~*~
(dedykacja dla Oli Hanusiak)
„Ona nie może
zginąć. Nie teraz, kiedy dopiero co ją zyskałem”.
Ta myśl wypełniła jego
umysł, nie dawała mu spokoju wciąż kołacząc do jego mózgu, przez co
nagle poczuł dziwny przypływ energii, która napełniła go całego. Rzucił
się do przodu w niesłychanym tempie, jeszcze nigdy tak szybko nie
przebierał nogami. Teraz liczyła się dla niego tylko ona. Nie widział już ulicy, domów, chodnika, ani nawet rozpędzonego auta, które było już tak blisko. Jego skupiony wzrok wyłapywał jedynie Emmę, za którą gotów był oddać życie.
Podeszwy jego butów odbiły się od asfaltu i Harry skoczył, spychając brunetkę z ogromną siłą na bok. Lusterko tajemniczego auta zdążyło tylko lekko musnąć jego ramię.
Leżeli razem na zielonym trawniku obok domu Emmy. Oddychali ciężko, starając się poukładać w głowie wydarzenia, w których przed chwilą brali udział. Przez chwilę byli oszołomieni i tylko wymieniali się roztrzęsionymi spojrzeniami.
„Co
tak właściwie miało miejsce?”.
W pewnym momencie Emma zaczęła płakać, desperacko łapiąc za materiał jego wystającej spod płaszcza koszulki. Harry powoli podniósł się na nogi, a potem pomógł wstać swojej dziewczynie, która gdy tylko odzyskała równowagę, od razu wtuliła się w Styles´a. Jej plecy mocno drżały i nawet kojący dotyk dłoni Harry´ego w niczym nie pomagał.
- Prawie mnie zabił - wyszlochała, a Harry tylko mocniej ją przytulił - Dziękuję... Uratowałeś mi życie... A przecież ryzykowałeś własnym... - kolejne strużki łez znaczyły jej blade policzki - Mogłam cię stracić...
- Nic się nie stało - szepnął brunet, delikatnie całując ją we włosy - Dla ciebie skoczyłbym nawet w ogień.
Jeszcze przez
chwilę stali pogrążeni w ciszy, tuląc się do siebie. Istnieli tylko ona
i on oraz ich ciepłe ciała złączone ze sobą.Nagle jedno z okien w domu Emmy się otworzyło i ze środka wyjrzała głowa jakiejś starszej kobiety. Miała już lekko zniszczone okulary, które co chwilę nerwowo poprawiała na swoim nosie.
- Emma, słoneczko - odezwała się łagodnym tonem, gdy zauważyła zapłakaną twarz wnuczki - Co się stało?
- Nic, babciu. Nic ważnego - Revie nie chciała jej martwić. Kobieta już wystarczająco się przejmowała po śmierci dziadka.
- To może choć już do domu, kolacja ci stygnie. A o wszystkim opowiesz mi jak już wejdziesz do środka - kobieta zniknęła za czerwoną zasłoną.
- Mogę zostać u ciebie? Oglądniemy jakiś film i zamówimy pizzę - zaproponował Harry. Emma potrzebowała teraz drugich 36,6 stopnia Celsjusza, ale nie chciała, by Harry jutro oblał test z chemii. Już wystarczająco zrobił, ratując ją spod kół samochodu.
- Nie, dziękuję. Już wystarczająco zrobiłeś - powiedziała z przekonaniem, splatając ich palce razem.
- Ale jesteś pewna? - chłopak nie był do końca usatysfakcjonowany jej odpowiedzią - Chciałbym być teraz z tobą. Co jeśli to auto to nie zwykły przypadek? Co jeśli ktoś tylko czyha na twoje życie?
Emma uśmiechnęła się. Harry tak o nią dbał.
