sobota, 29 marca 2014

Rozdział 14 Część 2 - "Nie chciał być sam... Tak bardzo nie chciał być sam..."


~*~

 (dedykacja dla Igii) 
ZAKTUALIZOWANA ZAKŁADKA "BOHATEROWIE"


 - Harry, mogę wejść?
Cichy głos Liama zabrzmiał po drugiej stronie drzwi i jakoś powoli przedarł się do jego umysłu. Harry poruszył się nieznacznie, odsuwając głowę od poduszki, na której ułożył teraz jedynie lewy policzek i niepewnie spojrzał w stronę drewnianej powierzchni. Wahał się jeszcze przez chwilę, ale gdy poraz kolejny usłyszał donośne pukanie, powiedział ledwo dosłyszalnie:
- Wejdź.
Drzwi uchyliły się nieznacznie i w małej szparze pojawiła się twarz Liama. Chłopak wyglądał na niezwykle zatroskanego, w jego oczach widniały smutne iskierki, a usta ściągnęły się w grymasie niezadowolenia, gdy zauważył w jakim stanie znajdował się jego przyjaciel. 
Wszedł głębiej, przy okazji odkładając coś na biurko i rozglądając się dookoła, a po chwili milczenia jego wzrok spoczął na Harry´m, który leżał zwinięty w kłębek na swoim łóżku, zawinięty w pasiasty koc aż po samą szyję i patrzył nieobecnym wzrokiem w bliżej nieokreślony punkt. 
Jego oczy były takie smutne, tak przepełnione bólem i poczuciem winy, że gdy zetknęły się z tęczówkami Liama, Payne się przeraził.
Wiedział, że Harry jest bardzo wrażliwy emocjonalnie, że jakaś przykra sytuacja może spowodować większe szkody psychiczne niż u innych ludzi, ale jeszcze nigdy nie widział swojego przyjaciela tak wyniszczonego i tak nieobecnego. 


„Wygląda jak kłębek nieszczęść”.

