~*~
(dedykacja dla nowej czytelniczki: MARTY JĘDRZEJCZYK)
Otaczało go
tętniące życiem miasteczko, ruchliwe ulice, kolorowe szyldy sklepów i
ogromne reklamy. Ludzie pośpiesznie przechodzili na pasach lub
przepychali się wokół niego na chodniku, a on gubił się gdzieś w tym
całym tłumie, będąc zupełnie niezauważanym przez nikogo. Czuł się jak
powietrze, niby istniejące i wypełniające przestrzeń, ale niewidoczne
dla ludzkich oczu i traktowane jak coś, na co nie warto zwracać
szczególnej uwagi. A przecież on tak bardzo chciał znaleźć kogoś, kto
nareszcie spostrzegł by to, jak bardzo potrzebuje pomocy.Wszedł w kolejną kałużę, ale to nie zrobiło mu żadnej różnicy, ponieważ nogawki jego spodni i tak były już mokre, a w butach chlupotała woda. Małe, przeźroczyste kropelki co chwilę rozbijały się o jego nos i czoło, a wiatr smagał deszczem po całej twarzy. Niestety kurtka, która kiedyś należała do Javaada, teraz wisiała na nim jak worek po ziemniakach i na dodatek nie posiadała czegoś takiego jak kaptur, przez co Zayn czuł zdradliwe zimno w każdym miejscu na ciele. Jedynym plusem tego szarego materiału było to, że skutecznie zakrywał ciemnofioletowe siniaki na ramionach i nadgarstkach.
Popatrzył błagalnie w niebo, doszukując się chociaż jednego promienia słońca, ale zdradliwe chmury zakryły je dokładnie swoimi ciemnymi kłębami i nie dopuszczały jego światła do ludzi. Zayn z wściekłością kopnął w kolejny kamyczek, który z ogromną siłą przeturlał się po startym asfalcie i wylądował na ceglastym chodniku po drugiej stronie ulicy. Zaraz jego los powtórzyło pięć następnych, tylko że większość z nich nie dotarła do celu, gubiąc się gdzieś między rozpędzonymi kołami samochodów.
Spuścił wzrok patrząc na czubki swoich starszych, wyblakłych butów i szukał na nich miejsca, w którym jeszcze zachowałby się mocniejszy czerwony kolor, taki, jak w czasie zakupu, który miał miejsce rok temu. Niestety odcień obuwia bardziej przypominał różowy, niż czerwony, co sfrustrowało Zayna jeszcze bardziej.
Nagle poczuł dość mocne uderzenie w sam środek klatki piersiowej, na tyle jednak precyzyjne, że wydarło mu powietrze z płuc. Nie mogąc złapać równowagi upadł na chodnik, a jego plecak wylądował w jednej z największych kałuż i Zayn już widział, jak będzie próbował osuszyć swoje książki i zeszyty, o ile będą się jeszcze do czegoś nadawać.
Spojrzał przed siebie i spostrzegł szybko podnoszącego się
chłopaka, otrzepującego swoje jasne spodnie, który najprawdopodobniej na
niego wpadł. Po bliższej obserwacji Zaynowi udało się zauważyć blond
kosmyki wystające zza czapki i iskrzące się błękitem oczy, które
patrzyły na niego z żalem i przeprosinami. Nieznajomy chłopak czym
prędzej podbiegł do wciąż leżącego bruneta i podał mu swoją bladą dłoń.
Zayn niepewnie przyjął ofiarowaną przez niego niemą pomoc i po chwili
stał już na nogach. Ze zgrozą spostrzegł, że rękawy kurtki podwinęły się
do góry, ukazując siniaki, więc czym prędzej je zasłonił, ciesząc się,
że blondyn, który właśnie wyciągał plecak Zayna z kałuży, nie zauważył
niczego podejrzanego.- Przepraszam, przepraszam, przepraszam - słowa wylatywały z ust nieznajomego z prędkością karabinu maszynowego. - Nie chciałem na ciebie wpaść, ale najwyraźniej dość często mi się to ostatnio zdarza. - Wepchnął mulatowi plecak w ręce i nerwowo zaczął bawić się sznurkiem od kaptura bluzy. - Wybaczysz?
- Jasne - odparł cicho Zayn, przestępując z nogi na nogę. - Przecież nic się nie stało.
- Jak to nic? - oburzył się blondyn. - Teraz przeze mnie najprawdopodobniej cała zawartość twojego plecaka nadaje się wyłącznie do wymiany, no chyba że coś będzie musiało poleżeć na kaloryferze ze dwa dni. Jeszcze raz cię przepraszam. Nie wiem czemu nie patrzę przed siebie. A teraz... - odsunął się, by zrobić przejście nadchodzącej grupce ludzi - Może przejdziemy na drugą stronę ulicy, bo tu jest zdecydowanie za duży ruch?
