~*~
(dedykacja dla Kasi F., mojej najlepszej koleżanki)
- Aż tak trudno w to uwierzyć? -
zachichotał Harry zwracając twarz w stronę Emmy i złączając swoje smukłe
palce z jej delikatną dłonią. Revie posłała mu serdeczny uśmiech.
-
Idziemy zatańczyć? - spytała, ciągnąc go w stronę szkolnego budynku.
-
Ależ oczywiście. Z tobą zawsze księżniczko.
Emma zarumieniła się słysząc
tą nazwę, która jej się strasznie spodobała. „Mów tak do mnie częściej”
poprosiła w myślach, patrząc w jego szmaragdowe, iskrzące się oczy.
Skierowali się do sali balowej zostawiając osłupiałą Izabellę z
rozdziawioną buzią na środku parkingu.
Gdy przekroczyli próg
pomieszczenia oczy wszystkich tam zebranych, zwróciły się właśnie w ich
stronę. Zaciekawieni uczniowie zaczęli szeptać między sobą z ożywieniem,
a Harry spłonął dorodnym rumieńcem czując ich palące spojrzenia
lustrujące go od góry do dołu. Razem z Emmą przecisnęli się głębiej w
stronę stolików i usiedli na wolnych krzesełkach obok Liama, który
powoli sączył poncz ze szklanki. W tle leciała jakaś energiczna muzyka.
-
Dobrze się bawisz? - spytał Harry Liama, który zawzięcie próbował
wypatrzyć kogoś w tłumie. „I ja chyba nawet wiem kogo” uśmiechnął się
Styles podążając za ruchami brązowych oczu przyjaciela. Payne nie
odpowiedział. Harry jeszcze przez chwilę posiedział z szatynem, a potem
zaciągnął Emmę na parkiet.
Już mieli zacząć tańczyć, gdy obok loczka
zebrała się całkiem spora grupka dziewczyn. Wszystkie miały na sobie
mocny makijaż, oryginalnie ułożone włosy i modne, lekko wyzywające
sukienki. Na dodatek wszystkie się przekrzykiwały.
- Angelika! Nie pchaj
się na mnie!
- Ała! Gnieciecie mi sukienkę!
- Hej! Zgubiłam gdzieś buta!
-
Rozwaliłaś mi fryzurę, Tamara!
Gdy w końcu trochę się uspokoiły,
wszystkie przybrały na twarzy zalotne uśmiechy i jednym głosem spytały.
-
Zatańczysz z nami?
Emma posmutniała. Ona nie miała ślicznego make-up´u,
wspaniałej fryzury i wysokich butów. Harry na pewno wybierze te śliczne
panienki i to z nimi będzie się bawił przez cały wieczór. Już chciała
się oddalić, ale powstrzymał ją mocny uścisk Harry´ego na jej
nadgarstku.
- Przepraszam moje panie - powiedział chłopak, przyciągając
Emmę do siebie - Ale dzisiaj jestem zarezerwowany tylko dla jednej
księżniczki.
Chwycił brunetkę za rękę i zaczął kołysać się z nią w rytm
puszczonej muzyki. Obrażone dziewczyny oddaliły się szukając innych
partnerów.
Emma niezmiernie się cieszyła tańcząc z Harry'm. Serce biło
jej ze dwadzieścia razy szybciej i czuła takie dziwne uczucie w brzuchu.
„Chyba się zakochałam...”.
W końcu melodia z rozrywkowej przeszła w
bardziej spokojniejszą i wolniejszą. Harry trochę niepewnie objął Emmę w
talii, a ta zarzuciła mu ręce na kark, gdzie splotła swoje palce,
okręcając swój srebrny pierścionek. „Jaki on jest wysoki”. Wtuliła się w
jego obojczyk, zaciągając się jego zapachem. Pachniał perfumami,
szamponem pomarańczowym i chłopcem, ale przede wszystkim Harry´m.