Liam zbliżył się niepewnie do łóżka Harry´ego i powoli usadowił się na wymiętej pościeli, a materac ugiął się pod jego ciężarem z charakterystycznym skrzypnięciem. Wciągnął głęboko powietrze do płuc zastanawiając się, co tak właściwie mógłby powiedzieć brunetowi na pocieszenie, bo zwykłe „Wszystko będzie dobrze” na pewno byłoby w tej chwili nieodpowiednie. 
Zerknął na twarz Harry´ego, który teraz przymknął powieki i Liam cieszył się, że nie widzi jego „bolesnych” oczu. 
Jego przyjaciel wyglądał naprawdę okropnie. Włosy miał nieułożone, rozrzucone po całej poduszce, oczy podkrążone, usta sine i spękane, a nawet wydawał się być jakiś chudszy i bardziej wątły. Chyba potwierdzała się teza, że Harry i Emma są ze sobą złączeni, a brak jednej połówki powoduje powolne wyniszczanie tej drugiej, bo Styles naprawdę wyglądał, jakby miał zaraz wyzionąć ducha.
- Jak się czujesz? - zapytał cicho Liam, bawiąc się materiałem swojej czarnej koszulki i co chwilę poprawiając włosy dłonią. Harry otworzył oczy, ale nie popatrzył na przyjaciela. Wciąż wpatrywał się w jeden, tylko sobie wiadomy, punkt.
- A jak mam się czuć? - odpowiedział cicho i jego słowa zawisły między nimi dwoma, odbijając się echem w głowie Liama, który spoliczkował się w myślach za swoją głupotę.
- Jasne, to rzeczywiście nie było dobre pytanie - odparł szatyn, chwytając w dłonie szorstki materiał koca. - Przepraszam.
Harry tylko delikatnie skinął głową i cisza powróciła na nowo. Tym razem nie trwała jednak długo.
- Jadłeś coś? - kolejne pytanie padło z ust Liama, gdy chłopak zauważył na szafce nocnej nietknięte tosty i kubek, w którym na pewno znajdowała się zimna herbata. Ten widok bardzo go zmartwił. Harry tylko pokręcił głową i odparł:
- Dzisiaj jeszcze nie.
Liam popatrzył na zegarek wiszący nad łóżkiem i skrzywił się, widząc jaką godzinę wskazują wskazówki.
- Jest już piąta - powiedział, wracając spojrzeniem na Harry´ego. - Głodzisz się. Musisz coś w siebie wcisnąć.
- Nie jestem głodny. - Głos Harry´ego poraz pierwszy od wejścia Liama zabrzmiał mocno i stanowczo. Payne zatrzymał się w połowie drogi do klamki.
- Nie możesz tak po prostu nie jeść! - oburzył się Liam i po chwili wrócił z kuchni niosąc na talerzu jakieś kanapki. Postawił je przed Harry´m.
- Wstawaj - rozkazał, ściągając z niego pasiasty koc i rzucając go na krzesło. Harry ani drgnął. Biała koszulka wisiała na jego torsie niczym ogromny worek na ziemniaki.
- Zostaw mnie - powiedział cicho Loczek, nakrywając głowę poduszką.
- O nie, nie teraz - odparł Liam, wyrywając mu przedmiot z rąk. - Jestem twoim przyjacielem i moim obowiązkiem jest doprowadzić cię do porządku.
- Nie odpuścisz, prawda? - spytał Harry siadając i podciągając kolana pod brodę. Był taki blady...
- Nie, a w razie czego zawołam twoją mamę do pomocy, żeby...
- Nie wołaj jej - przerwał mu Harry. - Nie chcę, żeby przychodziła... - chwycił w dłonie jedną z kanapek i zaczął powoli ją konsumować. Liam zauważył, że gdy tylko wspomniał o rodzicielce Styles´a, humor Harry´ego - jeżeli to w ogóle możliwe - pogorszył się jeszcze bardziej.
- A odnośnie twojej matki... - Liam podniósł się z łóżka i podszedł do biurka. Wziął z niego wcześniej odłożoną rzecz i gdy tylko Harry skończył jeść, odebrał od niego pusty talerz, wkładając mu w dłonie jakiś kwadratowy przedmiot, oprawiony w granatową okładkę. Litery, które zdobiły pierwszą stronę były już lekko zdarte, a zatem i napisy stały się nieczytelne. 
Styles zmierzył Liama niepewnym wzrokiem.
- Co to j...
- Twoja mama kazała ci to przekazać. Dodała też, że to ważne - Payne stanął w otwartych drzwiach i ostatni raz spojrzał na bruneta. - To bardziej osobista rzecz, więc ja już pójdę. Mam nadzieję, że jutro choć trochę się ogarniesz. Wiem, że przeżywasz trudne chwile, ale musisz sobie jakoś dać z tym radę. Ja ci w tym pomogę. Przejdziemy przez to razem, ok?
Harry skinął głową i Liam z nikłym uśmiechem zniknął za drzwiami, a brunet znowu poczuł się taki samotny. W jego głowie momentalnie zaczęły na nowo rodzić się wyrzuty sumienia, poczucie winy kołatało do jego myśli, obraz porywanej Emmy spowodował zatrzymanie oddychania.

Winny... Winny... To ty jesteś winny... Tylko ty... Winny...

Oskarżające słowa pojawiły się znikąd, atakując z każdej możliwej strony. Chciał krzyczeć, ale coś mu nie pozwalało. 

Nie chciał być sam... Tak bardzo nie chciał być sam... Emma, gdzie jesteś... Dotknij mnie... Przytul mnie... Uśmiechnij się do mnie... Pocałuj mnie... Kochaj mnie... Emma...

Już prawie myślał, że nie wytrzyma i że nadmiar skumulowanych uczuć spowoduje utratę przytomności, gdy nagle zauważył pozostawiony na łóżku album przyniesiony przez Liama. Ciekawość i chęć odkrycia zawartości przedmiotu zawładnęły nad tajemniczymi głosami i Harry mógł odetchnąć z ulgą. 
Już było dobrze. 
Już się nie krztusił. 
Ale znowu był sam.
Z powrotem usadowił się na materacu i chwycił w dłonie album. Przejechał palcami po wgłębieniach, które pozostały po literach, zastanawiając się, co kiedyś mogło być tam napisane. Okładka była miękka w dotyku, wręcz aksamitna. Taka inna od materiału koca, który ściskał dłoniach przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny tak, że aż pobielały mu knykcie.
Harry, nie chcąc czekać już dłużej, niepewnie uchylił okładkę. Pierwsza strona była lekko żółtawa, lecz niestety pusta, więc strach, który zawładnął jego sercem, jeszcze nie znalazł ujścia. 
Zdecydował się na kolejne przewrócenie kartki i jego oczom ukazał się napis, wykaligrafowany piękną czcionką, z delikatnymi zawijasami.

