~TYDZIEŃ PÓŹNIEJ~
(dedykacja dla Kasi P.)
Niebo różowiło się od strony wschodu i poprzez komplet
wszystkich odcieni ceglastego, pomarańczowego i cytrynowego,
przechodziło w fiołkowy szafir, na którym błyskały jeszcze gwiazdy.Mimo tak wczesnej pory, Emma już nie spała i wtulając się w poduszkę, patrzyła na widok za oknem, gdzie pierwsze promienie słońca zaczęły dosięgać zielonych listków drzewa, rosnącego koło jej domu. Jego gałęzie delikatnie poruszały się pod wpływem wiosennych podmuchów wiatru, gdzieniegdzie można było zobaczyć małe ptaszki, śpiewające wesołe melodyjki i czasami puchatą wiewiórkę, skaczącą po drzewie z orzeszkiem między kosmatymi łapkami.
Mimo że cały świat cieszył się coraz cieplejszymi dniami wiosny i świecącym słońcem, głowę Emmy wciąż wypełniał lęk i strach, który zamiast zanikać, zaczął się stopniowo nasilać od chwili tajemniczego „wypadku”. Powiedziała Harry´emu, że u niej wszystko w porządku; tak bardzo nie chciała go martwić. Ale brakowało jej osoby, której mogłaby się zwierzyć.
Rodzice odpadali. Bez przerwy przebywali w pracy oraz całą uwagę skupiali na sześcioletnim bracie Emmy, Nevilu. Babcia też została wykluczona. Jeszcze by się komuś wygadała, a była największą plotkarą w całym miasteczku.
Tak bardzo chciała móc opowiedzieć o swoich obawach Harry´emu, ale jednocześnie się o niego bała. Ostatnim razem o mało nie zginął, narażając swoje życie dla jej istnienia i teraz dziewczyna zastanawiała się, czy dobrze robi, pakując go w to wszystko. Nie chciała go stracić, ale gdy w grę wchodził ON, to wolała pozwolić mu odejść, niż sprawić, by cierpiał.
„Nie jestem
jego warta...”
Westchnęła z rozpaczą, słysząc swój budzik. A to oznaczało, że musiała wstawać do szkoły.
„Nienawidzę poniedziałków!”.
~*~
- To widzimy się na stołówce za dziesięć minut?
Harry niechętnie puścił dłoń swojej dziewczyny i poprawił okulary w czarnych oprawkach na nosie.
- Niestety - westchnął przeciągle - To będzie dłuuugie dziesięć minut bez twojej obecności - oparł się o ścianę z założonymi rękami i lustrował ukochaną od góry do dołu.
- Poradzisz sobie - Emma uśmiechnęła się szeroko, zamykając drzwiczki od swojej szafki, gdzie schowała swoje rzeczy - A teraz leć już.
Pomachała mu jeszcze na pożegnanie, gdy zaczął
od niej odchodzić, pomału stawiając kroki, by móc jak najdłużej cieszyć
się jej widokiem. „Tęsknię” wyszeptał jeszcze, zanim zniknął za rogiem
korytarza, całkowicie tracąc jej smukłą sylwetkę z oczu.Ruszył przed siebie, trzymając w ręce parę książek i zeszytów, a następnie odszukał wzrokiem swoją szafkę i szybko do niej podbiegł, by móc jak najszybciej odłożyć niepotrzebne już materiały na matematykę i fizykę. Nie mógł się doczekać wspólnego lunchu z Emmą, więc poraz pierwszy niedbale wepchnął zeszyty na półkę i już miał zamykać metalowe drzwiczki, gdy usłyszał głos, którego za nic na świecie się nie spodziewał.
- Witaj, Hazzy.
Poczuł dziwne dreszcze, które przebiegły po jego plecach, tak jak kiedyś, niszcząc jego radość, szczęście i zapał. Chciał, żeby to był tylko sen, żeby nie musiał przechodzić przez to jeszcze raz. Właśnie teraz, gdy nareszcie myślał, że wszystko będzie już dobrze.
- Nie odpowiesz? - ręka Lucasa uderzyła w szafkę obok z głośnym hukiem, który można było usłyszeć nawet mimo panującego wokół gwaru i hałasu.