- Naprawdę nie
trzeba - delikatnie chwyciła jego twarz w swoje dłonie i stając na
palcach, złożyła na jego ustach czuły pocałunek - Babcia jest już w
domu, a rodzice powinni zaraz wrócić z pracy. A to auto to pewnie tylko
jakiś pijany kierowca - dodała ciszej, ale jej głowę wypełniało mnóstwo
wątpliwości. Ona sama nie wierzyła w swoje słowa.- Ale gdyby się coś działo, to od razu dzwoń, dobrze? O każdej porze dnia i nocy. Zawsze będę dla ciebie pod ręką - poraz ostatni mocno ją przytulił, rozkoszując się jej ciepłem, a potem z niechęcią się od niej oderwał.
- Idź już - dziewczyna uśmiechnęła się lekko, trącając go w ramię - Może zadzwonię później, bo znając życie, nie będą mogła zasnąć przez to, że o mało nie.. - zawiesiła się na chwilę, czując, że w jej gardle zbiera się ogromna gula.
- Wszystko w...
- Tak, tak, jestem po prostu zmęczona. Dobranoc - wyszeptała jeszcze, podchodząc do drzwi i cichutko wślizgując się do środka.
- Dobranoc.
Dziewczyna śledziła Harry´ego, dopóki nie zniknął za rogiem ulicy.
~*~
- Naprawdę się o nią boję, Liam.
- Skąd masz pewność, że to było zaplanowane? - głos jego przyjaciela był opanowany i spokojny, tak jakby nic się nie wydarzyło. Harry´ego zaczynało powoli denerwować to, że wszyscy tak bagatelizują tą sytuację.
- Po prostu to wiem. Ja to gdzieś czuję - westchnął brunet, na chwilę włączając głośnik i kładąc telefon na biurku, by ściągnąć koszulkę.
- Nie ma po co zamartwiać się na zapas - odparł Liam - Ciesz się, że nic się wam nie stało.
Harry ponownie chwycił komórkę w dłoń i padł na łóżko.
„Za dużo wrażeń, jak na
jeden dzień”.
- Cieszę się, cieszę. Ale ten cały samochód nie daje mi spokoju. To naprawdę nie wyglądało jak przypadek.
- Nie uważasz, że odrobinę dramatyzujesz?
- Nie było cię tam, Liam. Nie brałeś w tym udziału. To auto wyjechało dokładnie wtedy, gdy Emma znalazła się na przejściu. Tak jakby tylko czekało, aż wejdzie na pasy. Jechało coraz szybciej, ale po prostej linii, a nie w slalomie. To nie mógł być tylko człowiek z promilami w organizmie.
- Harry, ja rozumiem, że się martwisz. Bo przecież nie każdy prawie traci swoją dziewczynę przez wypadek. Ale chyba zbyt mocno to przeżywasz. Wiesz dobrze, że przypadki się zdarzają i to bardzo często.
- Ale to nie był przypadek! - cała złość, jaką pokładał w sobie Harry, nareszcie znalazła ujście. Gdy przez chwilę nikt się nie odezwał, brunet zrozumiał, że odrobinę się zapędził.
- Przepraszam, stary - westchnął, przeczesując wolną ręką włosy - Zezłościłem się, bo nikt nawet nie stara się mnie zrozumieć. Nikt nie zgadza się ze mną. Wszyscy mają moje obawy głęboko gdzieś.
- Ja wcale nie
uważam, że nic się nie stało, Harry. Może i faktycznie coś jest na
rzeczy, ale popatrzmy na to z innej strony. Kto by chciał zabić Emmę?
Przecież ona nikomu nic nie zrobiła. Dla wszystkich jest miła i
przyjazna, pomaga każdemu w potrzebie, ciągle się uśmiecha i na nikogo
nie mówi nic złego. Czy istnieje osoba, która miałaby do niej tak
ogromny żal, że aż chciałaby jej śmierci?- Nie wiem, Liam. Naprawdę nie wiem. Emma mówi mi wszystko i dotąd nie wspomniała, żeby miała jakieś kłopoty czy problemy. To wszystko jest strasznie skomplikowane... Ale dzięki, że jesteś i masz dla mnie czas nawet o pierwszej w nocy - uśmiechnął się lekko, choć w głowie miał totalny mętlik.
