszkającą obok, z którą wysyłała sobie liściki przez okno. Niby dziecięca zabawa, ale blondynka wciąż była nieufna co do ludzi.
   Skończyła pić sok i wrzuciła naczynia do zmywarki. Wróciła do pokoju, wyjęła jakieś ubrania i udała się do łazienki. Wzięła szybki prysznic, rozczesała długie włosy, nałożyła lekki makijaż i gdy tak patrzyła w lustro, zauważyła jaką ogromną przemianę przeszła. Osoba, która była jej odbiciem, nie była tą co kiedyś. W wyglądzie nie zauważyła jakichś strasznych zmian, choć na pewno schudła, a na jej twarzy nie było już tak dużej ilości make-up´u. Na pewno zmieniła się wewnątrz, bo teraz żałowała tego wszystkiego, co składało się na jej wcześniejsze, przede wszystkim szkolne, życie. Obgadywanie innych, wyśmiewanie się ze słabszych, gnębienie kujonów. Może to wszystko, czego doświadczyła w ostatnim czasie, miało ją uświadomić i nakierować na lepszą drogą? Tylko czemu tak wiele ją to kosztowało...
   W mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. Izabella trochę się przestraszyła, ale stanęła przy drzwiach wejściowych i po kilku głębokich wdechach je uchyliła. Na szczęście nie stał w nich jakiś kolejny psychopata tylko Felix, uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Przestraszyłeś mnie - powiedziała, chowając się w jego ramionach. - Mogłeś chociaż napisać.
Chłopak delikatnie gładził ją po włosach, przyciągając bliżej swojej piersi.
- Przepraszam, po prostu się stęskniłem.
Trwali jeszcze przez chwilę w swoich objęciach, a potem przenieśli się na kanapę w salonie. W pokoju szła cicho puszczona płyta Oasis. No tak, Patrick miał wszystkie ich albumy.
- Jak się czujesz? - spytał Felix, rozglądając się dookoła i podziwiając wystrój. Jego piłka od koszykówki swobodnie poturlała się pod stolik.
- Jest dobrze - Izabella wysiliła się na uśmiech. - Po części jakoś się już pozbierałam. Patrick bardzo o mnie dba i pomaga przejść przez ten cały bałagan. Powoli moje życie wraca do porządku. Tata się odnalazł i niedługo wychodzi ze szpitala. Znajdziemy sobie jakieś mieszkanie i mam nadzieję, że wszystko się ułoży. Nie chcę kolejnych kłopotów... - pociągnęła nosem. - Wczoraj odwiedziłam kujonów z kółka matematycznego i przeprosiłam za wszystko. Mimo tego, że wręcz zmieszałam ich z błotem, to mi wybaczyli. Tak po prostu. Są świetnymi ludźmi, a ja nigdy nie potrafiłam tego dostrzec. Jest mi tylko przykro, że jeszcze nie pojednałam się Harry´m. Chciałabym, żeby wybudził się jak najszybciej, bo ta cała sprawa między nim a mną leży mi na sercu.
Szczelniej otuliła się kocem i ułożyła głowę na torsie Felixa. Bicie jego serca działało na nią kojąco i poczuła, jak powieki same jej się zamykają.
- Wyspałaś się dzisiaj? Wyglądasz marnie.
- Właściwie, to nie. Dręczą mnie pewne sny - powiedziała, chcąc komuś się wygadać. Z Patrickiem raczej nie mogła pogadać na takie tematy.
- Tak? A jakie?
Podniosła głowę i zajrzała mu prosto w oczy. Dalej urzekały ją swoją orzechową barwą.