ANNE I ANTHONY STYLES. DATA ŚLUBU: 18.05.1996

Wciągnął gwałtownie powietrze. Album ślubny jego rodziców. To musiał być ten album.

„Nareszcie zobaczę tatę...”.

Nie wahał się dłużej. Szybko obrócił kolejną kartkę i prawie się nie rozpłakał, widząc mężczyznę na fotografii.Jego tata był bardzo wysoki i umięśniony. 
Ze zdjęcia spoglądała na niego młoda twarz, na której widniał ogromny uśmiech, żywe jasnozielone oczy i kasztanowe włosy. Anthony był tak podobny do niego. Wręcz można by powiedzieć, że taki sam. Dołeczki były idealnie widoczne i pokrywały się z tymi, jakie odziedziczył Harry. Nawet postawa, w jakiej go sfotografowano, przypominała te, w których zazwyczaj szesnastolatek był uwieczniany na zdjęciach.
Jego rodzice wyglądali na takich szczęśliwych, tak bardzo w sobie zakochanych, że żar tej miłość można było zauważyć w ich wpatrzonych w siebie tęczówkach. 

„Co musiało się stać, że tata nas zostawił?”.

Z pewnym bólem w sercu oglądnął album do samego końca, ale po pewnym czasie ten ból zniknął. Wyciągnął z przeźroczystej folii zdjęcie przedstawiające wyłącznie jego tatę i pogładził kciukiem jego szczęśliwą twarz. 

„Ciekawe jak wygląda teraz...”.

Harry włożył fotografię pod poduszkę i mocno wtulił się w białą poszewkę. Zasypiał powoli, ale świadomość, że ma jakąś cząstkę ojca przy sobie, zapewniła mu pewien spokój i na chwilę zapomniał o wszystkich zmartwieniach i dręczących go problemach.

„Już nie jestem sam...”.


~*~


   Czekanie na Zayna było istną mordęgą. Mimo, że zbliżała się połowa kwietnia, dzisiejszy dzień nie należał do najcieplejszych. 
Niall dmuchnął parę razy w zziębnięte ręce i gdy poraz kolejny sprawdził godzinę na ekranie swojego telefonu, czym prędzej schował je do kieszeni kurtki. W myślach złościł się na siebie i swoją głupotę, bo zamiast słuchać matki zdał się na siebie i nie zabrał rękawiczek.
   Zerknął w stronę skrzyżowania, ale prócz jakiejś pani z psem i chłopaka na rowerze nie zauważył nikogo. Zayna nie było już od dwudziestu minut i nie zapowiadało się na to, by chłopak miał się zaraz pojawić.
   Tak właściwie to Niall nie wiedział nic o Zaynie, a mimo to uważał go za najlepszego przyjaciela. Świetnie się dogadywali, a poza tym Malik rozumiał go jak nikt inny. Po nieustannych kłótniach z rodzicami, miło było się komuś zwierzyć, mając pewność, że druga osoba nie nakrzyczy na ciebie, gdy wyrazisz swoje zdanie.
Jedyne, co zdziwiło blondyna to to, że gdy chciał podejść pod dom przyjaciela, Zayn zaczął nerwowo protestować. Malik był już kilka razy gościem u Horanów, ale swojego mieszkania nie pokazał Niallowi nigdy. Sam blondyn nie protestował. Skoro tak było lepiej... 
   W końcu, gdy zegar na ratuszu wybił szóstą, zza zakrętu wyszedł Zayn, machając do Nialla z pewnej odległości. Blondyn odetchnął z ulgą widząc przyjaciela, bo to oznaczało, że jego dłonie mogły się w końcu spokojnie ogrzać. Oczywiście po należytym przywitaniu z Malikiem.
- Spóźniłeś się - zachichotał Niall, gdy szli obok siebie, co chwilę stykając się ramionami. - Jeszcze chwila i odpadłyby mi palce.
Zayn zerknął na niego spod materiału czarnego kaptura, z niemymi przeprosinami widocznymi w oczach.
- Przepraszam, nie chciałem żeby tak wyszło.
Spuścił głowę i Niallowi zaczęło się wydawać, że mulat stara się unikać jego spojrzenia. Widać było, że jest strasznie tajemniczy i odpowiada zdawkowo, ale blondyn nie miał pojęcia, co mogło być tego wszystkiego przyczyną. Jeszcze wczoraj Zayn był taki radosny, gdy Niall uczył go jeździć na deskorolce.
- Coś cię zatrzymało?
Zayn spojrzał na niego kątem oka. Był tak zamyślony, że dopiero teraz dotarło do niego, że Niall o coś spytał.
- Co? - zająknął się zdezorientowany i powrócił wzrokiem na swoje chude palce.