Przystojnym Harry´m z którym teraz tańczyła, gdy reszta dziewczyn
patrzyła na nią z nieukrywaną zazdrością. Ciało Emmy stykało się z
ciałem Harry´ego i z każdym dotknięciem przechodził ją mały dreszczyk. W
jego objęciach czuła się taka szczęśliwa i w tym momencie przestało się
liczyć wszystko inne. Była tylko ona i on.
~*~
Liam lustrował wzrokiem
całe pomieszczenie. Jego partnerka na tym balu, Abigail, bez przerwy
zrzędziła mu nad uchem i chłopak powoli miał już tego dość. Tak
właściwie zgodził się iść z nią tylko dlatego, że chciał być miły. Nie
ona była jego wymarzoną dziewczyną, z którą chciałby teraz tańczyć na
parkiecie. Po głowie wciąż chodziła mu pięknooka Nathalia z tym swoim
cudownym uśmiechem.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - warknęła Abigail,
odrzucając do tyłu swoje długie, rude włosy. Liam otrząsnął się z
zamyślenia.
- Przepraszam, zagapiłem się.
- No właśnie widzę - dziewczyna
prychnęła z pogardą - Przez pół minuty lałeś poncz zamiast do, to obok
szklanki.
Liam zerwał się na równe nogi, biorąc do ręki jakiś papierowy
ręcznik.
- I nic mi nie powiedziałaś? - syknął gniewnie, wycierając mokrą
plamę na obrusie.
- Nie widziałam takiej potrzeby - odparła
sarkastycznie i wstała od stołu, znikając gdzieś w tłumie
tańczących.
Liam westchnął, z powrotem siadając na krześle i wbijając wzrok
w jakiś punkt na ścianie. Kątem oka zauważył wtulonych w siebie
Harry´ego i Emmę, którzy kołysali się w rytm spokojnej muzyki. „I widać
kto tu jest mistrzem” uśmiechnął się Liam widząc zazdrosne spojrzenia
prawie wszystkich dziewczyn na sali „Zrobiłem Harry´ego na greckie
bóstwo. Tylko z tą różnicą, że zostawiłem go w ubraniu”.
Nagle poczuł
czyjąś dłoń na ramieniu. Odwrócił się i zamarł.
- Hej Liam. Zatańczyłbyś
ze mną?
Nathalia miała takie śliczne, proste zęby. Jej czerwone, pełne
usta złożyły się w cudowny uśmiech, włosy opadały kaskadą na alabastrowe, odsłonięte ramiona, a ta czerwona sukienka... Ach, leżała
na niej idealnie. Liam mimowolnie podparł się na łokciu, który
ześlizgnął się po białym obrusie, co spowodowało, że szatyn nie mogąc
utrzymać równowagi, spadł z krzesła. Zaraz szybko się podniósł,
poprawiając marynarkę i otrzepując ją z kurzu. Nathalia zaśmiała się
perliście, podchodząc odrobinę bliżej.
- Poczekaj, poprawię to.
Jej
delikatne palce okręciły przesunięty krawat na szyi Liama, a ten poczuł,
że robi mu się gorąco.
- To idziesz?
Dziewczyna wyciągnęła w jego stronę
swoją dłoń, a ten wahaniem ją uścisnął.
- Ttt... Tak. Jjj...asne.
Skarcił
się myślach za to okropne jąkanie się. „Co mam robić?” denerwował się,
gdy zaczęli tańczyć „Zapomniałem kroków! HARRY POMOCY!” wysyłał
przyjacielowi telepatyczne prośby i wezwania, ale ten ani myślał
przychodzić go ratować.
Liam przełknął nerwowo ślinę. „Raz kozie śmierć”
pomyślał, uspokajając oddech i dając się ponieść muzyce. Stawiał coraz
to pewniejsze kroki i z każdą sekundą nabierał pewności siebie. Po paru
minutach już bez przeszkód okręcał Nathalię dookoła i radował się,
słysząc jej szczery śmiech. Gdy przetańczyli już trzy długie piosenki,
usiedli przy stoliku by na chwilę odpocząć.