- Czego chcesz? - wypowiedź Harry´ego zgubiła się gdzieś wokół rozmów innych uczniów. Lucas uśmiechnął się drwiąco i po chwili obrócił Styles´a przodem do siebie, rozkoszując się iskierkami strachu, które były idealnie widoczne w oczach młodszego ucznia.
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia? - spytał Bartney, kopiąc torbę Harry´ego, która pod wpływem jego siły wylądowała po drugiej stronie korytarza i swobodnie sturlała się po schodach - Tyle czasu się nie widzieliśmy, czyż nie? Nie tęskniłeś za naszymi wspólnymi pogaduszkami?
- Nie - odparł stanowczo Harry i został brutalnie przyciśnięty do niebieskich drzwiczek - Puść mnie - wysyczał, czując że powoli kończy mu się zapas powietrza - Co mi zrobisz? Wepchniesz mnie do szafki, czy wsadzisz do kosza? Nie uważasz, że to trochę za stare?
- Nasz Hazzy się stawia - zaśmiał się Bartney, kiwając głową - To dobrze, bo będzie jeszcze więcej zabawy.
- Spadaj.
- Mam nadzieję, że o mnie nie zapomniałeś - ciepły oddech Lucasa, który puścił słowa Harry´ego mimo uszu, owionął szyję bruneta, na co ten się wzdrygnął - Jeszcze ze sobą nie skończyliśmy. Myślałeś, że jeżeli zmienisz styl, zostaniesz królem balu i będziesz chodzić z najlepszą przyjaciółką szkolnej piękności, to staniesz się lepszy i ci odpuszczę? - zaśmiał się gardłowo, a potem z powrotem przybrał poważny wyraz twarzy - Dalej jesteś nic nie wartym kujonem - wysyczał z jadem w głosie - I zawsze będziesz życiową ofiarą. To jeszcze nie koniec - puścił koszulkę Harry´ego - Do zobaczenia, Hazzy.
Odchodząc, jeszcze chwycił w dłonie okulary Harry´ego i okręcił je sobie na palcu.
- A to sobie wezmę - poraz ostatni się uśmiechnął i odszedł, wrzucając okulary do kosza pod ścianą.
Harry wciąż próbował złapać oddech i odzyskać zdolność logicznego myślenia. Gdy w miarę się już pozbierał, odgarnął rozburzoną grzywkę z czoła i pobiegł po schodach, by odnaleźć zrzuconą przez Lucasa torbę. Zakładając ją na ramię, pomachał jeszcze do stojącego pod jedną z klas Darrena i odwracając się na pięcie ruszył w stronę stołówki. Miliony myśli wypełniały jego umysł.
„Znowu zaczyna się piekło...”.
~*~
Siedząc w restauracji z Emmą i patrząc, jak dziewczyna układa plastikowe kubeczki w wieżyczkę, jego myśli powoli się uspokajały. Chyba właśnie tego było mu trzeba. Odrobiny spokoju i kolacji z ukochaną dziewczyną.
Z uwagą przyjrzał się jej twarzy. Nie wiedział, czy to przez to światło w budynku czy raczej jego brak, bo było trochę ciemnawo, twarz Emmy była jakaś smutniejsza. Zniknęły gdzieś czerwone rumieńce, skóra stała się blada, policzki zapadnięte. Czekoladowe oczy nie błyszczały już tak jak kiedyś i coraz rzadziej się uśmiechała. Coś musiało być na rzeczy, a Harry nie był zadowolony z tego, że Emma coś przed nim ukrywa. Nie znosił, kiedy była smutna.
Delikatnie wyjął z jej dłoni kolejny kubeczek, który chciała położyć na samym czubku, a ta popatrzyła na niego zdziwiona. W jego oczach widoczna była troska.
- Martwisz się - bardziej stwierdził, niż spytał Harry, delikatnie splatając ich palce i nerwowo czekając na reakcję z jej strony. Emma pośpiesznie odwróciła wzrok i skierowała go na ich złączone dłonie. Opuszkiem kciuka potarła kostki na ręce Harry´ego i bardziej wbiła plecy w czerwony materiał, którym obito siedzenia w restauracji.
- Wydaje ci się - mruknęła cicho, chwytając za szklankę i upijając całkiem spory łyk soku pomarańczowego. Harry nie dawał za wygraną.