 „Oby Niall niczego nie zauważył...”.

- Pytałem tylko o powód twojego spóźnienia - blondyn wzruszył ramionami i popatrzył w górę, gdzie na niebie zaczęły gromadzić się ciemne chmury, co nie oznaczało dobrej pogody. Westchnął i powrócił wzrokiem na Zayna, który coś nie spieszył się z odpowiedzią.
- Wszystko w porządku? - dodał Niall, ale Zayn jeszcze bardziej się skulił. - Wiesz, że możesz mi o wszystkim...
Jego wypowiedź przerwał mężczyzna, który niespodziewanie znalazł się przed nimi. Niall stwierdził nawet, że dosłownie wyrósł spod ziemi. 
- Coś się stało? - zwrócił się jego kierunku blondyn, zapominając na chwilę o rozmowie z Zaynem, który cofnął się o jeden krok do tyłu. - Mogę w czymś pomóc?
Nieznajomy, który był całkowicie odziany w czerń, a na nosie miał ciemne okulary, choć w ogóle nie było widać słońca, zaczął nerwowo szukać czegoś w kieszeni i po krótkiej chwili wyjął z niej jakąś komórkę. Wystukał coś szybko na klawiaturze i podetknął Niallowi telefon pod nos.
- Znasz go? - spytał tubalnym głosem. Była w nim pewna groźna nuta, która przeraziła Horana. 
Blondyn niepewnie zerknął na wyświetlacz i jego oczom ukazał się chłopak z kasztanowymi lokami, zielonymi oczami i dołeczkami w policzkach. Niall go znał i to nawet dobrze. Zayn często opowiadał mu o tym chłopaku, kiedy wracał od niego z korepetycji. Ale coś w postawie tego mężczyzny wzbudziło w blondynie mocne podejrzenia. Ten typ nie wyglądał na normalnego. Wręcz wyzierało z niego niebezpieczeństwo i choć Niall nie widział jego oczu, to mógł przysiąc, że czaiła się w nich groźba.
Horan lubił Harry´ego. Poznał go, gdy kiedyś pojechał odwiedzić swoich kolegów, którzy chodzili do innej szkoły. Styles był sympatyczny, miły i przyjazny. Niall nie chciał dla niego źle, więc postanowił zaryzykować.
- Nie znam chłopaka - powiedział od niechcenia, wkładając ręce w kieszenie spodni. - Nie chodzę do szkoły w tym mieście.
- A ty? - tajemniczy typ zwrócił telefon w stronę Zayna. - Rozpoznajesz go?
Niall zaczął pokazywać na migi, by Malik zaprzeczył, więc gdy przyjaciel dostosował się do jego rady, a nieznajomy odszedł w stronę grupki uczniów siedzących na ławce w parku, mógł odetchnąć z ulgą.
- Kto to był? - spytał, gdy razem z mulatem kontynuowali wędrówkę. - Wyglądał podejrzanie. Ktoś taki chyba nie chodzi tak po prostu po ulicy.
Zayn jedynie przytaknął.
- Nic mi nie powiesz? - dodał Niall, patrząc na kopiącego kamyki przyjaciela, ale gdy i tym razem nie dostał odpowiedzi, stanął w miejscu. Mulat popatrzył na niego z niezrozumieniem.
- Mieliśmy być ze sobą szczerzy, prawda? - powiedział z wyrzutem Horan, zbliżając się na krok w stronę przyjaciela. - Ja powiedziałem ci o wszystkim. O moich problemach z rodzicami, o pasji artystycznej, o tym, że boję się ciemności i zawsze zasypiam z zapaloną lampką, a nawet o tym, że jestem cholernie zakochany w dziewczynie, na którą wpadłem podczas jazdy na rowerze! Dlaczego więc ty jesteś tak zamknięty na mnie, co? Czemu nie chcesz mi powiedzieć? - podszedł jeszcze bliżej. Znajdował się na wyciągnięcie ręki od klatki piersiowej mulata. - Pozwól sobie pomóc, Zayn. - Dzieliły ich już teraz nikłe centymetry.
- Kiedy ja nie potrzebuję pomocy - burknął pod nosem Malik. - Świetnie dam sobie radę SAM.
Ostatnie słowa Zayna szczególnie zabolały Nialla, zwłaszcza, że naprawdę sądził, że w końcu znalazł osobę, która jest wobec niego szczera i której można zaufać. Zacisnął usta w cienką linię i spojrzał z żalem prosto w czekoladowe oczy mulata.
- Nie mogę uwierzyć, że aż tak się pomyliłem - syknął i nagle mocno chwycił Zayna za ramiona. - Dlaczego mi to robisz, Zayn?
I wtedy rękawy czarnej kurtki jego przyjaciela podwinęły się do góry, a Niall zamarł. 
Zayn czym prędzej chciał je zasunąć, ale było już za późno.
Blondyn przełknął ślinę, widząc ciągnące się od nadgarstka i znikające wyżej pasmo ciemnofioletowych siniaków. Niektóre na pewno były jeszcze świeże. 
Dzisiejsze.
Niall spojrzał z obawą w przerażone tęczówki Zayna.
- Mogę wiedzieć, co to jest?