Zayn nieśmiało podążył za nowym znajomym po pasach i w końcu obaj schronili się przed deszczem pod daszkiem sklepiku spożywczego. Poczuł ulgę, gdy mokre krople nie spływały mu już po karku i nie powodowały drgawek oraz gęsiej skórki.
- Tak w ogóle, to jestem Niall - blondyn wyszczerzył swoje zęby w gigantycznym uśmiechu i wyciągnął w stronę Malika dłoń, którą ten po chwili uścisnął. - A ty?
- Zayn - odparł tamten, zaczesując do tyłu mokre kosmyki włosów i poprawiając plecak na ramieniu.
- Okropna pogoda - westchnął Niall, rozglądając się dookoła. - I to ma być wiosna? Jeszcze wczoraj paradowałem w samym swetrze, ciesząc się promieniami słońca, a dziś znęca się nade mną ten wredny deszcz. Dobrze, że nie śnieg, bo ja nienawidzę śniegu.
Zayn uważnie przyglądał się Niallowi, który nieprzerwanie coś mówił, przy tym żywo gestykulując rękoma i nie dając Zaynowi dojść do słowa. Po chwili jednak zaczerpnął głęboko powietrza i gdy zdawało się, że znowu zacznie zasypywać go wyrazami niczym lawina, ten wyskoczył z pewną propozycją.
- Słuchaj, Zayn. Pomyślałem, że skoro tak na ciebie wpadłem i w ogóle, to może wziąłbym cię ze sobą do Mc´Donalda i postawił ci obiad? Właśnie tam zmierzałem, bo jestem naprawdę głodny. - Zachichotał, gdy jego brzuch potwierdził jego wypowiedź.
Zayn przez chwilę się wahał. Późniejszy powrót do domu mógłby poskutkować karą w postaci zdenerwowanego do granic możliwości ojca i potężnej chłosty, ale skoro i tak miał dostać w skórę, to czemu by nie zaryzykować? Był tylko jeden, tyci, tyci problem...
- Nie chcę ci się narzucać, czy coś...
- Nie wygłupiaj się. To
dla mnie żaden problem, a jakoś muszę cię przeprosić. - Blondyn machnął
ręką w stronę szyldu Mc´Donalda, gdy Zayn zaczął zaprzeczać. - To co?
Zgadzasz się na kumploburgera?Mulat w końcu dał za wygraną.
- Kumploburger brzmi spoko - westchnął, zaczynając iść. - Prowadź.
Idąc w stronę Mc´Donalda i słuchając żartów Nialla, Zayn czuł się nareszcie spokojny i... Szczęśliwy. Głos tego nowo poznanego blondyna skutecznie izolował go od wszystkich natrętnych myśli i problemów. Przy nim mulat zapominał o swoim ojcu i trudnej sytuacji w rodzinie. Niall stał się takim promyczkiem w jego ponurym, szarym świecie, nadając mu barw. A niebieskie oczy i rozwiane blond włosy, powodowały, że wyglądał jak roześmiany aniołek, skaczący przez chmurki, które w rzeczywistości były kałużami.
„Czyżbym nareszcie spotkał mojego Anioła Stróża, o którym
mówiła mama?”.
~*~
Emma z niezadowoleniem chwyciła w palce skórę na brzuchu, krzywiąc się, gdy uszczypnięcie lekko zabolało. Popatrzyła w lustro, gdzie widniało jej odbicie, wyglądające zupełnie tak samo, jak ona. Czyli paskudnie.
Emma nienawidziła swojego wyglądu. Wszystko wydawało się w niej złe oraz okropne i nie było niczego, co mogłoby jej się choć trochę podobać. Nie znosiła swoich niesfornych, ciemnych włosów, które za nic nie chciały się ułożyć tak, jak ona sobie tego życzyła. Nie znosiła oczu, które miały dziwny kolor i nie były ani duże ani ładne. Nie znosiła swojego wrednego nosa, nie znosiła za jasnej skóry, nie znosiła krzywych nóg, nie znosiła małych paznokci i nie znosiła swojego wystającego brzucha. Nie znosiła wszystkiego. A świadomość tego, że w jej szkole przynajmniej połowa dziewczyn jest od niej ładniejsza, dobijała ją jeszcze bardziej.