- Nie ma za co. Psycholog Liam Payne zawsze do usług - zaśmiał się tamten.
- A co powiesz na wspólny lunch jutro w szkole? Zauważyłem, że ostatnio spędzamy razem coraz mniej czasu.
- Chętnie - zgodził się Liam - Wezmę Natalie, a ty możesz przyjść z Emmą.
- Jeszcze raz dzięki za wszystko.
- Proszę. A teraz dobranoc, bo jutro - a tak właściwie to już dzisiaj - oblejesz tą nieszczęsną chemię.
- Dobranoc, Liam.
Harry odłożył telefon i nakrył się kołdrą. Jeszcze przez chwilę nie mógł zasnąć, dręczony przeświadczeniem, że to nie był tylko zwykły przypadek, ale coś o wiele poważniejszego.
~*~
Niall nie miał pojęcia, dokąd zmierza, gdy zostawił przy krawężniku wpatrzoną w niego Juliet. Było mu wszystko jedno, dokąd zajedzie - byle jak najdalej od ustawicznej gadaniny o odrabianiu pracy domowej, nauce, byciu chlubą ojca i spełnianiu jego oczekiwań.
Dotarł nad strumień, rzucił rower na trawę i położył się pod drzewem.
„Trudne jest
życie jedynaka” pomyślał z goryczą. Wszystkie ojcowskie nadzieje i
obawy skupiły się właśnie na nim. Zawsze tak było: musiał spełniać
marzenia taty. Odkąd pamiętał, rodzice zawsze oczekiwali, że będzie
prymusem: musiał być najlepszy w mnożeniu, czytaniu, biegach. Dlaczego
nie pozwalali mu po prostu być sobą?Niall wiedział, że ojciec chciał pójść na uniwersytet, ale to pragnienie pozostało w sferze marzeń, bo gdy babcia owdowiała, musiała zarabiać na utrzymanie. Ten upragniony dyplom uniwersytecki zawsze był dla niego najwyższym wyróżnieniem i widomą oznaką, że człowiek stał się kimś. Niall zdawał sobie sprawę, jakim rozczarowaniem będzie dla taty jego definitywna odmowa, ale trudno. Niech się ojciec przyzwyczaja.
Chwilami wydawało się Niallowi, że mama jest po jego stronie, lecz ilekroć ją o to podpytywał, nabierała wody w usta, a potem radziła, żeby starał się zadowolić ojca. Miała wielki talent plastyczny i artystyczne zacięcie. Nudziło ją prowadzenie kwiaciarni, na którą przeznaczyła komórkę w głębi ogródka, zwaną studiem. Komponowała duże bukiety dla narzeczonych i otulone tiulem bukieciki dla druhen, a także ślubne i weselne dekoracje kwiatowe. Prowadziła także kursy bukieciarstwa i wygłaszała pogadanki dla pań z towarzystw samokształceniowych, ale ta działalność raczej nie przynosiła jej zadowolenia. Niall nie chciał skończyć tak samo jak ona. Przerażała go robota, która człowieka nie kręci i nie daje żadnej radości. Ojciec codziennie chodził do biura i sprzedawał domy ludziom, którym trudno było dogodzić. Niall nie miał ochoty iść w ślady żadnego z rodziców. W głębi ducha marzył o całkiem innej pracy, która pozwoliłaby mu zostawić po sobie jakiś ślad. Na próżno łudził się, że rodzice go zrozumieją. Mieli przecież beznadziejnie wąskie horyzonty.