~*~


   Słońce zachodziło bardzo powoli. Rzucało ostatnie jasne błyski, by po chwili schować się całą ognistą kulą za horyzontem, pozostawiając po sobie ostatnią pomarańczową łunę, która jeszcze na chwilę dawała światło, by potem pogrążyć cały krajobraz w ciemności, gdzie na niebie było rozrzucone tysiące iskrzących się punkcików.
   Harry zamknął okno i oparł się dłońmi o parapet, mocno zaciskając na nim palce. Zachód słońca nie powinien kojarzyć się z czymś smutnym, ale dzisiaj właśnie taki był. Przygnębiający, wzmagający tęsknotę... Przywołujący tyle wspomnień...


„Nie płacz kochanie. Jestem koło ciebie, zawsze będę. Przepraszam, że się nie odzywam, ale ja pamiętam. Nie płacz! Kocham cię tak mocno, jak ty kochasz mnie. Zastanawiasz się, gdzie teraz jestem? Jestem koło ciebie. Gdybym tylko mógł, przytuliłbym cię. I już nigdy nie puścił. Gdybym tylko mógł...”.

Zacisnął powieki, by łzy nie popłynęły swobodnie po jego policzkach. Policja szukała Emmy już od czterech dni i wciąż nie wpadła na żaden ślad dziewczyny Styles´a. Żaden. Kompletne nic.
    Liam zaoferował swoją pomoc i poprosił jakiegoś swojego kolegę, który był specem od informatyki, by ten zlokalizował położenie telefonu Emmy, ale to mogło trochę potrwać. Zresztą jeżeli porywacze byli profesjonalistami i mieli doświadczenie, na pewno pozbyli się telefonu dziewczyny.

„Co ja mam teraz robić?”.