Odwracając się od swojego drugiego „ja”, delikatnie chwyciła w palce materiał czarnej sukienki i nałożyła go na swoje ciało tak, że idealnie oplótł jej sylwetkę i lekko zafalował u dołu, łaskocząc ją po nagich nogach. Jej zdenerwowanie tylko wzrosło, gdy wredny zamek, znajdujący się na plecach, za nic nie chciał dać się złapać i wesoło kołysał się tuż nad palcami Emmy, jakby się z niej naśmiewając. Dziewczyna jęknęła podenerwowana i już chciała zdjąć z siebie tą cholerną sukienkę, wrzucić ją na dno szafy i ubrać coś
zupełnie innego, gdy czyjeś smukłe palce pochwyciły metalowy przedmiot i
zaczęły sunąć nim w górę, dokładnie zapinając sukienkę aż do samego
końca. Po chwili włosy Emmy zostały zgarnięte na jeden bok, a ciepły
oddech Harry´ego owionął jej szyję, gdy chłopak leniwie oparł brodę na
jej ramieniu, kojąco obejmując ją dłońmi w talii i przyciskając do
swojego torsu. Nareszcie poczuła, jak ogarnia ją spokój i jak wszystkie
jej mięśnie przyjemnie się rozluźniają, więc mogła powoli kołysać się
razem z Harry´m na piętach w przód i w tył, zapominając o dręczących ją
problemach, odnośnie swoich niedoskonałości. Przymknęła powieki,
rozkoszując się tą chwilą, a gdy ponownie je uchyliła, spojrzenie jej
brązowych, wręcz czarnych oczu, spotkało się ze spojrzeniem
szmaragdowych tęczówek jej chłopaka. Zmienił się. Dokładnie pamiętała, jak wyglądał kiedyś, gdy każdego dnia w szkole nosił idealnie wyprasowaną koszulę, sweterek w stonowanych kolorach, a jego włosy były tak ulizane, że chyba nikt nigdy nie domyśliłby się, że Harry ma naturalnie kręcone kosmyki. Pamiętała jaki był nieśmiały, jak nie umiał podejść i zagadać do dziewczyny i jak bał się przyjąć oferowane mu przez nią zaproszenie na bal. Pamiętała, jak pomagała mu się zmienić i jak dobrze jej to wyszło, oczywiście z pomocą Liama, ale to chyba właśnie ona, odwaliła tu kawał dobrej roboty, bo teraz Harry wyglądał zupełnie inaczej.
Stał tu za nią z rozburzonymi włosami, które dodawały mu uroku, na ramiona zarzucił czarną koszulę, której pierwszy guziczek był odpięty, a rękawy podwinięte do łokci, nogi ukrył w materiale ciemnych spodni, gdzie zaraz przy nogawkach ujrzała jakieś czarne buty. Uśmiechał się do niej, delikatnie unosząc kąciki ust do góry i po prostu patrzył, bo rozumieli się bez słów. Emmie zdawało się czasami, że umieją porozumiewać się telepatycznie, a wyrazy są dla nich obojga czymś zbędnym. Że dotykiem czy spojrzeniem umieją wyrazić wszystko, co czują.
Delikatnie ściągnęła dłonie Harry´ego ze swojego brzucha i usiadła na swoim łóżku, by móc założyć na stopy czarne baleriny, a w tym czasie brunet podszedł do parapetu, odsłaniając firankę i patrząc za okno, gdzie słońce zaczynało powoli chować się za horyzontem, otulając drzewa pomarańczowo-różową mgiełką, a chmury przyjęły wygląd małych różowych baranków z waty cukrowej.
- Nie wiem, czy dam radę tam iść - wyszeptała cicho Emma, opierając głowę na dłoni i patrząc w podłogę. Włosy delikatnie opadły kosmykami na jej twarz, otulając ją i zakrywając oczy, w których powoli zaczynały gromadzić się łzy. Na jej słowa Harry gwałtownie odepchnął się od drewnianej powierzchni i już po chwili pocieszająco obejmował ją ramieniem, siedząc tuż obok.
- Świetnie cię rozumiem, kochanie - ucałował jej czoło, gdy niezmiennie wpatrywała się w jeden punkt na ścianie. - Dla ciebie to o wiele trudniejsze przeżycie, bo w końcu znałaś je bardzo dobrze i wiele razy spędzałaś z nimi czas. Ich pogrzeb na pewno nie będzie łatwy i na pewno nie mógłby być łatwy, ale wiedz, że jestem i będę przy tobie przez cały czas, bo właśnie po to mnie masz, bym mógł wspierać cię w każdym momencie twojego życia. Zawsze przy tobie będę i cię nie opuszczę. - Przytulił ją mocno do siebie, ucałował jej wargi pocierając kciukiem jej odsłonięte ramiona i co chwilę ocierając zbłąkane łzy z jej twarzy.