Jednego był stuprocentowo
pewny. Musiał im powiedzieć, czym tak naprawdę chce się zajmować. Nie
zamierzał dłużej chodzić do Bellborough Court. Trzeba jak najszybciej
przenieść się do Casisdy High School, bo tam będzie mógł rozwijać swoje zainteresowania. Miał nadzieję, że mu się uda, bo jego wujek Harvey, brat Henry'ego, był tam
dyrektorem. Jeszcze dziś zamierza powiedzieć o tym rodzicom.Gdy Niall podejmował nad strumieniem ważne decyzje, jego matka właśnie odwoziła zamówione bukiety. Szczerze mówiąc, miała już dość tworzenia kompozycji kwiatowych i robienia ślubnych bukietów. Czuła się znużona, gdy wyjaśniała paniom domu, które miały nadmiar wolnego czasu, jak owijać balustrady pędami bluszczu. Zajmowała się tymi bzdurami, bo potrzebowali pieniędzy, co Henry przyznawał niechętnie. W handlu nieruchomościami panował teraz zastój, więc jego prowizje drastycznie spadły. Kończyły się również pieniądze zostawione w spadku przez wuja, a Nialla czekało jeszcze kilka lat nauki. Musiała pracować jako bukieciarka, żeby związać koniec z końcem. Gdyby mogła zmienić branżę... Szkoda gadać. I tak nic z tego nie będzie.
Ziewnęła szeroko. Miała czterdzieści dwa lata i nudziła się jak mops.
~*~
Thomas Abbey zaczął powoli otwierać oczy. Jego powieki ociężale podniosły się do góry i spostrzegł, że znajduje się w jakimś nieznanym mu pomieszczeniu.
Rozejrzał się po bokach. Był w jakiejś
starej kotłowni bo w środku był ogromny piec, pełno dziwnej instalacji,
rur i duży bojler zawieszony pod sufitem. Po jego lewej stronie były
jakieś deski i worki - prawdopodobnie z węglem. Pomieszczenie było małe,
ściany, z których odpadał tynk obskurne i zimna, betonowa podłoga. W
środku nie było okien, więc gdyby nie słaba żarówka na suficie
ogarnęłaby go całkowita ciemność.Siedział na drewnianym krześle. Jego ręce, podobnie jak i nogi, były związane solidnym, grubym sznurem, który uniemożliwiał mu poruszanie nimi. Zaczął dygotać z zimna, ponieważ cienka koszula w kratę nie mogła zapewnić mu ochrony przed lodowatym powietrzem.
W kotłowni przesiedział samotnie jeszcze przez godzinę, dopóki drzwi do pomieszczenia nie otworzyły się gwałtownie i dopóki do środka nie weszła jakaś wysoka postać, której twarzy nie mógł dostrzec, ponieważ znajdowała się ona w półmroku.
Tajemniczy gość przysunął sobie drugie krzesło, stojące w samym rogu i wygodnie się na nim oparł, wykładając nogi do przodu, a ręce łącząc na piersi. Nie spuszczał wzroku ze związanego Thomasa.
- Gdzie ja jestem? - spytał Thomas, szarpiąc się ze sznurem, który boleśnie obcierał skórę na jego nadgarstkach.
- Mogę cię zapewnić, że daleko, daleko od domu.
Głos, który wydobył się z gardła nieznajomej osoby z pewnością należał do mężczyzny. Był niski, lekko ochrypły i potrafił przyprawić o gęsią skórkę. Thomasa zaczynał powoli przerażać.
- Po co mnie do cholery tu ściągnąłeś? - spytał Abbey - Przecież nie zrobiłem nic złego!
Mężczyzna zaśmiał się gardłowo i założył nogę na nogę.
- Oczywiście, że nie - powiedział z drwiną - A może po prostu nie pamiętasz swoich brudnych występków?
- Jeśli miałbym coś na sumieniu, na pewno wiedziałbym co - z głosu Thomasa nie znikała pewność siebie ani odwaga. Nie zająknął się nawet, gdy tajemniczy mężczyzna zbliżył się do niego - Wypuść mnie nareszcie i pozwól mi odejść!