Harry był zły na siebie. Przez tyle dni siedział bezczynnie zamknięty w czterech ścianach swojego pokoju i w ogóle nie przykładał się do poszukiwań. Zrzucał winę na wszystkich dookoła, a sam nie był lepszy. Niewiedza odnośnie Emmy go dobijała, wysysała z niego wszystkie siły, które były potrzebne mu do życia. Tęsknił za jej obecnością. Chciał przyciągnąć ją do piersi, zapewnić, że wszystko będzie dobrze, że z wszystkim sobie poradzą, że zawsze będzie tylko i wyłącznie jej, że pozostaną razem do końca. Ale wiedział też, że jeżeli dalej tak będzie, to stoczy się na samo dno. A jeśli Emma się nie odnajdzie... Nie chciał teraz o tym myśleć.
   Nagle w całym pomieszczeniu rozległ się przytłumiony dźwięk dzwonka. Harry odepchnął się od parapetu i czym prędzej rzucił się w stronę łóżka, by jak najszybciej odnaleźć telefon w skłębionym kocu. Chwycił komórkę w ręce i nacisnął zielony przycisk. Jedno zdanie wypowiedziane przez Liama, z powrotem tchnęło w niego życie.
- Znaleźliśmy telefon Emmy.


~*~


- Jesteś pewien, że to on? - spytał Harry, wkładając ręce w kieszenie kurtki. Dość duży obłoczek pary wyleciał z pomiędzy jego ust, gdy wypowiadał poszczególne wyrazy.
Liam skinął głową i gdy tylko mężczyzna, którego śledzili od kilkunastu minut, odwrócił się na chwilę, zaalarmowany jakimś hałasem, czym prędzej chwycił Styles´a za kurtkę i pociągnął go w dół.
- Na sto procent - odparł szeptem, zerkając w górę. - Ma ten telefon przy sobie, dlatego na ekranie u Willa obiekt się przemieszczał. Jeżeli pójdziemy za nim, najprawdopodobniej dotrzemy do Emmy. - Potarł ręce o siebie. - Nie jest ci zimno? - spytał, dmuchając w dłonie, by je ogrzać.
Harry dociągnął metalowy zamek do samej góry, aż po szyję i delikatnie się poruszył. Trząsł się jak galareta, ale gdy tylko usłyszał dobre wieści od Liama, bez namysłu zbiegł po schodach, założył pierwszą lepszą kurtkę porywając ją z wieszaka i wybiegł na dwór, gdy jego matka już spokojnie spała. Nie chciał jej budzić, bo jeszcze nie pozwoliłaby mu wyjść.
Sama myśl o zobaczeniu Emmy, o jej uśmiechniętej twarzy, błyszczących oczach i słonecznych refleksach na jej włosach wypełniła go taką mocą, że zapomniał o wszystkim innym. Myślał tylko o niej, a swoją osobę zepchnął na dalszy plan. Liczyła się tylko Emma.
- Trochę - odszepnął Harry, gdy przemieszczali się razem wzdłuż ścian. - Ale staram się o tym nie myśleć.
Nieznajomy był niezwykle czujny i każdy najmniejszy dźwięk wzbudzał w nim podejrzenia. Był wysoki, krótko obcięty, a na nosie miał ciemne okulary. Chłopcy często gubili go w ciemności, ale zaraz szybko pojawiał się w polu widzenia. Stąpał cicho, wręcz nie wydając żadnych odgłosów i co chwilę wydawało się, że z kimś rozmawia.
   Wcześniej Harry i Liam mogli łatwiej wtopić się w otoczenie, gdy nieznajomy wypytywał o coś przypadkowych przechodniów, ale teraz zagłębili się w jakieś opustoszałe uliczki i musieli wykorzystywać cień, by się ukryć.
Tajemniczy mężczyzna nagłym ruchem skręcił w prawo, a gdy chłopaki podążyli jego śladem, znaleźli się na jakimś placu. Był ogromny, przestrzenny, dookoła zabudowany starymi, chylącymi się ku upadkowi kamieniczkami, ale najgorsze było w nim to, że można było wszystko na nim zobaczyć. Nie było żadnej kryjówki.
   I wtedy Harry dostrzegł jakąś postać na końcu placu. Stał tam jakiś inny mężczyzna, ale bardziej postawny i barczysty. Wyglądał majestatycznie i zdawał się być przywódcą lub kimś jeszcze ważniejszym. Styles wytężył wzrok, by obraz mógł złapać lepszą ostrość i zamarł.
Te dłuższe włosy, szeroko rozstawione ramiona, zieleń dużych oczu, która uwydatniała się pod wpływem znajdującej się nad mężczyzną lampy. I ten niesamowity uśmiech z dwoma dołeczkami, który widział na zdjęciu.