- Przecież nie jestem ślepy - powiedział, starając się napotkać jej błądzące po ścianach spojrzenie - Dobrze wiesz, że możesz mi zaufać. Czemu więc, nie powiesz mi tego, co leży ci na sercu?
Przez chwilę zapanowała między nimi cisza. W restauracji słychać było stukot łyżeczek, rozmowy między gośćmi, składane zamówienia i stukot obcasów krzątających się wokół stolików kelnerek. Emma toczyła w środku siebie zawziętą walkę z samą sobą. Nie wiedziała, jak ubrać w słowa wszystkie swoje kłopoty.
„Jak mam pozwolić mu odejść...”.
- Naprawdę - powtórzyła pewniej, obserwując jego reakcję. Przez chwilę Harry zacisnął usta w cienką linię i wbił wzrok w obrus na stole, czując się pokonanym. Nie chciał się narzucać, ale strach o Emmę nie dawał mu spokoju i był częstym sprawcą bezsenności u chłopaka. W końcu jednak dał za wygraną i zmusił się do nikłego uśmiechu, który dziewczyna nieśmiało odwzajemniła.
- Chodźmy już - stwierdził Harry, podnosząc się z siedzenia i płacąc za rachunek kelnerowi, który znikąd pojawił się przy ich stoliku, czekając na należne pieniądze - Przewietrzymy się.
Chwycił Emmę za rękę i delikatnie pociągnął w stronę wyjścia.
- Gdzie idziemy? - spytała brunetka, patrząc na rozgwieżdżone niebo, gdy skręcili na tyły restauracji - Harry, poważnie. Gdzie mnie zabierasz?
- To niespodzianka - Harry puścił jej oczko i poraz kolejny skręcił w bok. Wkrótce stanęli pod metalową drabinką opartą o tylną ścianę restauracji, pod którą stały trzy kontenery na śmieci.
- Co ty żeś znowu wymyślił, co? - zapytała, gdy pomagał jej wdrapać się na metalowe szczebelki.
- Cierpliwości - usłyszała za sobą i powoli zaczęła się wspinać.
Po paru minutach wchodzenia, dotarła na samą górę. Przykucnęła na dachu i postanowiła zaczekać, aż Harry skończy wspinaczkę. Gdy jej chłopak w końcu znalazł się obok niej, zasłonił jej oczy dłońmi.
- Tylko nie podglądaj - zachichotała, gdy wymawiał te słowa, a w sercu Harry´ego rozlało się przyjemne ciepło. Śmiech Emmy odgonił od niego wszystkie smutki i troski, bo gdy ona była szczęśliwa, on cieszył się razem z nią. Prowadził ją po dachu, uważnie stawiając kroki, a potem delikatnie pomógł jej usiąść. Wygodnie usadowił się obok niej i dopiero wtedy ściągnął dłonie z jej oczu.
- Możesz patrzeć.
Gdy otworzyła powieki, zobaczyła przed sobą najpiękniejszy widok w swoim życiu. Jako że restauracja była położona na dość wysokiej górce, można było ujrzeć całe miasteczko, które w tym momencie było skąpane w świetle latarni i wydawało się w całości tętnić życiem. Gwiazdy rozmieszczone na całym niebie tylko dodawały temu wszystkiemu uroku.
Emma mimowolnie wtuliła się w Harry´ego, a pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. On był idealnym facetem. Uczynnym, miłym, sumiennym, wiernym, kochającym aż do bólu, romantycznym, troskliwym, szczerym, opiekuńczym. Czy mogła wyobrazić sobie kogoś lepszego? I czy była gotowa, by pozwolić mu umrzeć?
Podjęła decyzję i z wielki bólem, który rozrywał jej serce, odsunęła się od bruneta i rozłączyła ich splecione dłonie.
- Um... Harry?
Zaczęła
niepewnie, gdy zobaczyła strach w jego oczach.- Słucham - odparł Harry, kładąc jej rękę na ramieniu - Coś się stało? - spytał po chwili milczenia swojej dziewczyny. Złapał ją za rękę i posadził sobie na kolanach, a ona wtuliła się w jego tors.