- Ale musisz mi obiecać, że to nie zepsuje relacji między nami, ok?
- Jasne - odparł, choć na jego twarzy pojawiło się zdziwienie. Co takiego mogło się jej śnić? Przez chwilę blondynka jeszcze się zastanawiała, więc brunet popatrzył na nią z troską w oczach, jakby zachęcając ją do kontynuowania. Izabella wciągnęła gwałtownie powietrze i starając się zachować spokój, ponownie zabrała głos.
- Ostatnio wciąż śni mi się Harry.
Dłoń Felixa, którą chciał odgarnąć włosy z jej twarzy, zatrzymała się w połowie drogi.
- Jak to śni ci się Harry? - powiedział zdezorientowany. - Myślałem... A poza tym...
- Felix, przecież wiesz, że to do ciebie coś czuję, tak? Nie wiem skąd te głupie sny. Zależy mi na tobie, a Harry przecież jest z Emmą - zaczęła, kładąc dłonie na jego rozpalonych policzkach. - Nic nie zmieni tego, kim dla mnie jesteś. A już szczególnie nie te sny.
- A co dokładnie ci się śni? - spytał niepewnie, wciąż nieprzekonany co do jej słów. Izabella oparła się o jego ramię i popatrzyła w sufit.
- Idealna rzeczywistość, w sensie, że wszystko tam jest dobrze. Żyją moi rodzice, żyje Lucy i żyje Homer. Mieszkamy razem i jesteśmy szczęśliwą rodziną. W pewnym momencie wpadam na Harry´ego i widzimy się poraz pierwszy, co jest dziwne, bo chodziliśmy przecież razem do szkoły od wczesnych lat. Świetnie nam się rozmawia i on zaprasza mnie na randkę. Kolejny sen opowiada o tym, jak Harry odprowadza mnie z tej randki. Trzymamy się za ręce, żartujemy, śmiejemy. Jest tak cudownie, że nie mam ochoty się budzić. A potem następuje pocałunek i serce fika mi koziołki w sercu. Następne sceny pokazują to, jak mi się oświadcza. Trochę niezdarnie, ale jakże romantycznie. Zamieszkujemy razem po wzięciu ślubu, ja jestem w ciąży, on ma dobrą pracę. Rodzę nam śliczne dzieci, jesteśmy tacy szczęśliwi. Bezproblemowe życie. I to było najwspanialsze, bo czułam to na własnej skórze. Tak jakbym w ogóle nie spała, ale przeżywała to w rzeczywistości. Każdy dotyk, każdy pocałunek. Wszystko takie realne, prawdziwe... Nie chciałam się budzić, choć przecież Harry nie jest mi przeznaczony. Coś takiego nigdy nie powinno się zdarzyć... Sny pojawiają się prawie każdej nocy, w niewielkich odstępach. Nie wiem dlaczego... - przerwała.
Zapadła cisza. Nikt się nie odzywał.
- To jest... dziwne - Felix skomentował jej opowieść po upływie kilku minut.
- Wiem, ale to tylko głupie sny, prawda? Przecież na pewno nie jest tak, że już od początku wszechświat chciał, bym była z Harry´m. To brzmi głupio - wymusiła chichot, choć w głębi serca miała pewne obawy. 
A co jeśli te sny nawet w niewielkim stopniu jej się podobały? Co jeśli kochała Felixa, ale Harry także zaczął ją do siebie przyciągać? Co jeśli... Miała nadzieję, że nie zakochała się w Stylesie. Nie, to niemożliwe. Odgoniła od siebie złe myśli i została poderwana do góry przez Felixa.
- Co ty na to, by pójść do parku rozrywki?