- Ale ja nie potrafię tego zrozumieć, Harry.
Dlaczego Lucy, dlaczego akurat ona? Co ona mogła zrobić? Miała dopiero
pięć lat i całe życie przed sobą. Nie zasłużyła sobie na coś takiego -
załkała, wypłakując się w jego koszulę. Na szczęście nie miała jeszcze
nałożonego makijażu, który mógłby się rozmazać. - Była dobra, uczynna.
Chciała pomagać wszystkim dookoła i nigdy nikomu nie odmówiła. Na nikogo
nie mówiła złego słowa, nie kłóciła się z siostrą ani z rodzicami.
Wszyscy ją kochali, bo nadawała światu barw. Nawet mój malowała na
żywsze odcienie. A teraz ten słodki, mały aniołek jest martwy i będzie
musiał spocząć w trumience głęboko w ziemi. - Głos się jej załamał, gdy
wypowiadała ostatnie zdanie i teraz w pokoju zapadła cisza, którą
przerywało jedynie ciche tykanie zegara i jej stłumione łkanie.- Pani Abbey też nie zasłużyła na śmierć - dodała po chwili, szepcząc. - Była wspaniałą kobietą. Na każdym kroku tryskała od niej życzliwość, dobroć i troska. Była dla mnie niczym druga matka. A Izabella? Nawet nie umiem sobie wyobrazić, jak bardzo musi teraz cierpieć. Zaginięcie ojca, śmierć siostry i matki. Czy może być coś gorszego, niż stracenie wszystkich tych, których kochało się najbardziej? Którzy byli obecni w twoim życiu od samego początku i pomagali ci przejść przez te wszystkie okropne sytuacje i rozwiązywali problemy, które wydawały się być bez rozwiązania. Kto mógł zrobić coś tak okropnego, Harry? Kto ma aż tak zatwardziałe serce, że potrafi pozbawić drugiego człowieka dosłownie wszystkiego. Kto?
Zamilkła, a Harry, który dotąd tylko cierpliwie słuchał jej słów, teraz nie potrafił odpowiedzieć jej na to pytanie.
- Nie wiem, skarbie. I jeśli naprawdę nie dasz rady iść na ten pogrzeb, to ja chętnie zostanę tu z tobą i dotrzymam ci towarzystwa. Moja mama na pewno pozwoli mi dzisiaj wrócić do domu później niż zwykle.
- Nie, Harry. One obydwie zasługują na to, by jak najwięcej ludzi mogło godnie je pożegnać.
~*~
Nie było smutniejszego widoku, niż biała trumienka spuszczana do głębokiego, ciemnego dołu w ziemi. To nie tak powinno być. Tak niewinne i czyste istotki, którymi były dzieci, nie powinny umierać. To było niesprawiedliwe.
Emma stała wtulona w bok Harry´ego, w rękach ściskając mały bukiecik białych jak śnieg lilii, których płatki delikatnie kołysały się na wiosennym wietrze. Łzy swobodnie płynęły po jej policzkach, zresztą tak jak wszystkim tym, którzy stali teraz na cmentarzu i po cichu się modlili. Na pogrzeb przyszło prawie całe miasteczko, bo wszyscy jego mieszkańcy doskonale się znali i śmierć Abbey´ów głęboko poruszyła ich serca.
W końcu cała ceremonia dobiegła końca i tłum zebranych zaczął się powoli przerzedzać, pozostawiając tylko niektórych, którzy chcieli jeszcze się pomodlić i złożyć kwiaty.
Izabella stała zupełnie z boku, trwając nieprzerwanie w silnym uścisku ramion Felixa. Nie płakała i wydawało jej się, że wykorzystała już całkowity zapas łez, gdy opłakiwała swoich bliskich przez ostatnie trzy dni. Patrzyła beznamiętnym wzrokiem na ludzi przechodzących obok i zastanawiała się, co teraz się z nią stanie. Nie miała przecież żadnej rodziny, która mogłaby ją przygarnąć, a przynajmniej nie wiedziała o jej istnieniu. Przerażała ją wizja zamieszkania w domu dziecka, z dala od wszystkich tych, którzy byli jej przyjaciółmi, gdzie nie miałaby żadnej ochrony. Przez jej plecy przeszły dreszcze, a Felix, który wyczuł trzęsienie się jej ciała, przyciągnął ją do siebie bliżej.
- Nie bój się. Zostanę z tobą - powiedział tak, jakby czytał w jej myślach. Był naprawdę wspaniałym przyjacielem.
