~*~
(dedykacja dla Alexia Lee Heady za najwspanialszy nagłówek i cudne rozdziały na jej blogu)
Wydawało
jej się, że czas stanął w miejscu, a wszystko wokół przestało istnieć,
gdy chłopak chwycił w swoje delikatne dłonie jej twarz i złączył ich
usta w namiętnym pocałunku. Jej serce biło jak oszalałe, a motylki w
brzuchu dawały o sobie znać ze wzmocnioną siłą. Harry jedną rękę
przeniósł na tył pleców Emmy, przysuwając ją bliżej siebie. Brunetka
wplotła swoje palce w kasztanowe loki szesnastolatka lekko je ciągnąc,
na co on zareagował cichym jęknięciem. Żadne z nich nie chciało
przerywać tej chwili, ciesząc się każdą jej sekundą.- To było... - zaczął lekko zdyszany Harry, patrząc prosto w oczy Emmy.
- Fantastyczne - dokończyła za niego. Chciała ponownie zacząć całować jego cudowne usta, ale czyjś głośny krzyk jej w tym przeszkodził.
- Emma! - Izabella z niemałym trudem wspinała się w wysokich szpilkach na strome schody, przytrzymując się jedną ręką ściany, a w drugiej ściskając materiał różowej sukienki - Zejdź na dół! Zaczynają się wybory na króla i królową balu!
Emma cicho westchnęła i posyłając Harry´emu przepraszający uśmiech, wstała z ławeczki idąc w stronę przyjaciółki.
- Zaraz zejdziemy - powiedział brunet także się podnosząc i podchodząc do klatki schodowej. Trzeba dodać, że zrobił to bardziej niż niechętnie. „A było tak pięknie...” wzdychał w myślach, przy okazji przeklinając Izabellę za jej „wspaniałe” wyczucie czasu. W trójkę zeszli na dół, a głośna muzyka znowu uderzyła w ich uszy.
~*~
- Tak więc, czas ogłosić wyniki!
Głośny głos spikera uciszył panujący na sali gwar, tańczące jeszcze pary z niechęcią się od siebie oderwały, a muzyka puszczana przez DJ´a została wyciszona tak, że w tle dało się słyszeć jedynie ciche pobrzękiwania jakiejś spokojnej piosenki. Spiker, którym był Louis Tomlinson, jeszcze raz zastukał w mikrofon, chcąc sprawdzić, czy dobrze go słychać. W końcu podniósł trzymane w dłoniach koperty i gdy tłum uczniów skończył wiwatować po ich zobaczeniu, ponownie zabrał głos.
- Wszystkie oddane
przez was głosy zostały już podliczone. Mam nadzieję, że będziecie
zadowoleni z tegorocznych króla i królowej Wiosennego Balu Casisdy High
School!Gromkie brawa rozległy się na sali. Uczniowie zakładali się między sobą, obstawiając zwycięstwa. Po chwili Louis otworzył jedną z kopert i lekko się uśmiechnął widząc wypisane tam imię i nazwisko.
- A więc... - zatrzymał się na chwilę i zmierzył wszystkich uczniów wzrokiem - To było proste oraz oczywiste i szczerze mówiąc, nie spodziewałem się jakiegoś innego wyniku. Królową Balu zostaje Izabella Abbey!
Blondynka podniosła się ze swojego krzesła i przyjmując gromkie brawa, skierowała się w stronę podestu. Po drodze poprawiła jeszcze fałdy swojej sukienki i wyłapała parę zazdrosnych spojrzeń od innych dziewczyn. „Ja jestem najpiękniejsza”.
Stanęła obok dziewczyny, która założyła na jej głowę złocistą koronę i okręciła się parę razy szeroko się uśmiechając. Potem podeszła do mikrofonu i trzymając w dłoniach naręcze kwiatów, zaczęła swoją przemowę:
- Jesteście niesamowici. Naprawdę cieszę się, że to ja zdobyłam ten tytuł, bo rzeczywiście tylko JA byłam go w pełni godna. Bo przecież to jest rzeczą oczywistą, że jestem najpiękniejszą dziewczyną w tej szkole, prawda?
Parę osób pokiwało niepewnie głowami.