~*~


   O szesnastej przyszedł zupełnie niespodziewany gość. Emmę wybudził stukot czyichś butów, więc podniosła głowę z białej pościeli i niepewnie zerknęła w stronę drzwi. Uniosła brwi w zdziwieniu, gdy rozpoznała chłopaka, który stał nieśmiało, oparty o drewnianą framugę.Wyglądało to tak, jakby miał wątpliwości czy wejść czy stchórzyć i uciec. Wzrok miał rozbiegany, a trzęsące się dłonie ukrył w kieszeniach bluzy. Patrzył na Harry´ego współczującym wzrokiem, zresztą jak każdy, kto przebywał w tej sali, a potem zerknął na dłoń Emmy ściskającą tą należącą do Stylesa. Nie odzywał się. Dalej tkwił w niepewności.
- Wejdź, Lucas - zachęciła go Emma, zwracając pobladłą twarz w jego stronę. Ostatnio prawie w ogóle nie spała. Stan jej chłopaka był okropny. W każdej chwili mógł umrzeć, co powodowało u niej stres i jeszcze więcej zmartwień, a gdy tylko zapadała w krótką drzemkę śniły jej się koszmary. Codziennie błagała Boga o wybudzenie dla Harry´ego. Tęskniła za nim tak bardzo, że nawet nie opuszczała jego sali. Pielęgniarki i lekarze czasami kazali jej iść przespać się na kanapie w ich gabinecie, ale ona wolała ułożyć głowę na pościeli Harry´ego i obserwować przed zaśnięciem jego spokojną twarz. Ile by teraz dała, by choć na chwilę się uśmiechnął. Brakowało jej tego uśmiechu, który był jej potrzebny do życia jak tlen. A w każdym razie ona tak uważała.
   Lucas rozejrzał się jeszcze po korytarzu i powoli przekroczył próg. Stanął po drugiej stronie łóżka, na którym leżał Styles i delikatnie dotknął jego ramienia. Zaraz jednak cofnął się, jakby zażenowany, i odsunął na parę kroków.
- Nie spodziewałam się ciebie tutaj - powiedziała cicho Emma, gładząc włosy Harry´ego. - Po co przyszedłeś?
- Przeprosić... Ja... - otworzył usta, a potem je zamknął, jakby nie wiedział, co ma powiedzieć. - Po prostu zrozumiałem swój błąd i chciałbym go naprawić. Słyszałem, że został postrzelony, cała szkoła o tym mówi, ale nie spodziewałem się tego, że zapadł w śpiączkę.
Zegar na ścianie powoli odmierzał kolejne sekundy. Słychać było jedynie tykanie jego wskazówek.
- Czy wiadomo, kiedy się wybudzi? - zapytał Lucas, przestępując z nogi na nogę. - Chciałbym już mieć to za sobą.
- Nie wiadomo - odparła Emma. - Może jutro. Może za tydzień. Może za miesiąc. Może za rok. A może... Nigdy - głos się jej załamał. Lucas z pewną obawą położył jej dłoń na ramieniu. Nie odepchnęła jej.
Tego obawiała się najbardziej. Że Harry już nigdy się nie obudzi. Że już na zawsze pozostanie sama. Nie chciała tak długo czekać, choć przecież kochała go najbardziej na świecie. Był dla niej wszystkim co miała. Kimś, kto wciąż przy niej trwał i podnosił z ziemi po każdym upadku. Kimś, kto nie pozwolił jej odejść. Kimś, dla kogo mogła zrobić wszystko. Bolało ją to, że wobec jego śpiączki jest taka bezradna.
- Chyba pójdę do domu - westchnął Lucas, poprawiając ciemne włosy. Już chciał wychodzić, gdy z ust Emmy padło ostatnie pytanie.
- Przyjdziesz jeszcze?
Zatrzymał się krok przed progiem. Przez chwilę jeszcze się zastanawiał, ale ostatecznie pokręcił głową.
- Sam nie wiem. Prawdopodobnie nie.
I wyszedł. Tak po prostu. Ale ona i tak wiedziała, że wróci.
Smutnym wzrokiem popatrzyła na Harry´ego i mocniej zacisnęła jego palce w swojej dłoni.
- Kochanie - szepnęła, mając nadzieję, że chłopak ją usłyszy. - Nie zostawiaj mnie tu samej... Proszę cię. Bez ciebie to wszystko nie ma sensu, wiesz? Tak strasznie mi ciebie brakuje. Twojego uśmiechu i tego, że zawsze potrafiłeś poprawić mi humor - przerwała, biorąc głęboki oddech i starając się powstrzymać napływające do oczu łzy. - Tęsknię za chwilami spędzonymi na rozmowach. Chcę tylko, żebyś otworzył oczy i powiedział, że jesteś tutaj i nie masz zamiaru mnie zostawić. Tylko tego teraz potrzebuję. Po prostu się obudź. Nie wytrzymam bez ciebie - wzięła głęboki oddech i wytarła mokre policzki. - Każdy się o ciebie martwi, wiesz? Wszyscy za tobą tęsknią.
Zakończyła swój monolog, ocierając łzy i mocniej ścisnęła dłoń bruneta. Westchnęła głośno, zastanawiając się, czy on ją słyszał. Miała taką nadzieję. Więcej nic nie mówiła. Po prostu tam siedziała, wpatrując się w spokojną twarz chłopaka. 