W pewnym momencie do ich dwójki podszedł pewien mężczyzna, który wyglądał na około dwadzieścia sześć lat. Miał czuprynę jasnych włosów, błękitne oczy i czarne okulary na nosie. Ciemny kapelusz zsunął się lekko na jego czoło, więc szybko go poprawił. Jego rysy w pewien sposób zdawały się Izabelli znajome, ale gdy chciała go o to zapytać, nieznajomy sam raczył się odezwać.
- Dzień
dobry - powiedział uprzejmie i uścisnął dłoń Felixa. - My się chyba
jeszcze nie znamy, prawda? - zapytał, choć i tak z góry znał odpowiedź.
Izabella delikatnie pokiwała głową na znak, że mężczyzna ma rację.- Nazywam się Patrick. Patrick Stump i od dzisiaj jestem prawnym opiekunem Izabelli Abbey. - Na jego usta wkradł się współczujący uśmiech, gdy zwrócił się do blondynki. - Szkoda, że nigdy nie było mi dane cię poznać. Jesteś tak samo piękna, jak moja siostra - westchnął, patrząc gdzieś w niebo. - Żałuję, że po pięciu latach rozłąki, mogłem ją odwiedzić dopiero na cmentarzu. - Na jego twarzy pojawił się grymas bólu, ale szybko został zamieniony na beznamiętną maskę. - Tak więc, już mnie znasz, a ja obiecuję ci, że zaopiekuję się tobą i ochronię przed tym psychopatą. Nareszcie będę miał okazję spędzić trochę czasu z moją siostrzenicą. Pozwolisz? - spytał Felixa, gdy chciał odebrać z jego opiekuńczych ramion roztrzęsioną Izabellę.
Nastolatek przez chwilę się wahał. Nie ufał temu facetowi, widział go poraz pierwszy w swoim życiu i nikt nie mógł go zapewnić o jego dobrych zamiarach. Zdziwił się, gdy jego przyjaciółka delikatnie wyplątała się z jego ramion i popatrzyła mu głęboko w oczy.
- Dziękuję ci za wszystko, Felix. Dziękuję, że pomagałeś mi i byłeś ze mną we wszystkich najtrudniejszych momentach. Dalej będziesz moim najlepszym ochroniarzem, ale teraz, kiedy ciąży nade mną groźba śmierci, nie chcę, by i tobie się coś stało. Wracaj do domu, dobrze?
W jego oczach zaszkliły się łzy, gdy jej szczupłe ramiona objęły go i po chwili puściły. Izabella już chciała odejść wraz z Patrickiem, gdy nagle zatrzymała się, odwróciła na pięcie i lekko zetknęła usta Felixa ze swoimi.
A potem wpadła prosto w objęcia Patricka i zaczęła płakać.
- Dziękuję, że przyjechałeś wujku.
~*~
- Już jestem, mamo!
Głośny krzyk Harry´ego rozniósł się po całym mieszkaniu, gdy chłopak wrócił do domu, rzucając na fotel w salonie czarną marynarkę i przechodząc do kuchni, gdzie zastał swoją rodzicielkę, która spokojnie sączyła herbatę ze szklanki. Otworzył lodówkę, wyjął jakiś jogurt i usiadł naprzeciw Anne, otwierając wieczko. Zaczął powoli zajadać się jego zawartością, patrząc jak jego matka w zamyśleniu miesza herbatę łyżeczką i nie odrywa wzroku od szklanki.
- Wszystko dobrze? - spytał po chwili, przerywając
jedzenie, gdy cisza ze strony matki zaczynała być niepokojąca.- Tat, tak - odparła szybko, zdaniem bruneta za szybko i założyła ciemne włosy przetkane kilkoma siwymi nitkami za ucho. - Jestem po prostu zmęczona. Jest już późno - skinęła głową na zegarek, wiszący na ścianie, którego wskazówki już dawno przekroczyły północ - Wróciłeś dziś później - dodała po chwili, upijając łyk, już trochę oziębłej herbaty.
- Prawda - przyznał Harry, wyrzucając opakowanie po jogurcie. - Zostałem dłużej u Emmy. Jej rodzice gdzieś wyjechali i bała się zasypiać sama. A skoro jestem jej chłopakiem, to poczekałem aż zapadnie w sen i wróciłem, kiedy upewniłem się, że wszystko jest w porządku. - Wzruszył ramionami i głośno ziewnął. - Przecież napisałem ci SMS´a i nie powinnaś się martwić.
- Jesteś moim jedynym dzieckiem, Harry. Zawsze będę się o ciebie martwić. - Pogłaskała go delikatnie po policzku. - Gdybym cię straciła, zostałabym całkiem sama.
