~*~
(dedykacja dla R.)
Czy ma być
ona krótka czy długa? Obcisła czy rozkloszowana?
Ciemna czy jasna?
Świecąca czy matowa?
Tyle opcji do wyboru... Już od samego myślenia zaczynała boleć ją głowa.
- Czego się uczysz?
Zupełnie niespodziewanie dosiadła się do niej Izabella świecąc tym swoim olśniewającym, białym uśmiechem na prawo i lewo. Blondynka wyciągnęła ze swojej torby małe podręczne lusterko i zaczęła się w nim przeglądać, poprawiając ułożenie swoich włosów. Emma wywróciła młynka oczami głośno wzdychając.
- Ty się nigdy nie zmienisz, prawda?
Abbey przestała wykonywać wcześniejszą czynność i wlepiła swoje władcze spojrzenie w brunetkę.
- Jeśli masz na myśli to, jaka jestem ładna, to masz rację. Pod tym względem nigdy się nie zmienię - cmoknęła w stronę byłej przyjaciółki. Emma założyła nogę ma nogę i zamknęła zeszyt.
- Nie - zaczęła - Nie o wygląd zewnętrzny mi chodziło. Chodziło mi o twoją psychikę. Chciałabym, żebyś...
- Chcieć to zawsze możesz, ale raczej nie teraz - przerwała jej w pół zdania rozentuzjazmowana Izabella, odkręcając butelkę wody mineralnej - Lepiej pogadajmy o balu wiosennym. Masz już partnera? Kogo zaprosiłaś?
„Takiej
to nigdy nie przegadasz...”
- Idę z Harry´m.
Izabella wypluła całą wodę przed siebie i szybko otarła usta, gdy jakiś chłopak na korytarzu zaczął się śmiać.
- Tylko mi nie mów, że z TYM Harry´m - wzięła kolejny łyk do ust.
- Zaprosiłam Harry´ego Stylesa.
Przeźroczysta ciecz poraz kolejny wylądowała na swetrze i jeansach blondynki. Zażenowana dziewczyna czym prędzej wyciągnęła z torby chusteczki i zaczęła wycierać mokre ubranie mrucząc coś niewyraźnie pod nosem. Zużyte papierki wrzuciła do kosza, przy okazji całkiem „niechcący” stawając na stopie chłopaka, który ciągle rechotał stojąc w kącie. Wróciła z powrotem na drewnianą ławkę.
- Nie mogę w to uwierzyć - powiedziała kręcąc z niedowierzaniem głową - Ty idziesz z tym kujonem na najważniejszy bal w Casisdy High School? Rozumiesz, że stracisz na tym w oczach wszystkich uczniów naszej szkoły?
- Dlaczego miałabym cokolwiek tracić? - obruszyła się Emma -
Kujon, czy nie kujon. Ja jakoś nie widzę w tym żadnej różnicy -
wzruszyła ramionami ponownie otwierając zeszyt.- Harry jest... - uśmiechnęła się, przywołując sobie jego obraz w wyobraźni - Wyjątkowy. Nigdy nie spotkałam kogoś tak... - zawiesiła się na moment, zamykając oczy - tak otwartego, miłego, pomocnego, dobrego, inteligentnego...
- Brzydkiego, o kompletnym braku gustu, z fatalnym wyczuciem stylu... - wtrąciła się Izabella, oglądając swoje różnokolorowe paznokcie.
- Kogoś tak niezwykłego - dokończyła Emma z wyrzutem patrząc na koleżankę - Iza. Ja nie chcę się z tobą kłócić, naprawdę - chwyciła jej dłonie w swoje - Przeżyłyśmy razem tyle wspaniałych chwil, że aż nie sposób je policzyć. Nie chcę tego tak po prostu stracić, wiesz? Nie wiem ja dla ciebie, ale ty jesteś dla mnie jedną z najważniejszych osób i po prostu... - urwała na chwilę, nie wiedząc co powiedzieć - Możemy znowu być przyjaciółkami? - popatrzyła w oczy blondynki z wyczekiwaniem.
- Tttak... - Izabella miała łzy w oczach, gdy zamknęły się w czułym uścisku.
Na słowa Emmy serce Abbey dogłębnie się poruszyło. Już od tak dawna nikt nie pokazał jej, że się o nią martwi, że w jakikolwiek sposób się o nią troszczy. Jej stwardniałe serce rozkruszyło się w pewnym maleńkim stopniu, ale czy sama dziewczyna jakoś się zmieniła?
„Czas pokaże...”