"Wygląda jakby spał".

Pomyślała, a jeden z kącików jej ust niewidocznie się uniósł. 


"Tak sobie wmawiaj, Ems."

Odezwała się podświadomość, niszcząc pozytywne myśli. Cisza stawała się wręcz nie do zniesienia.
- Kocham cię, Harry - szepnęła po raz kolejny, trzymając jego rękę.
Już nawet zignorowała to, że kolejne łzy, spływają po jej policzkach, mocząc ciemne spodnie. Zapomniała o całym dniu, który przesiedziała w szpitalu. Nic nie miało znaczenia. Jedynie to, że jest blisko i może bez przeszkód trzymać jego dużą dłoń w swoich.
Nagle poczuła lekkie uściśnięcie. Spojrzała zaskoczona na dłoń chłopaka, która lekko zacisnęła się na jej, po czym z powrotem przeniosła wzrok na jego twarz i dostrzegła lekko drążące powieki.

- Harry - szepnęła, zakrywając buzie wolną ręką.
Chwilę później jej tęczówki spotkały się z idealnym szmaragdem, za którym tak bardzo tęskniła, a w pomieszczeni
u wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Jego dłoń zaciskająca się na jej dłoni. Ich splecione palce i wymiany uśmiechów.
 - Jestem tu, Harry. Jestem. Słyszysz mnie, kochanie?
Przez chwilę mrugał, jakby przyzwyczajając się do tego jasnego światła, a potem przeniósł wzrok na Emmę. Nikły uśmieszek wstąpił na jego twarz.
- Emma... Tak bardzo tęskniłem... - ledwo wychrypiał.

- Ja również - odparła z szerokim uśmiechem. - Zawołam lekarza - oznajmiła w pełni szczęśliwa i opuściła salę swojego chłopaka.
W końcu wszystko było tak, jak powinno być. Przynajmniej u niej.


OD AUTORKI: Tak więc dzisiaj mamy taki luźniejszy rozdział: brak akcji, marne zakończenie. Muszę przyznać, że jest taki neutralny. Dość ciężko mi się go pisało, sama nie wiem czemu. Zasiadałam przed ekranem i nagle nie mogłam złożyć żadnego przyzwoitego zdania. Mam nadzieję, że to, co widzicie u góry jest w miarę znośne. Jak też pewnie zauważyliście, zmieniłam szablon. Co o nim myślicie? Lepszy niż poprzedni?
Od razu chcę Was też powiadomić, że nie wiek kiedy pojawi się następny rozdział. Mam teraz od 11-16 maja wycieczkę do Francji, a zaraz potem od 19 jadę do Warszawy. Męczą mnie też teraz projekty gimnazjalne, więc ledwo znajduje czas na pisanie. Nie bójcie się jednak: rozdział na pewno nie będzie czekał dłużej niż miesiąc.
Kocham Was wszystkich, dziękuję za te wspaniałe komentarze pod tamtym rozdziałem, zwłaszcza za ten:
"Prowadzisz świetnego bloga. To w jaki sposób opisujesz sytuacje i uczucia bohaterów jest niesamowite. Czytałam wiele ff i szczerze mówiąc ten zalicza się do najlepszych. Czytając ten rozdział, mogłam poczuć te wszystkie emocje. Masz naprawdę wielki talent do pisania :)"
Dziękuję za wszystko i przepraszam tych, których blogi zaniedbałam. Obiecuję, że w najbliższym czasie wszystko nadrobię.
Ps. Nie ukrywam, że wzorowałam się na innych historiach, pisząc ostatnie linijki tej części. Po prostu padam już ze zmęczenia, a chciałam, żeby  rozdział był dodany dzisiaj.
Camille x 