- Nie mów tak mamo. Nigdy mnie nie stracisz. Nie zostawię cię tak, jak... - Chciał powiedzieć „tata”, ale się zawahał, bo przecież nie wiedział jak to dokładnie było z jego ojcem. I chyba przyszedł najwyższy czas, by wreszcie się tego dowiedzieć.
- Kim był mój ojciec, mamo?
- Harry... - na jej twarzy pojawiło się lekkie przerażenie. - Nie sądzę, by był to odpowiedni czas na takie rozmowy. - Doskonale było widoczne to, jak chciała zmienić temat. - Idź już spać. - Machnęła ręką i wrzuciła szklankę do zmywarki.
- Dlaczego mnie zbywasz, mamo? Mam już szesnaście lat! Myślę, że to idealny czas, by dowiedzieć się całej prawdy. Powinienem znać tego, który jest moim tatą. Co tu niby jest do ukrycia? - zacisnął dłonie na blacie i wpatrywał się w Anne, która z całych sił starała się unikać jego wzroku.
- Nie, Harry... Ja...
- Po prostu mi powiedz, mamo.
- Nie mogę - jęknęła, kryjąc twarz w dłoniach. - Nie mogę cię stracić Harry...
Jej syn nie krył rozczarowania. Chciało mu się płakać, ale starał się być silny.
- Nie chcę żyć w kłamstwie - powiedział słabo. - A tylko od ciebie dowiem się wszystkiego. Błagam. Powiedz mi.
Spotkał się jedynie z kolejną odmową z jej strony i z tym, jak desperacko kręciła głową. Już chciał coś powiedzieć, gdy nagle głośno rozdzwonił się jego telefon. Wzdychając odwrócił się od matki z wielkim bólem serca i nacisnął zieloną słuchawkę, gdy na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Emmy.
- Co się dzieje, kochanie? - spytał łagodnie, starając się ukryć smutek w głosie. Rozpaczliwe słowa Emmy zmroziły mu serce.
- Oni tu są, Harry. Są tu. Pod domem - mówiła szybko tak, że ledwo ją rozumiał.
- Kto? Kto tam jest? - spytał ze strachem i już rzucał się w stronę drzwi, by wybiec na dwór, całkowicie ignorując nawoływania matki.
- Oni. Jest ich czterech. Są ubrani na czarno. Tak bardzo się boję - łkała - Boże! Chyba chcą wyważyć drzwi! Co mam robić Harry!
- Schowaj się gdzieś, gdzie cię nie znajdą. Zaraz tam będę. Przysięgam.
Biegł na
tyle szybko, na ile mógł, nie przejmując się zimnem i bolącymi
mięśniami, wciąż nieprzerwanie ściskając telefon przy uchu.- Słyszę ich kroki na schodach. Idą tu, Harry. - Płakała.
- Ciii, musisz być cicho. Nie mogą cię... - po drugiej stronie dało się słyszeć trzask wyważanych drzwi, przez co Harry´emu dosłownie stanęło serce.
- Zaraz będę. Jeszcze parę uliczek, dasz radę. - Tym razem szeptał, ale nie otrzymał odpowiedzi. Przez chwilę cisza raziła jego uszy, a następnie usłyszał tak przerażający krzyk swojej dziewczyny, że aż pękło mu serce.
- Emma?! Emma, błagam odezwij się - nie mógł opanować łez. - Emma!
- Harry! - to były ostatnie słowa, które usłyszał.
Połączenie zostało przerwane.
OD AUTORKI: Witajcie moi drodzy :) Wesołych Walentynek! Nareszcie udało mi się pokonać lenia i napisać ten rozdział do końca. Mam nadzieję, że Wam się spodoba, bo mi jakoś dziwnie trudno się go pisało. Dziękuję wszystkim tym, którzy komentują mojego bloga. Kiedyś było mi przykro, że nie mam nawet dziesięciu komentarzy pod postem, ale teraz jestem prze szczęśliwa, że mam przynajmniej tych dziewięciu czytelników, na których zawsze mogę liczyć i którzy nie piszą tylko "super, czekam na nn", ale z całego serca piszą długie komentarze, po których mam łzy w oczach. Dziękuję Wam za wszystko to, co robicie dla mnie i dla tego bloga i mam nadzieję, że jak najdłużej zostaniecie w rodzinie Beauty and The Geek. A do wszystkich tych, którzy już nie komentują bądź zapomnieli o tym blogu: Cóż, ta historia nie była najwyraźniej na tyle dobra, byście mogli doczytać ją do końca. Całuski i gorące pozdrowienia dla Was. Camille xx
Świetny rozdział ;) Co ja gadam, WSZYSTKIE są świetne, bo masz ogromny talent i duży zasób słownictwa. Nigdy specjalnie nie lubiłem czytać, ale najwyraźniej twój blog to zmienił. To przyjemność komentować coś, co czyta się jak prawdziwą książkę. Mam nadzieję, że przybędzie ci czytelników bo na nich zasługujesz. Czekam na kolejny rozdział z nutką podekscytowania. BD
OdpowiedzUsuńWidzę, że dodałaś "Say Something" do playlisty i omg, uwielbiam tą piosenkę, a od paru tygodniu mam dosłownie na jej punkcie kota.