- Nigdzie się nie wybierasz - odparł tamten, podchodząc jeszcze bliżej - A w każdym razie jeszcze nie teraz.
Smuga światła padła na jego twarz, oświetlając nieco dłuższe, kasztanowe włosy i lodowate tęczówki. Facet był wysoki, dobrze zbudowany, miał wyraźnie zarysowane kości policzkowe i surowy wyraz twarzy. Na ramiona zarzucił jakąś poplamioną koszulę, a jego nogi opinały nieco starte jeansy z pojedynczą dziurą. Thomas zarejestrował również trzydniowy zarost u porywacza.
- Możesz mi wytłumaczyć, o co ci tak właściwie chodzi? Jeśli chcesz moje pieniądze, to proszę bardzo! Moi ludzie chętnie zapłacą okup. Nie zapominaj, że jestem właścicielem jednej z największych firm na świecie.
Mężczyzna parsknął, a potem z powrotem usiadł na swoim krześle.
- Nie chodzi mi o żadne pieniądze, to sprawa bardziej o charakterze prywatnym. Nie mów, że zapomniałeś o tym, co wydarzyło się szesnaście lat temu?
Thomas
gwałtownie wciągnął powietrze, gdy obrazy i wspomnienia z tamtych lat
zaczęły napływać do jego umysłu.- Była piękna, prawda? - tajemniczy brunet rozpoczął swoją opowieść - Długie, ciemne włosy, radosne zielone oczy, pełne usta, idealna figura. Miała wszystko, czego zazdrościły jej inne kobiety. I była moją żoną - urwał na chwilę, jakby starając się przypomnieć sobie wszystko dokładnie - Pobraliśmy się na wiosnę, a ja zakochałem się w niej na zabój. Biegałem za nią jak szalony, obdarowywałem drogimi prezentami - było mnie na nie stać, gdyż byłem niezwykle bogaty -, kochałem ją ponad wszystko i nie wyobrażałem sobie ani jednego dnia bez niej. Ale wtedy musiała zacząć pracować w tej twojej paskudnej początkującej firmie, gdzie poznała ciebie - ściągnął brwi w gniewie - Miałeś tą swoją blondwłosą Karen, chodzący ideał, ale i tak wolałeś zdradzać ją z moją żoną. Często wymykała się z domu, a gdy pytałem ją gdzie, odpowiadała zdawkowo, najczęściej jednym zdaniem i zostawiała mnie samego. Ufałem jej, choć czułem, że z każdym dniem coś się między nami psuje. Nie umiałem z tym walczyć i choć codziennie starałem się ją odzyskać, ona już nigdy nie wróciła - mocno zacisnął dłonie na swoich kolanach, ale nie przejmował się bólem. Thomas siedział zdenerwowany, a po jego czole zaczęły spływać pierwsze krople potu.
- Pewnego dnia odkryłem jej zdradę. Byłem zrozpaczony, ale równocześnie kochałem ją tak mocno, że chciałem, żeby wróciła. Ale ona nie miała takiego zamiaru. Którejś nocy wykradła większą część kosztownej biżuterii i pieniędzy z mojego domu, a odchodząc dodatkowo pozbawiła mnie mojego serca, które ciągle krwawiło. Zamieszkała w centrum miasta, skąd łatwo mogła się do ciebie dostać, gdy tylko twojej żony nie było w domu.
Cierpiałem, tak okropnie cierpiałem, gdy jej przy mnie zabrakło. Gdy nie słyszałem jej śmiechu, gdy nie mogłem jej przytulić, gdy nie mogłem poczuć smaku jej cudownych ust, gdy zasypiałem i budziłem się całkiem sam. Miałem ochotę umrzeć. Roztrwoniłem wszystkie pieniądze na alkohol, stałem się obskurnym biedakiem. Ale wciąż czekałem i miałem nadzieję. Nadzieję na to, że do mnie wróci. I wtedy, gdy myślała, że będzie wieść u twojego boku szczęśliwe życie, dowiedziała się, że jest w ciąży. Ale nie z tobą, tylko ze mną. Ze swoim prawdziwym mężem. Nie wzięliśmy rozwodu. Może po prostu nie mogliśmy się na niego zdecydować.