- Świetnie tańczysz -
uśmiechnęła się Nathalia, upijając łyk soku jabłkowego - Znaczy,
wiedziałam, że jesteś najlepszy w szkole, ale nie sądziłam, że aż tak.
Będziesz musiał nauczyć mnie kiedyś samby - wzięła z talerzyka małe,
czekoladowe ciasteczko - Od dziecka marzyłam, żeby ją zatańczyć.
Liam
uniósł dumnie głowę.
- Jasne - zgodził się - Możesz przychodzić do mnie w
czwartki po zajęciach.
- Naprawdę? - szczęśliwa dziewczyna rzuciła mu
się na szyję - Uwielbiam cię!
„A ja uwielbiam ciebie”
~*~
W zupełnie innej
części miasta Niall Horan właśnie awanturował się z ojcem. Właściwie to
pan Horan tokował od pewnego czasu, a Niall obserwował jego usta,
nieznacznie kiwając głową w takt muzyki odtwarzanej z iPoda.
Nie
wyglądali jak ojciec i syn. Henry miał rumiane policzki, sporą
nadwagę i z przyjemnością wsłuchiwał się we własny głos. Niall był
smukły, kochał skateboarding, a blond włosy wiecznie miał z nieładzie, co
sprawiało, że w szkole prywatnej wiele koleżanek wprost omdlewało z
zachwytu.
- Do diabła, zdejmij te cholerne słuchawki, kiedy do ciebie
mówię! - wrzasnął pan Horan, szarpiąc kabel.
- Nie usłyszałeś pewnie ani
słowa z tego, co do ciebie powiedziałem.
- Nic nie szkodzi - odparł Niall
- Znam to na pamięć. Mówiłeś o tym setki razy. Mogę zacytować: „Tak
wiele dla ciebie zrobiliśmy, tyle poświęciliśmy, więc choćby z
wdzięczności powinieneś bardziej przykładać się do nauki”. Aha, kolejna
ulubiona odzywka brzmi: „Bóg dał ci sprawny umysł. Wykorzystaj to.
Szkoda, że nie miałem przed laty takich możliwości”. Pominąłem coś?
-
Czasami bywasz wyjątkowo arogancki, Niall - odparł Henry - Zależy ci
przecież, żeby się dostać do Cambridge...
- Chwileczkę. Mnie na tym
zależy? Bzdura! Czy nie jest przypadkiem tak, że ty i mama dawno temu
postanowiliście, że nic innego nie wchodzi w grę, bo inaczej nie
będziesz miał się czym chwalić w klubie golfowym?
Ojciec zmierzył go
badawczym spojrzeniem.
- Popatrz na mnie, Niall...
W tym momencie do kuchni weszła pani Horan z naręczem kwiatów. Była filigranowa,
zwłaszcza w porównaniu z otyłym małżonkiem.
- Zabierajcie się stąd, jeśli
łaska. Muszę przed dwudziestą pierwszą ułożyć trzy bukiety.
Rzuciła
kwiaty na blat i sięgnęła po nożyczki.
- Próbowałem właśnie przemówić
chłopakowi do rozumu, Mauro - burknął jej mąż - Tłumaczyłem, że z jego
zdolnościami...
Pani Horan, która znała na pamięć ową śpiewkę, puściła
słowa męża mimo uszu. W milczeniu umieszczała pączki róż na drucianej
ramce.
- Tato, musisz mnie w końcu wysłuchać! - krzyknął Niall - Nie
jestem wcale taki uzdolniony, jak stale powtarzasz. Odkąd pamiętam,
zawsze przedstawiałeś mnie jako młodego geniusza, który pójdzie do
Cambridge. Wybij to sobie z głowy. Mam inne plany.
Czerwony na twarzy
Henry Horan, który właśnie połknął różową tabletkę przeciwko
nadciśnieniu, z każdą chwilą robił się coraz bardziej purpurowy. Chwycił
worek z kijami do golfa i ruszył ku tylnym drzwiom.