Uwielbiała to uczucie, kiedy znajdowała się tak blisko niego. Gdy jego silne ramiona oplatały jej drobną sylwetkę, gdy jego palce splatały się z jej własnymi, gdy jego ciepły oddech owiewał jej ciemne włosy, gdy jego usta stykały się z jej wargami. Kochała, kiedy mocno ją przytulał. Kochała go najmocniej na świecie i wiedziała, że on odwzajemnia jej uczucia.
„Że kocha mnie
równie gorąco, jak ja jego”.
Odnalazła jego dużą dłoń i zaczęła bawić się kostkami u jego ręki. Harry delikatnie gładził jej włosy, co chwilę składając na nich tak leciutki pocałunek, jak muśnięcie skrzydeł motyla.
„Czuję się taka bezpieczna...”
- Powiesz mi, co się dzieje? - wyszeptał prosto do jej ucha. Brunetka zwróciła się w jego stronę, a na jej twarzy zagościł wymuszony, nieśmiały uśmiech.
- Bo widzisz... - spuściła wzrok na swoje czerwone paznokcie. Jednak Harry chwycił za jej podbródek i uniósł go do góry, by móc patrzeć w te jej czekoladowe, cudowne oczy. Pomyślał wtedy, jak wiele ta drobna brunetka dla niego znaczy. Jaka jest idealna.
„W jej przypadku nie funkcjonuje określenie, że ideały nie
istnieją”.
Kochał ją zawsze i wszędzie. Gdy się śmiała i gdy po jej policzkach płynęły łzy. Gdy stroiła się na romantyczną kolację i gdy wstawała rano z roztrzepaną fryzurą. Gdy tryskała energią i gdy padała ze zmęczenia. Gdy cieszyła się życiem i gdy narzekała, jakie to ono nie jest głupie. Kochał ją w każdym calu, w każdym najmniejszym milimetrze, mimo że ona tak często wmawiała sobie, że jest gruba i brzydka. Że inne są ładniejsze. „Jak mógł spodobać ci się taki potwór jak ja” powiedziała kiedyś i do dziś uznawał to za największe kłamstwo na świecie. Bo nie byłby w stanie pokochać kogoś tak mocno, jak ją.
- Możesz mi zaufać - poprosił cicho, składając na jej czole delikatny pocałunek, a potem znów wbił w nią swoje ciepłe spojrzenie. Emma niepewnie poprawiła się na jego kolanach.
„Pod twoimi skrzydłami, czuję się taka mała...”.
- Bo ja... Ja chcę odejść.
Na twarzy Harry´ego pojawiło się tak wielkie przerażenie, że Emmie aż zamarło serce.
- All... Ale jak to? - jego głos zadrżał i chłopak mocniej ścisnął rękę swojej dziewczyny, szukając odpowiedzi w jej oczach.
- Bo uświadomiłam sobie, że na ciebie nie zasługuję.
Brunet pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Emma, proszę...
- Ale kiedy to prawda? - przerwała mu, a po jej policzkach spłynęły pierwsze łzy - Ty jesteś taki wspaniały, idealny, cudowny. Taki, że aż brakuje mi słów, by opisać wszystko, co w tobie jest tak fantastyczne. A ja? - załkała - Spójrz tylko na mnie. Jestem okropna, brzydka, głupia.... Są tysiące innych, które potrafiły by cię uszczęśliwić. Które dały by ci to, czego ja nie umiem ci zapewnić... Przeze mnie o mało nie zginąłeś... Poświęcasz się dla kogoś, kto nie jest nic wart... Ja...
Harry delikatnie starł jej słone łzy z policzków i objął jej twarz swoimi dłońmi.
- Nawet
nie wiesz, ile dla mnie znaczysz. Jesteś tym, co najlepsze w moim
życiu. I jak możesz mówić, że nic mi nie dałaś? A twoja miłość? Czy to
nie wystarczający skarb, którym mnie obdarowałaś? Dzięki tobie jestem
najszczęśliwszy na świecie, a ty jesteś doskonała. I nie możesz mi
wmawiać, że jesteś brzydka, bo i tak nigdy nie przyjmę tego do
wiadomości. Kocham cię. Kocham i nigdy nie przestanę. Bo śmiem
twierdzić, że to ja nie zasługuję na kogoś tak świetnego, jak ty -
musnął ustami jej policzek - Za tobą skoczyłbym nawet w ogień. Dałbym
się poćwiartować na kawałeczki tylko po to, byś mogła być
bezpieczna.Harry skończył swoją przemowę i założył Emmie niesforny ciemny kosmyk za ucho. Potem przyciągnął ją do siebie i złożył na jej ustach tak gorliwy pocałunek, że była w nim zawarta cała miłość, jaką ją darzył. Czuł, że wręcz topi się od gorąca i namiętności ich wspólnego uczucia.