- Tak więc,
jeszcze raz ogromne podziękowania dla was i proszę o brawa dla mnie!
Aplauz dla Izabelli!Pewna siebie i niezmiernie szczęśliwa usiadła na swoim „tronie”.
- Skoro mamy już królową przyszedł i czas na króla - Louis otworzył ostatnią kopertę. Zdziwienie widocznie zagościło na jego twarzy.
- Naprawdę nie sądziłem, że kiedykolwiek to powiem - brunet podrapał się po głowie - To jest tak niesłychany wynik głosowania, że chyba zapiszę ten dzień w kalendarzu. Panie i Panowie, królem Balu zostaje.... HARRY STYLES!
Tak gigantycznej fali oklasków Harry nie słyszał od czasów koncertu Coldplay, na którym był razem z Darrenem dwa lata wcześniej. Speszony podniósł się z krzesła i nieśmiało podszedł do Louisa. Ten włożył mu na głowę srebrną koronę i podał do rąk mikrofon.
- Tak naprawdę, to w ogóle nie spodziewałem się, że wygram - Harry pokręcił z niedowierzaniem głową - Myślałem, że nie zagłosujecie na mnie, bo królem balu niezmiennie był Lucas i gdy usłyszałem moje imię i nazwisko, to w to nie uwierzyłem. Szczypałem się po ramieniu nerwowo powtarzając, że to był tylko sen albo jakiś mój wymysł - spojrzał niepewnie na berło, które trzymał w lewej dłoni - To pierwsza taka moja przemowa, więc tak dokładnie nie wiem co powiedzieć. Chyba jedyne, co mogę zrobić, to wam podziękować, bo takie wyróżnienie jest dla mnie naprawdę czymś ważnym. Dotąd czułem się obco wokół was, a dziś nareszcie poczułem, że tworzę z wami jedną całość. Dziękuję!
„Może nareszcie moje
życie się odmieni?”
~*~
Izabella z każdą chwilą na balu coraz bardziej się nudziła. Niezadowolona patrzyła w stronę Harry´ego, który wirował w tańcu, obejmując Emmę. „To ja powinnam tam być” pomyślała biorąc do ust spory łyk ponczu. Zawiedziona mieszała różowawą ciecz długą rurką, tworząc na jej powierzchni małe wodne wiry. Felix też jakoś nie zaprosił jej do tańca, tylko stał oparty o jedną ze ścian i rozmawiał z Louisem.
Blondynka cicho westchnęła i podniosła się z krzesła. Postanowiła pójść już do domu, bo nuda za bardzo dawała jej się we znaki.
Gdy wyszła na zewnątrz zimny wiatr owiał całe jej ciało, dlatego szczelniej otuliła się futerkiem i powolnym krokiem ruszyła chodnikiem w stronę mieszkania. Nawet nie chciało jej się pytać Felixa, czy podwiózł by ją do domu. Z góry znała odpowiedź.
Zauważyła, że ostatnio ich wzajemne relacje nie wyglądają już tak samo. Że coś się między nimi popsuło. Zniknęły gdzieś czasy, w których każdą wolną chwilę poświęcali sobie nawzajem chodząc do kina, kawiarni, czy choćby na spacer. Gdy wzajemnie się śmiali i gdy każdą sytuację w ich życiu przeżywali wspólnie. „Nawet nie wiem, co się u niego dzieje...”.
Jakiś samotny samochód przejechał ulicą, oświetlając
ciemną ulicę jaskrawym światłem. Wszędzie dookoła panowała cisza. Miasto
pogrążone było w głębokim śnie i tylko sala gimnastyczna Casisdy High
School tętniła życiem.Izabella powoli dotarła do swojego podjazdu. Zdziwiło ją to, że brama wjazdowa została otwarta. Przecież jej tata na pewno został w domu, bo nie miał dziś żadnej konferencji biznesowej. Niepewnie przeszła żwirową ścieżkę i nagle jej dom zaczął jej się wydawać jakiś obcy. Skąpany w mroku wyglądał jak jeden z tych nawiedzonych domów, które widziała w filmach. A do tego powietrze wydawało się czymś przesiąknięte. Czymś gęstym, co utrudniało jej oddychanie.