- Spójrz na mnie -
zażądał - Sam musiałem piąć się w górę, a miałem trudny start. Ty masz
wszystko podane na srebrnej tacy, ale tego nie doceniasz - westchnął
przeciągle i zwrócił się do żony - Wychodzę. Spróbuj przekonać swojego
syna, by zaczął myśleć.
Gdy wyszedł trzaskając drzwiami, spojrzała na
Nialla.
- Po co denerwujesz ojca? - powiedziała - Wiesz, jak mu zależy,
aby ci się w życiu powiodło.
Niall przysiadł na kuchennym stołku obok
matki.
- Ale moja wizja życiowego sukcesu krańcowo różni się od jego
wyobrażeń. Nie mam ochoty przesiadywać w ciasnym biurze i przekładać
dokumentów z miejsca na miejsce - wymamrotał posępnie.
Maura westchnęła.
-
Chce ci zapewnić wszystko, o czym sam daremnie marzył - tłumaczyła,
starając się postępować lojalnie wobec męża.
- Ale ja nie jestem tatą!
Nie zależy mi na tym, co dla niego ważne. Chcę być innym człowiekiem.
Nie marzę o uniwersytecie i nie mam zamiaru tkwić w tej koszmarnej
szkole...
- Chwileczkę - przerwała matka - Szkoła ci się nie podoba? Masz
pojęcie, ile płacimy, żebyś mógł chodzić do Bellborough Court? Wiesz,
na jakie wyrzeczenia musiał się zdobyć twój ojciec, żeby płacić czesne? A
ja zajęłam się tym cholernym bukieciarstwem, żeby dorobić. Staramy się
umożliwić ci najlepszy życiowy start.
- Ale to moje życie, rozumiesz? -
krzyknął Niall - Mam szesnaście lat! Wszyscy oczekują, że będę prymusem.
Nie zależy mi, żebyście wypruwali sobie żyły, zarabiając na prywatną
szkołę. Najchętniej wybrałbym Casisdy High School jak większość kumpli z
gimnazjum, ale tata nie chciał o tym słyszeć.
- Jak możesz porównywać
Casisdy High School i Bellborough Court! Nie bądź głuptasem. Większość
twoich kolegów daremnie marzy o prywatnej szkole.
Niall westchnął. Nie
warto się kłócić. W Bellborough Court miał sporo znajomych, ale wszyscy
mieszkali daleko. Louis, jego najlepszy przyjaciel, chodził do Casisdy
High School, podobnie jak Zayn, Gavin czy Dough. Radzili sobie
znakomicie. Mieli sporo czasu na przyjemności, które dla jego taty w
ogóle się nie liczyły. Przekorny Niall obiecał sobie, że właśnie dziś
wieczorem będzie się świetnie bawił.
- Aha, idę teraz na szkolny bal w
Casisdy High School. Louis poprosił, żebym wpadł dotrzymać mu
towarzystwa.
- Miło z jego strony - westchnęła Maura - Nie sądzę jednak,
żeby tata zechciał...
- Nikt go nie zaprasza - przerwał Niall - Moje
życie nie może się kręcić wokół stopni. Chciałbym się rozerwać. Nie
miałaś takiej potrzeby, kiedy byłaś w moim wieku?
Maura milczała. Wiele
rzeczy zachciewało jej się, kiedy miała tyle lat, ile teraz Niall, ale
mogła o nich tylko pomarzyć. Dlatego chciała dla syna wszystkiego co
najlepsze. Wszelkie szanse powinny stać dla niego otworem, ale
najważniejsze jednak, żeby czuł się szczęśliwy.
Niall uznał jej milczenie
za dobry znak.
- Szczerze mówiąc, bardziej przypominam ciebie niż tatę.
Oboje mamy wyczucie koloru, talent plastyczny i tak dalej. Wiesz,
najbardziej chciałbym...
- Tak, Niall? Czy ty w ogóle masz jakieś plany? A
może dryfujesz bez celu?
Niall podniósł leżące na ziemi słuchawki.