„O mój Boże...”.

- Tata. - To słowo wypadło z jego ust zdecydowanie za szybko i zdecydowanie za głośno. Liam cały się spiął, gdy mężczyzna, którego śledzili, a który nie był teraz nawet w połowie placu, odwrócił się nagle i zatrzymał wzrok na chudziutkim nastolatku z rozwianymi na wietrze włosami i paniką w oczach.
   Harry przełknął ślinę, mierząc się spojrzeniem z nieznajomym, na którego twarzy wymalował się triumf. 
To był ten chłopak ze zdjęcia. Jego cel, którego nie mógł znaleźć dziś przez cały dzień, tak po prostu przyszedł do niego sam.
Liam krzyknął ostrzegawczo, gdy mężczyzna wyciągnął pistolet, ale było już za późno. 
W ciszy nocnej rozległ się tak potężny huk wystrzału, że aż niektórym zadzwoniło w uszach.
Harry´m szarpnęło do tyłu, ale wciąż udało mu się utrzymać równowagę. 
Na początku nie czuł nic. Z niedowierzaniem popatrzył na dół i przytknął dłoń do rany. Podniósł palce do góry i wstrzymał oddech, widząc świeżą krew, która zaczęła spływać ciurkiem po rękawie jego kurtki.
Kolejne krzyki słyszał już jak przez mgłę. Cały obraz zaczął mu się zamazywać, ludzkie twarze przybrały jakieś nieokreślone, rozmazane kształty.
Poczuł, że jest jakiś ciężki. Że nogi nie potrafią go utrzymać. 
Osunął się powoli po ścianie, na której pojawiła się ciągła smuga szkarłatnej cieczy, zamykając oczy i nie słysząc już prawie nic. 
Jedyne co zapamiętał, to te zielone oczy przed jego twarzą. 
A potem już tylko nieogarnięta ciemność.


OD AUTORKI: Dzień dobry wszystkim! Jak pewnie zauważyliście rozdział został dodany parę godzin wcześniej, ale to chyba dobrze, prawda?
Tak właściwie miało go dzisiaj nie być, bo wczoraj miałam trochę zły dzień, jednak postarałam się dla Was i napisałam go do końca.

Co o nim sądzicie? Nie zawiodłam Was po tak długim oczekiwaniu?
Oczywiście chciałabym podziękować Wam za aż 9837 wyświetleń! Jesteście niesamowici, a ja nie mogę w to uwierzyć. 
Do zobaczenia za dwa tygodnie na Beauty and The Geek. :)
Camille xx 

 I CAN'T BELIEVE!

9 komentarzy:

  1. COŚ TY ZROBIŁA KOBIETO! Jak mogłaś dopuścić do tego, żeby postrzelili Harry'ego?! JESZCZE MI MOŻE POWIESZ, ŻE ON UMRZE? Borze tucholski, Camille! Jesteś okropna!
    Rozdział strasznie mi się spodobał, pomimo tych ostatnich linijek. Kobieto, ja tego emocjonalnie nie przeżyję!
    Muszę się pochwalić, bo rodzice Harry'ego brali ślub w dniu moich imienin awhahahahah jaki feeejm! :D
    Pomimo tej ostatniej sceny mam nadzieję, że wszystko się dobrze skończy. No i ten wątek z Ziallem aawww. Zayn trochę taki nie teges, skoro nie chce sobie pomóc. Oby jednak Niall się nie zraził i serio mu jakoś pomógł, bo tak dalej być nie może.