Wahając się ułożyła dłoń na pozłacanej klamce, która emanowała potwornym zimnem. Dziewczynę przeszły drgawki. Nacisnęła na metalowy przedmiot i weszła do środka.
Wszędzie dookoła panowała niczym niezmącona cisza. Izabella mogła usłyszeć jedynie swój własny oddech, który nagle stał się nieregularny. Zaczęła nerwowo szukać włącznika światła, ale gdy go nacisnęła nic się nie stało. Ciemność wciąż otaczała jej sylwetkę, a blondynce wydawało się, że oplata ją niczym gruby sznur. Chcąc zapewnić sobie trochę jasności otworzyła dolną szafeczkę i wyciągnęła z niej małą, podręczną latarkę. Na szczęście baterie wciąż działały i mogła spokojnie ją uruchomić. Delikatnie nacisnęła na przycisk z przodu latarki i żółtawy snop światła padł na korytarz w jej domu, oświetlając beżową ścianę. Izabella krzyknęła, gdy zobaczyła co się na niej znajduje.
Duża ręka odbita w krwi.
Wyglądała na jeszcze całkiem świeżą, bo dopiero co zasychała. Dziewczynie stanęło serce, a oddech uwiązł w gardle. Wiedziała, że stało się coś złego. Niepewnie zrobiła krok do przodu i potem rzuciła się biegiem przez korytarz biegnąc w stronę kuchni. To co tam zobaczyła spowodowało, że o mało nie zemdlała.
Homer leżał oparty o jedną z kuchennych szafek. Wokół niego
skupiło się mnóstwo krwi, jego i tors i ręce były całe nią pokryte. Jego
głowę zdobiła całkiem pokaźna dziura, spowodowana najprawdopodobniej
kulą. Twarz wykrzywiał mu ogromny grymas bólu. Koszulę miał całą
potarganą, cienkie pasy materiału zwisały na jego ciele. Ale i tak
najstraszniejsze były oczy. Szeroko otwarte, poszarzałe, ale tak głęboko
wpatrujące się w nią beznamiętnym wzrokiem, że wydawało jej się, że
przeszywają jej całe ciało. Zaczęła cała dygotać, a po chwili słone łzy
zapełniły jej oczy. Nie mogąc dłużej patrzeć na szkarłatną ciecz
wybiegła z kuchni. Chciała uciec, wybiec z domu i już tu nigdy nie
wracać. Ale musiała odnaleźć jeszcze ojca. „On musi żyć” powtarzała te słowa jak mantrę. Nie dopuszczała do siebie myśli, że mógł umrzeć. Może i czasami ją denerwował albo złościł, gdy miał odmienne zdanie niż ona. Gdy całymi dniami nie było go w domu, bo „praca była ważniejsza”. Gdy czasem na nią nakrzyczał z byle powodu, bo jakiś klient wkurzył go w firmie.
Ale bywały też i takie chwile, w których kochała go najbardziej na świecie. Gdy siedzieli razem patrząc na gwiazdy i wymyślając własne gwiazdozbiory. Gdy zabierał ją do kina i razem śmiali się na jakiejś komedii. Gdy przychodził do niej w nocy i składał na jej czole pocałunek myśląc, że już śpi, a ona tak naprawdę na niego czekała. Ojciec był jedyną rodziną, w której teraz miała oparcie. Co prawda miała jeszcze siostrzyczkę i mamę, ale bardzo rzadko je widywała, ponieważ mieszkały bardzo daleko i nie mogły jej zapewnić codziennego rodzinnego ciepła. Ojciec starał się jak mógł, by córce dobrze się żyło. I mimo iż czasami nie za bardzo mu to wychodziło, to jednak wkładał w to całe swoje serce i dlatego ona tak bardzo go kochała.
Wstrzymując oddech stanęła przed drzwiami gabinetu swojego ojca. To było pomieszczenie, w którym spędzał najwięcej czasu, najczęściej pracując przy laptopie lub pisząc i sortując masę walających się po biurku papierów. Wystrój był typowo męski. Nie było w nim widać ani grama kobiecej ręki odkąd rodzice Izabelli się rozwiedli.