I tylko tyle było jej trzeba, by zostać u jego boku na
zawsze...
~*~
Zimny wiatr rozwiewał jej blond włosy, gdy szła niepewnie ścieżką, uczepiona ramienia Felixa, który postanowił choć na chwilę wyrwać ją z domu i dręczących ją kłopotów. Izabella ze strachem błądziła wzrokiem po pobliskich krzakach, widząc w każdym, nawet najmniejszym poruszeniu, sylwetkę mężczyzny z siekierą.
Mimo świecącego, wtorkowego słońca, jej głowę wciąż zapełniał strach. Wtargnął w każdy zakamarek jej duszy i teraz była zła na siebie, że pozwoliła się wyciągnąć Felixowi na ten spacer. Jej przyjaciel zrezygnował dzisiaj ze szkoły, by móc choć na chwilę spędzić z nią czas. Czuł się winny temu, co niedawno miało miejsce. To on tak po prostu pozwolił jej wrócić do domu, a sam pozostał na balu, by świetnie się bawić. Szkoda, że Izabelli wtedy raczej nie było do śmiechu.
Odnalazł wzrokiem nie zajętą przez nikogo ławkę i pociągnął w jej stronę wtuloną w jego bok Izabellę. Dziewczyna niepewnie usiadła na pomalowanym, zielonym drewnie, delikatnie dotykając jego faktury opuszkami palców, skrytych w cienkim materiale rękawiczek.
Pomyślała, że czuje się samotna. Teraz zabrakło wokół niej
tłumu fanów i osób, które podziwiały jej piękno i siłę, która znajdowała
się w jej wnętrzu. Ta niesamowita królowa Casisdy High School zmieniła
się w wystraszoną zwierzynę, którą przerażał każdy najmniejszy hałas i
ludzie, którzy przechodzili obok niej. W każdym widziała kogoś złego,
kto pragnie wyrządzić jej krzywdę, kto pragnie sprawić jej ból.Przez tą jedną, przerażającą noc, wszystko uległo zmianie. Świat z przepełnionego kolorami i optymizmem, zmienił się w przesyconą lękiem i strachem czarną dziurę, która powoli i systematycznie wciągała blondynkę w swoją nieprzeniknioną otchłań.
Nikt nie był w stanie pomóc Izabelli. Ani mama, która prawie jej nie opuszczała, ani jej najukochańsza Lucy, ani Emma, która gdy tylko miała czas przyjeżdżała, aby z nią porozmawiać, ani nawet Felix, który był jej najlepszym przyjacielem pod słońcem.
Izabella nie mogła się pogodzić ze zniknięciem ojca. Czuła się tak, jakby ktoś wyrwał kawałek jej serca i rozdeptał na ziemi, jak nic nie wartego śmiecia. Jakby wraz z utratą jednego z rodziców, utraciła także część samej siebie. Jakby bez jednego z filarów, świątynia jej życia miała się zaraz zawalić i pogrzebać jej szczęście i nadzieję w ruinach.
„Czy może
być jeszcze gorzej...”
Załkała cicho, rozpaczliwie chwytając Felixa za sweter. Chłopak szybko oplótł jej drobną sylwetkę swoim ramieniem.
- Wszystko będzie dobrze - nie wiedział, jakich innych słów mógłby użyć w tej sytuacji. Jak inaczej mógłby zapewnić jej odrobinę nadziei na lepsze jutro.
Kochał ją najmocniej na świecie, a ona nigdy nie popatrzyła na niego w TEN sposób. Zawsze był tylko i wyłącznie przyjacielem, który załatwiał jej bilety na mecz i zawsze był na każde jej zawołanie. Chciał, by mogło być inaczej. By Izabella mogła go obdarzyć tak wielkim uczuciem, jakim on darzył ją. Ale był zbyt wielkim tchórzem, by jej to powiedzieć.