OdpowiedzUsuńKiedy tylko weszłam na twojego bloga i zobaczyłam nowy rozdział wydałam z siebie taki pisk, że pewnie było mnie słychać w twojej miejscowości. Zaraz wzięłam się do czytania i wariowałam jak głupia, kiedy Niall wpadł na Zayna. No bo muszę ci zdradzić, że tak w sekrecie jestem Ziall i Larry shipper i po prostu oni są tacy awww, a czytając ten fragment miałam takie Ziall feels, że omg omg *i tu znowu długi, okropnie głośny kwik*.
I to porwanie Emmy - musiałaś to robić? GłupiojciecHarregoktóregoimieniazapomniałam Styles musi być naprawdę jakimś niezłym psycholem, skoro chce "załatwić wszystkich, których Izabella kocha" czy jakoś tak, a Pattie jest osobą, która nie potrafi stawić czoła swoim lękom i pozwala im zżerać kawałek siebie od środka.
Ok, lepiej już kończę, bo zrobiło się zbyt poetycko jak na mnie.
Kocham cię i czekam z niecierpliwością na: kolejny rozdział niesamowitego BaTG, ten nieszczęsny epilog Summer Love(nieszczęsny, bo to oznacza koniec *sad sad sad*) i prolog/pierwszy rozdział na Reality! :D
Ilysm x
Reality będzie cudowne i nawet ja to obiecuję *_* mam nadziej, że byłaś już w zakładce bohaterowie i to przeczytałaś *_* POLECAM! *_*
UsuńO boże, o boże. Już jest 13 *_* Tyle się dzieje: Zayn spotyka Niallera, pogrzeb, rozmowa z Anne, porwanie Emmy. Skąd ty to bierzesz, hmm?? Rozdział jest cudowny i zapewniam cię, że nigdy nie opuszczę rodzinki Batg, nigdy!
OdpowiedzUsuńHappy Valentines Day! <3 / Zuza
Tylko nie mów mi, że chcesz zrobić z Zayna i Nialla gejów.. Jestem za Ziamem, więc kategorycznie odmawiam! :D
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału, jest świetny. Harry jest cudownym chłopakiem. Opiekuńczym.
Ciekawe czy Anne mu powie i co mu powie. Czekam na kolejny! ♥
Nie musisz się martwić ;) Nie planuję w moim opowiadaniu wątków homoseksualnych :) x
UsuńO jejju, jaki genialny początek *_* Nie masz pojecia jak bardzo się śmiałam, jak czytalam że Niall tak strasznie zagaduje Zayna xD ahahhahahahhahaha, to było świetne! :D
OdpowiedzUsuńAle reszta rozdziału, taka bardzo smutna :/ Ta scena z pogrzebem, ehh :( na prawde to było takie bardzo... przykre, no i wiesz :( Dobrze, że Isss ma chciaż jedną osobe, ktora się nią zaopiekuje po tym, jak jej mama i siostrzyczka zostaly zamordowane :(
I jestem tak bardzo ciekawa, co Harry sb pomyśli, jeżeli Anne wyjawi mu wszystko od początku, razem z tym, jak zdradzała jego ojca :O
A ta scena jak Emma dzwoni do Harrego! Normalnie dramat jak nie wiem, aż się popłakałam :( I tak całkiem serio mówię, noo i jeszcze do tego piosenka, na którą mam aktualnie taką zajawkę, że szok, więc już w ogole sakjdbckkcab się popłakałam :( Mam nadzieje, że nie masz zamiaru uśmiercić Em, bo ja tego nie wytrzymam nerwowo, ona i Harry są za bardzo udaną parą, żeby ją usmiercic, proszę! mam nadzieje, że tylko ją porwą, bo moje serce rozsypie się na takie malusieńkie kawałeczki :( Matkooo :(
Ale jesteś świetna, że dalej piszesz tą cudowną historię, że znajdujesz czas na napisanie kolejnego rozdziału (wiem ile teraz rzeczy masz na glowie, te wszystkie blogii), w dodatku takiego dluuuugiego że aż się serce cieszy :* Także do napisania kochanie :*
PS: I love you <3
Świetny rozdział :D Bardzo smutny, mam nadzieję że Emmie nic się nie stanie:(
OdpowiedzUsuńOd samego początku dało się wyczuć tajemniczość i smutek, ale nie myślałam, że cały rozdział taki będzie. A jednak. Co mnie niemało zaskoczyło, ale muszę przyznać, że i zadowoliło. Jako, że jest to rozdział dodany w walentynki to na prawdę cieszę się, że nie jest taki przesłodzony jak na innych blogach.