Szesnastolatka pełna obaw otworzyła drewniane drzwi,które strasznie zaskrzypiały. Ich dźwięk przebił się przez panującą ciszę. Przechodząc przez próg, miała wrażenie, że jej serce przepełnione jest strachem. Czuła jakieś złowrogie fluidy, które otaczały jej sylwetkę szyderczo się uśmiechając. Skierowała snop latarki w głąb gabinetu. W jego świetle zdołała zauważyć zniszczonego laptopa leżącego na ziemi, porozrzucane teczki, marynarkę ojca rozwieszoną na fotelu i kolorowe długopisy walające się po nieuporządkowanym biurku. Najbardziej jednak zdziwiła ją głęboka szrama na drewnianym meblu, która wyglądała, jakby ktoś próbował rozłupać przedmiot na pół, wbijając w niego siekierę. Jej serce zaczęło szybciej pompować krew, gdy wyobraziła sobie, co tu mogło się stać podczas gdy ona świetnie bawiła się na balu. Przerażające krzyki wypełniły jej głowę.
Oświetliła jeszcze raz cały gabinet i z ulgą odetchnęła, gdy nie zauważyła w nim ciała ojca. Pośpiesznie wyszła z gabinetu zamykając drzwi.
Nagle usłyszała kroki. Ciężkie kroki, które dochodziły z górnego piętra i głośno dudniły w jej uszach. Przerażona stanęła w bezruchu wstrzymując oddech. Odgłosy kroków jeszcze bardziej się nasiliły. Tajemnicza postać zaczęła schodzić po schodach, a po chwili dało się słyszeć uderzenie w ścianę. Uderzenie siekierą.
Izabella zaczęła uciekać. Do drzwi wyjściowych miała za daleko, więc zdecydowała się na piwnicę. Nerwowo pociągnęła za klamkę i zaczęła biec po schodach. Gdy już była na samym dole potknęła się i upadła na ziemię. Zaraz jednak szybko się podniosła napędzana strachem, który ją wypełniał i mimo tego, że okropnie bolała ją noga odsunęła jedną ze starych półek w piwnicy i skryła się w małym zagłębieniu między dwoma ścianami.
Zawsze, kiedy bawiła się z Lucy w chowanego, jej mała siostrzyczka wybierała właśnie tą kryjówkę, przez co Izabella nigdy nie mogła jej znaleźć. Blondynka i tym razem miała nadzieję, że pozostanie nieodkryta.
W całym powietrzu unosił się zapach konfitur i przetworów owocowych poukładanych równiutko na półkach. Przez szparę między nimi dziewczyna obserwowała pomieszczenie, starając się wykryć jakikolwiek ruch.
Drzwi od piwnicy gwałtownie się otworzyły i ciężkie kroki dało się słyszeć na kamiennych schodach. W oczach Izabelli zebrały się łzy, gdy pomyślała, że to może być już koniec.
Że już nigdy nie pójdzie na zakupy. Że już nigdy nie spotka się z Emmą. Że już nigdy nie zdąży pogodzić się z Felixem. Że już nigdy nie przeprosi Harry´ego. Że już nigdy nie zobaczy Lucy. Że już nigdy nie dorośnie, że nie będzie mieć męża, dzieci, wnuków...
Wstrzymała oddech i naprawdę wydawało jej się, że napastnik słyszy jej głośno bijące serce, które o mało nie wyskoczyło z jej klatki piersiowej. Skuliła się jeszcze bardziej, przyciągając materiał poszarpanej różowej sukienki do siebie, by zapewnić sobie choć trochę ciepła. Stopy miała całkiem bose, ponieważ zgubiła szpilki podczas ucieczki.
Tajemniczy mężczyzna, którego poznała po szeroko rozstawionych barkach, stał oświetlony przez smugę światła padającą z góry. „Pewnie zdołał przywrócić prąd w domu” pomyślała Izabella dygocząc z zimna. Po chwili napastnik, nie widząc niczego podejrzanego, wrócił po schodach na górę i mocno zatrzasnął drzwi, pozostawiając Izabellę z powrotem w mroku i ciemności.