W pewnym momencie głośno rozdzwonił się telefon Felixa. Chłopak przepraszająco zerknął w stronę Izabelli, która zaczęła pociągać nosem i zerknął na wyświetlacz. Ku jego zdziwieniu zauważył numer policjanta, który ostatnio przesłuchiwał Izabellę na komisariacie. Nerwowo przesunął palcem po ekranie telefonu i przyłożył go do ucha.
- Halo? - spytał, przygryzając dolną wargę. Izabella popatrzyła na niego z wyczekiwaniem.
- Tu komisarz Moon. Właśnie znaleźliśmy ciała Karen i Lucy Abbey. Obie zostały zamordowane.
OD AUTORKI: Kolejny mdły rozdział ;) Pewnie nie tego spodziewaliście się po tak długiej przerwie, ale naprawdę starałam się jak mogłam. Kolejny pojawi się najprawdopodobniej za dwa tygodnie, bo teraz jestem zajęta projektem z angielskiego :)
Mam też do Was pytanie: O czym chcielibyście przeczytać na tym blogu? Czy macie jakieś własne pomysły? Jeżeli tak, to śmiało piszcie je w komentarzach. Kto wie? Może użyję ich w historii BaTG? Komentujcie, polecajcie i zadawajcie pytania w razie konieczności Wasza Camille xx
PRZYPOMINAM TEŻ O DRUGIEJ CZĘŚCI DODATKU SUMMER LOVE NA BLOGU DODATKI <3


Aaaa :) Świetny rozdzial, oby do następnego jak najszybciej ;) nie bd sie już rozpisywac, bo dobrze znasz moje zdanie na temat każdego rozdzialu i bloga :*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział ♥. Harry w tym opowiadaniu jest taki uroczy i kochany, że mogłabym go za to tulić do końca życia :D Ciekawa jestem wątku Felixa. Czy kiedykolwiek powie Izabelli o swoim uczuciu? Czy wgl zdoła? Bo patrząc na śmierć jej ojca, matki i siostry, to ma bardo niewiele czasu..
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny :)
Genialny rozdział *.* Teraz Izabella została sama:( Uwielbiam Harry'ego w tym opowiadaniu :D
OdpowiedzUsuńEmma, Emma, Emma... jesteś jedną z moich ulubionych postaci w tym opowiadaniu, ale kurczę, ale ty jesteś głupia! Jak możesz uważać, że nie zasługujesz na Harrego? Jesteś piękna, urocza i Hazza cie kocha, więc pozwól, że palnę ci z patelni(lub z cegły, jak wolisz) w ten twój śliczny łeb i ogarnij się, kobieto, zwłaszcza, że teraz w twoim życiu zaczyna się dziwny rozdział, gdzie będą dziwne rzeczy i będziesz potrzebowała kogoś u swojego boku. Babcia wszystko wypaple, rodzice zajęci, młodsze rodzeństwo nie pomoże, zostaje aby Harry, więc ogarnij się, serio i doceń to co masz. Ale kurde, kocham cię, wiesz?
OdpowiedzUsuńHarry, skarbie, jesteś taki kochany w tym opowiadaniu, mam ochotę cię tak mocno przytulić i nie puszczać, ale to nie możliwe. Jestem tym faktem cholernie załamana :( No ale trzymaj Emmę mocno i nie puszczaj, bo to chodzący skarb i ty też jesteś chodzącym skarbem, to takie skarby lepiej niech będą razem.
Biedna Izabella(chociaż nadal jej nie lubię), nie ma teraz już nikogo. OJCIEC HAZZY, IDIOTA, MUSI ICH WSZYSTKICH POZABIJAĆ?! Błagam, przestań, tej morderczej rzeźni, chociaż z drugiej strony ją chcę, ale nie taką masową! :(
Dobra, Camille, idealna autorko, która teraz z wielkim bólem serca czyta te wypociny pod tak świetnym rozdziałem, nie czytaj tego. Po prostu sie nie wyspałam i teraz zamiast pisać jakoś z sensem to pisze jak na jakiś prochach. Co się dziwić, poszłam spać dopiero jakoś po trzeciej w nocy...
Wyczekuję na kolejną część dodatku Summer Love z Zaynem i kolejnego rozdziału! :D
PS Nie wiem, czy to pisałam, ale Dead To Me jest po prostu świetne! Potrafię słuchać tej piosenki 24/h i chyba nigdy mi się nie znudzi!