    Kocham mocno, ściskam i całuję moją najwspanialszą, najbardziej utalentowaną i ukochaną blogspotową pisareczkę <3 Ilysm <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Leeyum jest zawsze taki opiekuńczy ♥
    Jestem ciekawa jak teraz potoczą się sprawy :)
    Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko najświętsza! Ty mnie chcesz zabić? JAK możesz robić coś takiego :C aaaaa! Ty mam nadzieje, że żartujesz, albo uratujesz Harrego, no bo ja przecież tego nie wytrzymam :O Taki bieeedny :/
    Ale ogólnie rozdział rozwalka, taki cudwony, że jejuu *_* Tak bardzo mi się podoba, no i trzeba przyznać, że z kazdym rozdziałem coraz lepiej piszesz (co jest już absolutnie nie realne, no bo jak?! oddaj mi chociaż 0,000000000001 swojego talentu :C ) <3
    Teraz musimy miec tylko nadzieję, że Liam jakoś wiesz przeżyje i (wymyślam teraz xD ) powie tacie Harrego, że to jego syn i oni go zabiorą do szpitala i po bólu, on się wtedy obudzi i będzie super Happy End no i oczywiście Emma się odnajdzie i wszystko wróci do normalnego życia C:
    Polecam tak zrobić! :D
    No i odnośnie Nialla i Zayna, to mam nadzieje, że Niall wreszcie namówi Zayna do wspołpracy i wszystko też potoczy się szczęśliwie ;)
    Ejj, a w ogóle to zauważyłam że w tym opowiadaniu brakuje Louisa :CCCC WHY?! :c

    A teraz ci chce napisać do napisania xD (tak bardzo poprawnie xD) iii buziaczki takie megaśne za taki cudwony i dłuuuugi rozdział *_* czekamy na 2 na Reality! :*
    Do napisania - współtwórca Reality- Katy <333

    OdpowiedzUsuń
  4. O mój Boże! Zabiłaś Harry'ego?!
    Genialny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Przez twoje opowiadanie już nieraz skoczyło mi ciśnienie, ale teraz to już zupełnie. Kompletne zaskoczenie na samym końcu rozdziału. Mam nadzieję że Harry jednak przeżyje, bo jest jedną z najciekawszych postaci w całym opowiadaniu. Zauważyłem, że dużo osób rozpisuje ci się w komentarzach. Szczerze chiałbym napisać coś dłuższego, ale chyba nie dam rady. Przepraszam. BD

    OdpowiedzUsuń
  6. Tym razem skomentuje wcześniej ^^ strasznie podoba mi się ten rozdział! Normalnie jest jednym z moich ulubionych, a poza tym jeszcze nigdy się tak nie przestraszyłam końcówką. Czy ty chcesz zabić Harrego? Przecież nie możesz. On musi żyć! Myślę, że jego (tak w nawiasie przystojny) ojciec rozpozna w nim swojego syna i jednak uratuje mu życie. A Zayn niech przyjmie pomoc od Nialla, bo tak nie może być. I oczywiście gratulacje tylu wyświetleń ^^ Lecę nadrabiać rozdziały u Alexii i przepraszam za nieskładny komentarz / Zuza

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział jest cudowny, niesamowity, z nutką grozy czyli taki jaki lubię najbardziej :3
    Nie zawiodłaś mnie ani trochę, wręcz przeciwnie. Warto było na niego czekać.
    Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sgcarhdjrbcfjxgbohchscjvkdcxdbvjtscxshvhdk *.* Nie wierzę w to, co przeczytałam. Jak mogłaś dopuścić do tego postrzału?! Mam nadzieję, że Harry przeżyje, że ten gangsta chybił i trafił w ramię. Anthony nie rozpoznał go na tym pieprzonym zdjęciu?! Przecież musiał dostrzec podobieństwo! I co będzie teraz, kiedy uprzytomni sobie, że to jego długo poszukiwany syn? Harry - o ile wyjdzie z tego cało - nie będzie w stanie mu zaufać, nie będzie chciał go znać! A co z Liam'em? Chyba go nie zamkną, nie zabiją *strach* Boję się... Miałam wtrącić tu coś o Zayn'ie i Niall'u, ale jestem zbyt roztrzęsiona... Do nexta :*
    M. xx

    PS Tu Marta Jędrzejczyk. Pisałam to już na Twoim blogu? Nie pamiętam xD

    OdpowiedzUsuń
  9. "brak jednej połówki powoduje powolne wyniszczanie tej drugiej" - jejuu, jak mi się ten cytat spodobał *o*
    Rozdział jak zawsze prze genialnyyyyyyy !!! ♥
    Nie mogę uwierzyć w to co się stało ;c Harry , biedny :( A Liam ? O niego tez się boję ;/
    I cieszę się z przyjaźni między Niall'em i Zayn'em :3

    OdpowiedzUsuń