~*~
Zimny wiosenny
wiatr kołysał wysokimi drzewami, na których zaczęły pojawiać się już
pierwsze zielone liście. Ptaki radośnie śpiewały, zwiastując rychłe
nadejście kwietnia, a już tylko gdzieniegdzie można było zobaczyć
pozostałości po zimowym śniegu.Buty Harry´ego zgniatały źdźbła trawy, które akurat dostały się pod ich podeszwy. Ich właściciel schował ręce głęboko w kieszenie cienkiego płaszcza i podciągnął plecak, który zsunął mu się z ramienia. Pociągnął nosem, chcąc pozbyć się złośliwego kataru i przyśpieszył kroku, chcąc szybciej dostać się do domu. Przechodził przez park i patrzył na wesoło biegające po drzewach wiewiórki. Ich rude ogonki powiewały na wietrze, gdy zbierały w swoje malutkie łapki orzeszki i zanosiły je do kryjówek.
Nagle Harry zamarł, słysząc tak dobrze znany mu głos.
- Kujonku, wybierasz się gdzieś?
Swobodnie oparta o drzewo stała Izabella z uwagą patrząc na niego i lustrując go od góry do dołu. Harry spuścił głowę, chcąc się oddalić.
- Nie tak szybko! - krzyknęła blondynka mocno łapiąc go za przedramię - Jeszcze nie skończyłam mówić!
Styles stanął z nią twarzą w twarz, nie uginając się nawet pod jednym z jej najodważniejszych spojrzeń.
- Wiesz co ci powiem? - powiedział z wyraźną drwiną w głosie - Na wszelkie sposoby starałem się cię polubić. Wmawiałem sobie, że gdzieś tam za tą grubą warstwą makijażu jest ta druga strona Izabelli. Współczująca i dobra dla innych, a nie opryskliwa i oceniająca innych po tym, jak dużo kasy ma w kieszeni. I wiesz co? Myliłem się - prychnął - Myliłem się co do wszystkiego. Jesteś tylko zwykłą szmatą, która rani wszystkich dookoła i dba tylko o swój własny tyłek. Samolubna i egocentryczna lalunia z pieniędzmi pod poduszką i otaczającymi ją dryblasami. Nawet nie wiesz, jak wielu ludzi cię nienawidzi. A ja stuprocentowo się do nich zaliczam.
Grymas wściekłości wymalował się na twarzy Izabelli, zanim z całej siły uderzyła go w policzek. Harry złapał się za bolący, czerwony ślad.
- Więc to otrzymują od ciebie ci, którzy mówią o tobie prawdę? Ból?
- Za wiele! Powiedziałeś za wiele!
Jej wrzask rozniósł się po całym parku. Zza drzew wyłonił się Lucas i jego dwie góry mięsa. Ten pierwszy mocno chwycił Harry´ego za płaszcz i uniósł go do góry tak, że jego nogi zawisły w powietrzu. Przez chwilę patrzył mu w oczy, mając na twarzy ironiczny uśmieszek, a potem z całej siły uderzył go w podbródek. Oczy Stylesa zaszły mgłą, gdy uderzył plecami o twardą ziemię. Zaraz potem otrzymał parę solidnych kopniaków w brzuch i zakrztusił się własną krwią. Pierwsze łzy napłynęły do jego oczu.
- Nieładnie Hazzy - zaśmiał się Lucas, poraz kolejny uderzając w jego kruche ciało - Zadzierasz z nią, zadzierasz i z nami.
Harry skulił się, by nie mogli już kopnąć go w brzuch. Bolały go wszystkie kości i błagał, żeby te dryblasy przestały się już nad nim znęcać.
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na horyzoncie pojawiła się pokaźnych rozmiarów sylwetka strażnika miejskiego. Przegonił on Lucasa grożąc mu drewnianą, twardą pałką i zakładem karnym. Mężczyzna podszedł do leżącego na ziemi Harry´ego i pomógł mu się podnieść. Chłopak podziękował ocierając usta z krwi i otrzepując zabrudzony płaszcz. Wziął z trawy upuszczony wcześniej plecak i razem ze strażnikiem powkładał do niego z powrotem wszystkie książki, które z niego wypadły.
Potem szczerze podziękował za pomoc i zaczął się oddalać. Jednak żar palący w płucach, ból w żebrach i całej reszcie ciała był niewyobrażalny. Harry zatoczył się i kurczowo złapał drzewa by nie upaść. Zaraz zjawił się obok niego strażnik, który podtrzymał go za ramię. Uśmiechnął się do niego smutno i pociągnął w stronę swojego samochodu.
- Chodź młody. Odwiozę cię do domu. Chyba nie masz nic przeciwko temu?