Mijała godzina za godziną, a Izabella wciąż była zbyt przerażona by wyjść z ukrycia. Gorliwie nasłuchiwała, ale już dawno niczego nie słyszała, tak jakby napastnik zdołał już opuścić jej dom. „Może naprawdę już sobie poszedł...” pomyślała z nadzieją i powoli wyślizgnęła się z zagłębienia. Z ulgą wyprostowała nogi, zmęczone ciągłym klęczeniem i uważnie zaczęła wychodzić na górę. Przekroczyła próg drzwi od piwnicy i stanęła na korytarzu, który był lekko oświetlony przez promienie wschodzącego słońca. „Przesiedziałam tam na dole z dobre parę godzin” pomyślała z niedowierzaniem, patrząc za zasłony.
Już
chciała wyciągnąć swój telefon i zadzwonić na policję, gdy kątem oka
zauważyła błysk metalu na końcu korytarza. Błysk ostrza siekiery i
postawną sylwetkę ubranego na czarno mężczyzny. Z krzykiem zaczęła biec
po schodach, słysząc jego głośne kroki i ciężki oddech za plecami. Nie
miała gdzie uciekać. Wpadła do swojego pokoju i zamknęła drzwi na klucz.
Zaczęła nerwowo rozglądać się po pokoju, szukając drogi, którą mogłaby
uciec przed tajemniczym napastnikiem. Zauważyła swoją pościel i
pośpiesznie zaczęła wiązać ją z prześcieradłem, gdy pierwszy cios
siekierą przebił jej drzwi. Płacząc, szybciej wiązała supły, czując jak czas umyka jej między palcami.
Uderzenia padały coraz częściej, a drewniane drzazgi latały po całym pokoju.
W pewnym momencie padł ostateczny cios.
Drewniane drzwi przełamały się na pół.
OD AUTORKI: Witajcie po dwutygodniowej przerwie :) Przepraszam, że ten rozdział jest taki krótki i nudny, ale gdy wczoraj przepisywałam go na komputerze i miałam już gotowego, nagle się usunął. Jeszcze nigdy nie szło mi tak opornie pisanie tego samego tekstu, ale że nie chciałam Was zawieść, napisałam go od nowa, stąd też nie jestem z niego zadowolona, bo wyszedł o wiele gorzej niż w wersji pierwotnej.
Zauważyłam też, że spadliście w komentowaniu. Co wy na to, by rozdziały dodawać co dwa tygodnie?
Zapraszam też tu http://batoniki-marchewki.blogspot.com/ , ponieważ chciałabym, byście ocenili jak napisałam scenkę porwania Harry'ego ;) Za wszystkie komentarze ogromnie Wam dziękuję. Have a nice day xx

I zmieniłaś wygląd bloga! Ojej <3 Matko, jaki rozdział! Chociaż, nie darze Izabelli sympatiom, to jednak boję się co stanie się w kolejnym rozdziale :o Może zdąrzy uciec, w sumie, to oby :) Bo boję się o nią O.o Ciekawe również jak dalej potoczył się bal, bez królowej :) I z tego co pamiętam miałaś też dodać do tego rozdziału coś o Zaynie, więc myślę, że w następnym to uzupelnisz :) Także podsumowując świetny rozdzial ;) Pliss, dodawaj dalej rozdziały tak jak teraz, co tydzień, bo przecież ja sie uzależniłam! <3 Do zobaczenia w poniedziałek w sgl :*
OdpowiedzUsuńOjej, rzeczywiście zapomniałam o Zaynie ;c Ale to przez to ponowne pisanie. W każdym razie wszystkich przepraszam xx
UsuńWow! Rozdział jest genialny! Świetnie opisujesz przeżycia i sytuacje, dlatego nie wyobrażam sobie czekania na takie genialne rozdziały, aż 2 tygodnie. No, ale jeśli trzeba będzie to wytrzymam, bo jest na co czekać :)
OdpowiedzUsuńAle akcja! Super :) Dziś znalazłam Twojego bloga i przeczytałam od razu wszystkie rozdziały są cudowne <3 Już nie mogę się doczekać kolejnego :D
OdpowiedzUsuńDziękuję za kolejne dedykacje <3 Jesteś wspaniała!