OdpowiedzUsuńBardzo ucieszył mnie fakt, że Zayn w końcu znalazł swojego Anioła Stróża w postaci Nialla, który mam nadzieję, będzie jego przyjacielem i nareszcie będzie miał się komu wygadać, a z drugiej strony zapomnieć o tym co dzieje się w jego domu.
Pogrzeb. Pogrzeb jak każdy inny pogrzeb, nieważne czy w opowiadaniach czy w prawdziwym życiu, jest smutny i sądzę, że świetnie udało Ci się go opisać. Achh, Izabella i Felix. Może w końcu będą razem i marzenia chłopaka się spełnią? Oby, bo przecież Iza straciła wszystkich swoich najbliższych i przydałby się ktoś kto zapełni pustkę w jej kruchym sercu.
Co do Emmy i Harrego. Było między nimi tak dobrze, a tu takie coś! Idiotyczny ojciec Harrego musiał im przeszkodzić w ich cudownie rozwijającej się miłości. Mam nadzieję, że to będzie tylko porwanie, ale jeśli miałoby to być morderstwo to Harry musi dobiec do jej domu jak najszybciej! I wierzę, ze uda mu się to, jak i w to, ze niedługo pozna swojego ojca i znienawidzi go tak samo jak ja :)
Każdy z momentów, o jakich napisałaś w tym rozdziale, był świetny, bardzo dobrze dopracowany i w zupełności rozumiem dlaczego zabrał Ci aż tyle czasu pisania. Mam nadzieję, że napisanie tego rozdziału było dla Ciebie takie trudne ze względu na sytuacje jakie tam się znajdują: problemy rodzinne, porwania, morderstwa, nieznajomość ojca, a dlatego, że nie musiałaś ich przeżywać osobiście.
Uważam, ze nieważna jet ilość prawdziwych czytelników, ważne, że w ogóle są, prawda? :)
Kobieto, czy Ty codziennie przed snem czytasz słowniki? Twój zasób słownictwa jest ogromny! Myślę, że wiele mogłabym się od Ciebie nauczyć ;)
Do następnego!
Świetny!!! jezuuu kocham ten blog hahah Marta jak zwykle nie wiedziała że ma dedyka powiedziałam jej dopiero w szkole a Marta nie chciała mi uwierzyć/Natt
OdpowiedzUsuńJestem, nareszcie jestem! :D Boże, nadal nie mogę uwierzyć, że mam tę dedykację :D Dziękuję, nawet nie wiesz jaki mam z tego powodu zaciesz ;3 A rozdział po prostu zajebisty ^^ Ziall? Czy ja o czymś nie wiem? xD Mam nadzieję, że faktycznie będą tu tylko przyjaciółmi, bo jestem zagorzałą Zerrie Shipper :3 Ale ich relacja zapowiada się bardzo ciekawie :) Może Niall pomoże Zayn'owi uwolnić się od ojca? Doskonale się dopełniają ^^ Teraz pogrzeb: matko, jak mi żal Isabelle ;c Została całkiem sama... Wujek nie wypełni tej pustki. Ale może Felix? ;3 Zaskoczyłaś mnie ich pocałunkiem xD Is zawsze zgrywała taką niedostępną ;) Kto wie, może coś z tego będzie :D Yhh, Harry naprawdę chce poznać prawdę o swoim ojcu? Gdyby wiedział, że to on za tym wszystkim stoi... Ann pewnie nie chce wyjść na dziwkę w oczach syna. Tylko co z Emmą? Boże, żeby to okazało się jakimś głupim snem! Hazz zdąży na czas? Mam nadzieję... Także pozdrawiam, całuję i czekam na next ;*
OdpowiedzUsuńM. xx
Łooo ! ♥ Tak genialnie napisane że aż się popłakałam ;cc Świetny rozdział i ma taki charakterystyczny urok chociaż jest bardzo smutny :( ♥
OdpowiedzUsuń