~*~
- Liam, musisz mi pomóc - błagalny jęk po drugiej stronie słuchawki o siódmej rano w sobotę nieco zmartwił Payne´a. Głos Harry´ego brzmiał jakoś tak smutno i niewyraźnie.
- Wszystko w porządku? - spytał zaniepokojony zbiegając na dół i szukając na wieszaku swojej czarnej kurtki. Popatrzył zza okno i zobaczył padający rzęsiście deszcz. „Świetnie. Teraz muszę wziąć jeszcze ten cholerny parasol. Tylko gdzie ja go zostawiłem?”
- Tak - westchnął przeciągle Harry - Ah... Tak właściwie to nie. Nic nie jest dobrze Liam. Wszystko się wali...
- Hmm... - szatyn sprawdzał już chyba dziesiątą szafkę - Poczekaj dobrze? Zaraz u ciebie będę, tylko znajdę parasol. Ścierwo się gdzieś zawieruszyło - mruknął, kiedy w po otwarciu kolejnych drzwiczek nie znalazł zguby - Aha. A możesz podać mi w ogóle twój adres? Nie za bardzo wiem gdzie mieszkasz.
- Sun Street 16 - cichy szept rozległ się po drugiej stronie. „Musi być naprawdę źle...”
- Zaraz wychodzę. Pa Harry.
Liam nacisnął czerwoną słuchawkę, kończąc rozmowę ze Styles'em. W końcu sfrustrowany tym, że nigdzie nie ma przeklętego parasola wyszedł z domu nie zabierając go. Na głowę założył jedynie kaptur i wszedł w strugi deszczu.
Szedł w przyśpieszonym tempie, by jak najszybciej dostać się do domu Harry´ego. Na skrzyżowaniu zauważył nazwę ulicy, na której mieszkał jego kolega i to właśnie w jej stronę się skierował. Przeszedł przez pasy i wkrótce wędrował wśród gąszczy małych, ale zadbanych domków z ładnymi ogródkami. Stanął przed niedużym mieszkaniem z numerkiem szesnaście i zadzwonił parę razy dzwonkiem. Przez chwilę nie było słychać niczego, więc szatyn jeszcze raz przyjrzał się adresowi zapisanemu pisakiem na dłoni.
Sun
Street 16.
Wszystko się zgadzało.
- Hej, jestem Liam. Kolega Harry´ego. A ty pewnie jesteś jego bratem?
Nieznajomy chłopak patrzył na niego ze zdziwieniem w oczach. Payne odrobinę się speszył.
- Powiedziałem coś nie tak? - zapytał nerwowo poprawiając włosy.
- Czy ty naprawdę mnie nie rozpoznałeś Liam?
Szatyn rozszerzył oczy ze zdziwienia tak, że prawie wypadły mu z orbit.
- Harry to ty?
Rzeczywiście twarz była taka sama. Te same kości policzkowe, te same usta, kształt nosa, te same zielone oczy i małe znamię. Zmyłkę spowodowały brak okularów i zupełnie inna fryzura.
- Nie, ufoludek - westchnął nerwowo Harry - Wchodzisz, czy nadal masz zamiar tak moknąć?
Liam wszedł do środka szybkim krokiem i zamknął drzwi. Ściągnął kurtkę i zawiesił ją koło lustra na małym haczyku. Harry w tym czasie usiadł na małej kanapie z parującym kubkiem w ręce. Zaraz Payne się do niego dosiadł. Chyba zbyt blisko, bo loki bruneta łaskotały go po policzkach.
- A więc... Co się stało Harry?
Szatyn wziął swój kubek z ławy, by choć trochę ogrzać ręce. Pusty i bez emocjonalny wzrok Stylesa, z którym za chwilę się zetknął spowodował, że Liam się przeraził i to dosłownie.
- Chcę umrzeć.
Kubek Liama wypadł mu z rąk i rozbił się na małe kawałeczki.
OD AUTORKI: Hej, hej! Co myślicie o nowym rozdziale? Swoje opinie zostawiajcie w komentarzach. I muszę Was powiadomić, że strasznie mi przykro z powodu tak niskiej liczby komentarzy. Tylko dzięki trzem osobom, które dodały komentarze w ostatnim momencie dzisiaj pojawia się szósty. Możecie im podziękować... W każdym razie mam do Was pytanie: Którego z bohaterów na razie najbardziej lubicie? Chcę też Was poinformować o trzech nowych piosenkach w pasku na górze i zaprosić do czytania i komentowania moich one-shotów, które znajdziecie tu: http://dodatki-camille-1d.blogspot.com/ .