A ty mi tu znowu z "mdły" ;) Przyzwyczaj się w końcu do tego, że naprawdę umiesz pisać. Czekam na kolejny BD
OdpowiedzUsuńSiedzę sobie na angielskim i dopiero teraz zauważyłam, że jest nowy! I stwierdzam że jest świetny!! Harry i Emma to idealna para i mam nadzieję że pozostanie tak jak najdłużej. Wredny Lucas! No normalnie zabiłabym go gołymi rękami! I znalazłam też odrobinę współczucia dla Izy. Nie przedłużam, bo nauczycielka dziwnie się na mnie patrzy i chyba przeczuwa, że chowam telefon w piórniku XD Czekam na nn :) Ps. Strasznie spodobało mi się to zdjęcie z boku, na którym jest Harry i Emma. Urocze!
OdpowiedzUsuńJest to najlepszy rozdział jaki czytałam, nie tylko na tym blogu, ale we wszystkich opowiadaniach, które są umieszczone w moich zakładkach. Ten rozdział ukazuje twój prawdziwy talent, pokazuje, że nie piszesz byle czego, że słowa, których używasz nie są po prostu wystukane na klawiaturze lecz są przemyślane i w idealny sposób użyte. Każde zdanie jest bogate w epitety, które podkreślają świetnie dobrane słowa, a dzięki temu bardzo dobrze czyta się twoje teksty.
OdpowiedzUsuńMasz nieziemski talent, którego strasznie Ci zazdroszczę, i potrafisz doskonale go wykorzystać, tworząc cudowne opowiadanie na podstawie zajebistej fabuły, którą sama wymyśliłaś! Nie sposób jest nie czytać historii takiej autorki jaką jesteś Ty!
Uważam, że jesteś najlepszą blogerką na jaką udało mi się natrafić i myślę, że dla wielu ludzi będziesz inspiracją.
Czekam na następny rozdział tego epickiego opowiadania twojego autorstwa :)
Świetny kocham twojego bloga :D
UsuńCzekam na następny rozdział, mam nadzieję, że Harry i Emma są bezpieczni i nic im się nie stanie ^^
Zapraszam też do mnie :D --->Świetny zapraszam do mnie ^^ http://suchalifeisunreal.blogspot.com/
Zajebisty rozdział! :D A więc: co Emma ukrywa przed Harry'm? Jak to 'to zagraża jego życiu'? Nie rozumiem, czy ona coś wie? O jego ojcu? Na szczęście go nie zostawiła, bo to byłby szczyt chamstwa xD On jest taki romantyczny i uroczy! <3 Tak mu zależy ^^ Są idealną parą. Ale kłopoty z Lucasem powracają... Nadal będzie się na Hazzie wyżywał? Czy jemu się to, kurwa, nie nudzi? Mam nadzieję, że następnym razem Harry się mu postawi, najwyższy czas. Isabelle... A więc teraz boi się własnego cienia, smutne. Jej ojciec zaginął, a do tego teraz straciła siostrę i matkę ;c Nie no, to jest chore! Czy starszemu Styles'owi aż tak bardzo zależy na zemście? Nie, to coś z psychiką. Jak Is sobie z tym poradzi? Pozdrawiam i czekam na next ;*
OdpowiedzUsuńM.
Na początku ogromnie PRZEPRASZAM za tak długą nieobecność . Nauka , masa prac domowych, obowiązki i szlaban który nareszcie dziś się skończył robią swoje i dopiero dziś zaczęłam nadrabiać. Po tak długiej nieobecności nie mogłam się doczekać aż w końcu wpadnę na Twojego bloga. ♥
OdpowiedzUsuńRozdział = cudo *.*
I jeszcze taka wiadomość na sam koniec : c
Emma i Harry kocham ich ♥
A Felix mógłby być z Izabellą ;*
może i ten komentarz będzie dziwny, ale ja najbardziej w tym opowiadaniu polubiłam właśnie Izę XD tak, wiem, jestem dziwna, ale ona właśnie straciła mamę i malutką siostrę! To nie fair! Ona nic nie zrobiła! :( targają mną emocje nie do opisania! coś mnie w środku rozrywa, a ja nie mogę nic zrobić!
OdpowiedzUsuńNie fair !