http://ask.fm/BeautyandTheGeekCamille

9 komentarzy:

  1. Kama, cudowny jak zawsze ;)
    A więc zacznę od tego, że rozdzial po prostu mnie urzekl swoją prostotą i tym, ze był taki zwykły. W sumie, to takie fajne, że od złej akcji przenosimy się w spokojniejszą i taką uroczą ;)
    Uważam, że Emma i Harry to najsłodsza para pod słońcem i bardzo się cieszę, że nasz główny bohater wybudził się ze śpiączki. I szczerze nie mogę uwierzyć, że Lucas przyszedł do niego w odwiedziny, szczerze to w zyciu bym się tego nie spodziewała. Aczkolwiek jeśli chodzi o Iss, to przypuszczałam, że będzie żalowała tego co zrobiła. Po tym jej śnie, to nie weim czego się spodziewać w relaji Isabella-Harry, bo pozostawiłaś mnie w niepewności :D Co oczywiście nie zmienia faktu, że już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    Co do szablonu: Jest świetny, chociaż wydaje mi się, że wcześniejszy był jednak lepszy. Po prostu jakoś bardziej mi pasował do tego opowiadania.
    Tak na zakonczenie chciałam ci jeszcze powiedzieć, że uwielbiam jak piszesz. Zawsze jak widze tylko nowy rodział to aż serce mi się cieszy. No i to moje czytanie. Tak sie zastanawiam, czy ja mam wtedy otwartą buzię xD
    Całuski --> Kasia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszamprzepraszamprzepraszam PRZEPRASZAM, że dopiero teraz komentuję i to jeszcze na szybko i pewnie chaotycznie, bo śpieszę się na trening, lalalalala. Rozdział faktycznie taki pozbawiony "napiętej" akcji, bez żadnej strzelaniny I UMIERANIA NA SZCZĘŚCIE ale to dobrze, bo tak jak napisała koleżanka do góry, urzeka swoją prostotą ;) No i już dosyć się nadenerwowaliśmy, jak wszyscy czytaliśmy o porwaniu i strzelaninie, prawda?
    Na początku, kiedy zaczynałam tego bloga, to szczerze, myślałam, że to będzie typowa fabuła, z jaką zawsze się spotykałam. Królowa szkoły gnębi Harry'ego aka nerda, ale on szybko zmienia się w mega ciacho i są razem. Otóż nie, spotkałam się z czymś kompletnie innym i to jest aż takie... WOW. Naprawdę, to, co wymyśliłaś, jest naprawdę zaskakujące i genialnie genialne!(za ten epitet moja polonistka byłaby w stanie powiesić mnie na włosy nad przepływającą przez moje zaśmierdziałe miasto również zaśmierdziałą rzeczką)
    Co te sny Izabelli w ogóle mają znaczyć? Przecież Harry to jej przyrodni brat! O którym oczywiście nie wie, ale jakoś się dowie, tak? :D
    No i w końcu nasz skarbek się obudził. Naprawdę żal mi było Emmy, a to moja ulubiona bohaterka, jak siedziała tak przy tym łóżku, bez jakiejkolwiek nadziei, czy jej ukochany się obudzi, czy też nie. Byłam szczerze zaskoczona, kiedy przyszedł Lucas. Był ostatnią osobą, których odwiedzin bym oczekiwała.
    No i Niall! I ta dziewczyna!(wybacz zapomniałam imienia) Mam nadzieję, że blondynek pomoże Zayn'owi jakoś z tego wyjść? I że nie zapomni o przyjacielu, kiedy ona się pojawiła na horyzoncie? Jejciu, nie przeżyłabym tego.
    Już pora kończyć, za bardzo się rozpisałam, to aż chyba niespotykane. Nie wiem co jest, ale nagłówek wydaje mi się jakoś mniejszy, niż był wcześniej. Tak samo było w poprzednim szablonie. A może mi się tylko tak wydaje.
    Pozdrawiam i całuję :) <3
    Dziękuję za zgodzenie się ze mną, że należy mi się pomnik :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny ;) czekam z niecierpliwoscia na nexta