-
Powiem ci. Na razie mam jedno pragnienie: chcę na kilka godzin wyrwać
się z tego domu, żeby nie słuchać waszego gadania. Dlatego wychodzę na
bal.
- Dokąd idziesz? Niall, wracaj! Źle mnie zrozumiałeś. Powiedz,
co...
Niall zniknął jej z oczu.
~*~
Mroźny i lodowaty wiatr owionął twarze
Harry´ego i Emmy, gdy razem wyszli na świeże powietrze. Taras w południowej części na dachu Casisdy High School, był idealnym miejscem,
by na chwilę odpocząć od gwaru rozmów pomiędzy uczniami i głośnej muzyki
puszczanej przez DJ´a. Znajdowało się tam mnóstwo różnorodnych roślin,
choć przeważały herbaciane róże pani Malik, sekretarki, która zajmowała
się tym kolorowym ogródkiem.
Para usiadła na małej ławeczce w rogu i
wygodnie oparła plecy. Po kilku sekundach na skórze Emmy wystąpiła gęsia
skórka, a całe ciało zaczęło drżeć z zimna. Harry widząc to, czym
prędzej ściągnął swoją marynarkę i narzucił ją na odsłonięte ramiona
Emmy. Dziewczyna podziękowała mu i szczelniej się nią otuliła.
- Piękna
noc, prawda? - wyszeptał Harry, wpatrując się w migające wesoło gwiazdy,
które utworzyły całkiem spory wianuszek dookoła księżyca w pełni. Emma
wtuliła się mocniej w klatkę piersiową chłopaka.
- Masz rację. Są
cudowne.
Harry zaczął pokazywać jej kolejne gwiazdozbiory, w głębi ducha
ciesząc się, że nie nadaremno wkuwał astronomię. Jeździł wyimaginowanym
wskaźnikiem po mapie nieba, opowiadając ciekawe historie o każdej z
gwiazd. Nagle Emma zauważyła dwie małe gwiazdki, które znajdowały się
dokładnie obok siebie.
- A te, jak się nazywają? - spytała unosząc głowę
znad jego koszuli.
- W tej chwili nie pamiętam - westchnął Harry,
przeczesując włosy.
- Nic nie szkodzi - Emma po przyjacielsku szturchnęła
go w ramię - Mam dla nich nazwę.
- A mogę wiedzieć jaką? - uśmiechnął
się Harry.
- Ta większa to będziesz ty, Harry. A tą mniejszą będę ja.
Harry zmierzył ją nic nie rozumiejącym spojrzeniem.
- Och głuptasie.
Chodzi o to, że ty jesteś jak ta większa gwiazda. Czuwasz i opiekujesz
się tą mniejszą, która w pełni ci ufa. Razem tworzymy taki mały
gwiazdozbiór, którego nie można rozdzielić. Którego wzajemne relacje
trwają wiecznie.
Harry zerknął w jej przepiękne oczy, w których zebrał
się cały księżycowy blask. W promieniach księżyca jej usta wydawały się
jeszcze bardziej powabne i pociągające.
Emma zauważyła w jego oczach
płomień ognia, gdy się w nią wpatrywał. Czas dosłownie stanął w miejscu,
gdy przeszywali się w swoimi iskrzącymi się spojrzeniami. Jej oddech
przyspieszył, gdy swoje duże dłonie niepewnie ułożył na jej rumianych
policzkach. Przybliżył jej twarz bliżej swojej, a ich nieregularne
oddechy mieszały się ze sobą. Harry zawisł milimetry od jej
warg.
„Pocałować ją, czy nie?”
OD AUTORKI: Witajcie :) Na wstępie dodam, że napisałam ostatnio tak długi rozdział, ze musiałam go podzielić na dwie części, więc Zayn i wyjaśnienie sytuacji z "tajemniczą postacią" pojawia się w części drugiej. Chcecie kolejny rozdział? Jeżeli tak, to pod tym postem do następnej soboty musi się pojawić 11 komentarzy. Czekam na nie :) Wasza Camille xx