Pojechała do ciebie i oznajmiła ci tą nowinę. Myślała, że będziesz szczęśliwy, że pomożesz jej w wychowaniu dziecka. A pamiętasz, co ty zrobiłeś? - mężczyzna zerwał się gwałtownie z krzesła, które przewróciło się z hukiem - Gdy tylko dowiedziałeś się, że jest mężatką i jest ze swoim mężem w ciąży, wyrzuciłeś ją za próg jak psa, bez cienia grosza przy boku! Ją i mojego syna, którego nosiła pod swoim sercem! Krzyczałeś na nią, nawet ją pobiłeś, przez co o mało nie poroniła. Nie miała się gdzie podziać, włóczyła się po ulicach! Gdybym wtedy nie był za miastem u matki, mogłaby zamieszkać ze mną. Ale mnie nie było. Wróciłem dopiero po roku. Lecz wtedy nie mogłem już nic zrobić. Dowiedziałem się od kogoś, że zaraz po urodzeniu dziecka wyprowadziła się, ale nigdzie nie mogłem jej odnaleźć. Przepadła jak kamień w wodę. Szukałem jej wszędzie, objechałem cały kraj, ale jej nie znalazłem. Nigdy nie zobaczyłem swojego syna! A to wszystko przez ciebie! Biznesmena, który po tym wszystkim najnormalniej opuścił miasto i zamieszkał w pieprzonym pałacu, ze swoją żoną, która naiwnie była przekonana o tym, że jej mąż pozostał jej wierny. Wiodłeś beztroskie życie z dwójką córeczek, po tym jak ogromnie zraniłeś moją żonę i mnie.
Ale teraz nie będzie już tak kolorowo - podszedł do Thomasa, rozkoszując się strachem w jego oczach
- Sprawię, że teraz to ty będziesz cierpiał. Na początku zajmę się twoją córką, Izabellą.
- Nie, błagam - wyszeptał Abbey - Nie rób jej krzywdy.
- Moja żona prosiła cię o to samo! - wrzasnął tamten w odpowiedzi - Ale ty nie miałeś litości. I ja też nie będę jej miał. Na początku sprawię ból twojej córeczce, zabijając każdą osobę, która będzie dla niej ważna, a potem na twoich oczach strzelę jej w łeb. Następnie, gdy już będziesz totalnie zrozpaczony, sprawię, że twoje cierpienie będzie się powiększać jeszcze bardziej. Bo musisz pamiętać, że ja nie chcę cię zabijać. Ja chcę, żebyś sam błagał o śmierć. Pragnę zemsty za to, że odebrałeś mi dwójkę najważniejszych osób w moim życiu.
Popchnął krzesło na którym siedział skrępowany Thomas. Po chwili Abbey poczuł silne kopnięcie w brzuch.
- Kim ty jesteś? - wychrypiał, jęcząc z bólu.
- Styles. Nazywam się Anthony Styles.