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rozdział! Wszystko ułożyło się tak jak powinno i choć nie zawsze zadowalają mnie takie urocze rozdziały to Twój blog zmienia mnie i moją opinię. Wręcz uwielbiam kiedy tworzysz słodkie rozdziały, w których każdy ma dobre zakończenie i wszyscy są szczęśliwi. Uwielbiam je, bo sposób w jaki opisujesz emocje sprawia, że i ja przeżywam każdy moment z opowiadania, czuję jakbym to ja była na miejscu bohaterów - śmieję się i smucę z nimi.
    Niby prosty rozdział, a jak świetnie dopracowany. Ty to potrafisz z niczego zrobić coś wspaniałego!
    I choć nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, poczekam tyle, ile będzie trzeba :3

    OdpowiedzUsuń
  5. FUCK YEAH, WRESZCIE SIĘ OBUDZIŁ! :D Trwałam w tej pieprzonej niepewności i trwałam, ale opłacało się, bo nareszcie szczęśliwe zakończenie :D Oby tylko nie było żadnych skutków ubocznych, jak np. amnezja. Na szczęście się na to nie zapowiada xD TYLKO ŻEBY MI SIĘ TU TERAZ ISABELLA NIE ZAKOCHIWAŁA W HARRY'M! EMMA BYŁA PRZY NIM PRZEZ CAŁY TEN CZAS, TO ONA ZOBACZYŁA W NIM COŚ WIĘCEJ NIŻ KUJONA I ŻADNE PRZEZNACZENIE ICH NIE ROZDZIELI xD
    M. xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba poraz pierwszy komentuję tak późno. Rozdział bardzo mi się podoba. Czasem potrzebna jest taka normalność i zwyczajność, choć nie będę ukrywał że akcję lubię najbardziej. Według mnie oba szablony są bardzo dobre. Trzymaj się, baw świetnie na wyjazdach i powracaj niedługo z kolejnym rozdziałem. BD

    OdpowiedzUsuń
  7. Swietny rozdzial . Kochana piszes tak wspaniale , ze odczuwa sie emocje .;D Jeej zeby Harry byl zdrowy i byli slodka pára . A. ciekawa jestem czy Harry i Emma beda miec swoj pierwszy ráz ;D Kc x

    OdpowiedzUsuń
  8. aww, Harry się obudził! Yeah! Czekam na kolejny ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytając ten rozdział na początku pomyślałam: miłość Juliet i Nialla jest takim promyczkiem pomiędzy tymi wszystkimi okropnymi zdarzeniami które się wydarzyły. ♥
    Zdziwiły mnie sny Is, ale chciałabym żeby była z Felixem, tak bardzo się zmieniła na lepsze :3
    No i łał , nie sądziłam że nawet Lucas przyjdzie odwiedzić Harrego ;o Ale cieszę się z tego :)
    No i na samym końcu dostarczyłaś mi tyle radości , z reszta sądzę że na pewno nie tylko mi ! Harry się oudził , jeahh ! ♥
    I jak śmiesz mówić że źle napisałaś rozdział ? Jak ?! Rozdział jest super i szczególnie właśnie zakończenie ! :) ♥
    :*

    OdpowiedzUsuń