Enjoy xx
.jpg)


Hej hej hej :D ale cudowny rozdział :) Już nie mogę się doczekać, kiedy pojawi się TEN Harry, bo zapewne się pojawi :D Kurde, akcja tak szybko się orzwija, że z każdym rozdziałem jeszcze bardziej nie mogę się doczekać następnego :D Najbradziej lubię.. hmmm- Harrego i Emmę, do napisania :*
OdpowiedzUsuńNie ma słów, które by opisały moje uczucia do tego rozdziału! Jak można za prawdę kogoś pobić! To było za wiele, na ze wiele sobie pozwolili! Teraz Harry chce umrzeć! Liam myślał, że to jego bliźniak, a tak naprawdę był to prawdziwy Harry bez "kamuflażu" kujonka. Strasznie się o niego boje! To Hazze najbardziej lubię i w tym opowiadaniu i z całego One Direction! Czekam z ogromnym zaciekawieniem na następny rozdział!
OdpowiedzUsuńMarzena ze Śląska
Rozdział CUDOWNY!!! <3 To co Harry powiedził Izz było prawdziwe :) . i wgl, ze miał odwage . normalnie az ciary miałam jak czytałam ten fragmet .
OdpowiedzUsuńI ta sytuacja jaak Liam myślał ze to bliźniak Harrego :) hehehe super :)
Ale nie chce zeby Harremu cos ssię stało ;c . Normalnie spadłam z krzesła jak Harry powiedział : chce umrzeć . No masakrra jakas :) Ale mam nadzieje ze Liam go wesprze i wszystko będzie dobrze :)
nie mogę się doczekać jak Harry juzz nie będzie wyglądał jak kujonek i znów będzie miał te sswoje najlepsze na maksa zajebiste loczki *_* !!!
czekam na next :)
Witam, Witam ;) Kolejny świetny rozdział. Czytanie Twojego bloga stało się już dla mnie rutyną dnia codziennego. Czekam na następny :*
OdpowiedzUsuńOMG! Opłacało się czekać ten jeden dzień dłużej :) Rozdział jak zwykle świetny, nowe piosenki wspaniałe i w ogóle wszystko jest cudowne! Czekam na kolejny z wielka niecierpliwością! A co do Twojego pytania: Najbardziej lubię Emmę i Hazzę ;D Aha i fajny, nieco odmieniony wygląd bloga :)
OdpowiedzUsuńMówiłam już, że nie lubię Izy? Chyba mówiłam. Nie polubię jej, srlsy, chociażby Harry miałby z nią być - a tak się pewnie stanie - będę jej nienawidzić do końca tego opowiadania i nawet i dłużej.
OdpowiedzUsuńGrzeczny Harry, powiedział to co myślał. Co wszyscy myślą.
I em... skarbie, nie, on nie chce się zabić. On sobie aby nie radzi z tą nienawiścią, ale Liam i Emma mu pomogą, prawda?
Kochaaam cię i czekam na następny x
@fflyfmc
Ajndxkshdfusde *-* Kochana , kocham to .
OdpowiedzUsuńHaha . Liczę na jeszcze więcej odwagi Harrego . Co do bohaterów to najbardziej lubię Hazzę , Li i Emmę ,a Is nienawidzę .
Nie mogę sie doczekać kolejnego . ♥
OMG! Świetny rozdział! Świetnie się wszystko rozkręca! ♥
OdpowiedzUsuńCzekam na nn ♥
Cudny rozdział, życzę weny i czekam na next !
OdpowiedzUsuńZapraszam także do mnie na nowy rozdział :
http://for-you-louis-tomlinson.blogspot.com/
Cudowny rozdzial :) Kurczę, nie wiem czemu tak późno :( Czekam z niecierpliwością na kolejny :)
OdpowiedzUsuńŚwietny<33
OdpowiedzUsuńUwielbiam to opowiadanie i już nie mogę się doczekać soboty ;*
Boże, zajebisty rozdział ! :D To tak: omatkoomatkoomatko ! Em faktycznie się zakochała ! :D Aż mi się cieplej na sercu zrobiło ^^ I wreszcie pogodziła się z Isabelle ! :) Szkoda tylko, że to nijak nie wpłynęło na zachowanie blondynki. Po co zaczepiła Harry`ego ? Jestem z niego dumna, wreszcie się jej postawił, ale to co stało się potem było okropne ;c Zapierdoliłabym, kurwa. Na szczęście Hazz ma jeszcze Liama <3 Mój ulubiony bohater :D Ale wracając do tematu: nie rozpoznał go, o Jezu ! ;3 Kto wie, może to właśnie on zaproponuje Stylesowi zmianę wizerunku ? ^^ Zakończeniem mnie zszokowałaś: jak to on chce się zabić ?! Lecę czytać następny ;*
OdpowiedzUsuńM.