OD AUTORKI: Witajcie w ostatni dzień długiego weekendu :) Mam nadzieję, ze rozdział choć w najmniejszym stopniu przypadł Wam do gustu i że jest sens pisać dalej historię Beauty & The Geek. Przepraszam Was za to, że pojawiły się opóźnienia w związku z rozdziałem, ale chyba będziecie musieli się do nich przyzwyczaić, bo mogą niestety pojawiać się częściej. Tak więc zapraszam do komentowania i wyczekiwania nowego rozdziału, który nie ma jeszcze dokładnej daty premiery. Camille xx
http://ask.fm/BeautyandTheGeekCamille
Jednocześnie chciałabym podziękować Alexii L. Heady za wspaniały szablon :*


O kurde! :O jak tylko zobaczylam: "oświetlając nieco dłuższe, kasztanowe włosy" to od razu skmojarzylo mi się coś z Harrym, ale od razu wiedziałam, że to nie może być on, ale że to jego tata, to nigdy bym nie powiedziała! :O Oj, gdyby tylko Harry wiedział o wsyzstkim.. A co jeśli Anthony zabije tez Harrego? :O nieee, myśle że to się jeszcze jakoś uloży, odbrze że już przynajmniej wiemy, co się może stać :) ale licze na to, że Harry i Emily przeżyją caałe opowiadanie :*
OdpowiedzUsuńA tak ogolnie, to Kama, meeega rozdział, kurde, masz taki ogromny dar do pisania! :O I tak, rozdział baaaardzo przypadł mi do gustu :* i koniecznie musisz pisac dalszą część, no pliis! <3 Do napisania :*
Jest godzina 23:29, Jutro szkoła, a ja powinnam już od godziny lezeć w łóżku, ale ten twój blog.. Naprawdę mnie wciągnął! I jeszcze końcówka tego rozdziału! To wszystko jest niesamowite, tajemnicze, mroczne.. Fajnie, że tutaj wpadłam i czekam na nowy rozdzial :)
OdpowiedzUsuńMasz niesamowity talent i na prawdę ciekawe pomysły. I choć strasznie boję się co może się stać w przyszłości, to nie mogę się doczekać kolejnej części ♥
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że stanie się nic złego :)
Rozdział przecudowny ♥ Ale na serio taki szok na końcu że aż coś mi podskoczyło w brzuchu o.0 /G
OdpowiedzUsuńWow! Genialne to jest <3 Masz wielki talent:) A ta akcja na końcu no niesamowite :) Już chcę nowy :D
OdpowiedzUsuńDo Anthoniego: Ty idioto! Jak jesteś porywaczem i zdradzasz ofierze swoje dane osobowe, to potem ładujesz kulkę w łeb! Nie pomyślałeś o tym, że ten debil ucieknie i cie wyda policji?
OdpowiedzUsuńTak w ogóle, to ten rozdział jest świetny! Poznaliśmy tatę Harrego i omal Emma nie zginęła i mam nadzieję, że Anthony nie posunie się za daleko :)) Że pozna Harrego i... i jakoś szczęśliwie się to skończy.
Pozdrawiam i tulę cieplutko ♥ x
Btw dziękuję za ten tekst po prawej - naprawdę nie musisz polecać mojego bloga, jednak jestem ci bardzo wdzięczna. Dziękuję, naprawdę <3 x
UsuńŚwietny i tajemniczy rozdział ;) Już dawno nie miałem tak dobrej lektury. Twój BD
OdpowiedzUsuńJej! Świetny rozdział. Aż ciarki przechodziły po plecach, a te ostatnie słowa i ten moment, gdy okazuje się, że porywacz jest ojcem Harrego *o* Chyba nie możesz pisać już lepiej niż dotychczas ;) Weeeeny / Zuza
OdpowiedzUsuńAaaaaaaaaaaa!!!!!! O mamooo . *u*
OdpowiedzUsuńNa początek. Dziękuję , dziękuję , dziękuję za dedykację . ♥
Rozdział przewspaniały . Po prostu nie wiem jak wyrazić swoje zachwycenie . Tyle emocji w jednym rozdziale. To się nazywa mieć talent
+ Śliczny szablon ;)
Zajebisty rozdział ! :D Uff, na szczęście naszym gołąbeczkom nic się nie stało ^^ Ale faktycznie ten wypadek to nie był wypadek xD Już wiemy, co stało się z ojcem Izy. Boże, ojciec Stylesa, nigdy bym się tego nie spodziewała ;3 On naprawdę chce się mścić ? I to na Isabelle ? Pozna Harry`ego ? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi xD Czytam następny ;*
OdpowiedzUsuńM.