OdpowiedzUsuńRozdziały co dwa tygodnie?! O nie, nie rób mi tego! Moje serduszko nie wytrzyma tak długiego czekania :(
A ten rozdział był taki... wow. Nie ma chyba żadnych słów do opisania TEGO dzieła! Harry pocałował Emily - awww. Izabela się wtrąciła, ugh. No i Hazza został królem balu! :) To pokazało jak bardzo w naszych czasach liczy się wygląd, a nie osobowość, niestety...
Chociaż z całego serca nienawidzę naszej Izy, to zaczęłam się o nią bać, gdy po jej domu zaczął chodzić jakiś psychol. No i oczywiście skończyłaś w takim momencie że ugh, nie lubię cię za to. Czemu każdy tak robi, co? To nie jest fajne! :(
W każdym bądź razie mam nadzieję, że pozostali czytelnicy zepną dupska i zaczną komentować, a ty będziesz taka kochana i następny rozdział (gdzie mam nadzieję pojawi się Zen he he he) dodasz już za szeeeeść dni <3
Kocham, kocham, kocham i czekam na następny x
Ale akcja! Jak to czytałam, sama się bałam. Uff..
OdpowiedzUsuńAle wracając do początku ... jejejeje ! Harry pocałował Emmę . Tak się strasznie cieszę, że skakałam z radości jak to przeczytałam (dosłownie).
Później ta akcja w domu Izabelli . Po prostu pisana świetnie, genialnie, cudownie. Aż nie wiem co napisać żeby wyrazić jak bardzo mi się podobała. *o*
Strasznie mnie ciekawi co będzie dalej i w ogóle też ciekawi mnie postać Is, bo tak naprawdę ona jest chyba czułą dziewczyną, a w szkole zmienia tak swoje zachowanie. Przynajmniej mi się tak wydaje.
I jeszcze zakończyłaś tak tą całą akcję, że miałam ochotę coś rozwalić. No, ale zakończenie bardzo ciekawe i mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się za tydzień ,a nie jak ten za dwa. Plossseeemm ! ♥ Ja nie wytrzymam tak długiej przerwy.
I jeszcze mam nadzieję, że w następnym rozdziale będzie coś o Zaynie lub o Niallu :*
Jeszcze raz : Rozdział jest cudowny !
Kocham i czekam z niecierpliwością do następnego ♥
Buziaki x
nie, prooszę nie3 co 2 tygodnie ;((...
OdpowiedzUsuńrozdział świetny !
Koocham <3
Świetne.:)x
OdpowiedzUsuńhttp://grenade-tlumaczenie.blogspot.com
To jest bardziej komentarz, czy SPAM? xx
UsuńŚwietny, świetny i jeszcze raz ŚWIETNY! Było tyle akcji, że cholera! Z jednej strony zapowiada się super: całusy, impra, Harry jako król balu... a potem taka dramatyczna scena... This is AMAZING! Kocham tego bloga, a wy czytelniczki KOMENTOWAĆ! Nawet nie wiecie ile satysfakcji daje Camilli chociaż jeden komentarz! Jeśli czytasz - komentuj! A jeszcze dodam, że ten rozdział był pełen emocji i nie mogę doczekać się następnego! Weny :) >ankaa<
OdpowiedzUsuńFajne ;-)
OdpowiedzUsuńNominuje Cię do Liebster Awards ! Więcej na blogu : http://opowiadanieoonedirection1dlove.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńZajebisty rozdział ! :D W pierwszej części serce chciało wyskoczyć mi z piersi ;3 Tak ! Był pocałunek ! :D I jaki romantyczny, zapewne pierwszy Harry`ego ^^ Tylko Iza oczywiście musiała im przerwać xD Wiedziałam, że Hazz zostanie królem balu ;) Tylko liczyłam, że coś wydarzy się pomiędzy nim, a Bellą, w końcu to królewska para ;3 Druga część naprawdę mnie zaskoczyła O.O Kto to może być ? Kto chciał śmierci jej ojca ? I co stanie się teraz ? Nie wyrobię, czytam dalej ;*
OdpowiedzUsuńM.