sobota, 23 listopada 2013

INFORMACJA

http://www.onedirectionmusic.com/images/sized/images/bin-2012site-avatars/1DDaylogo270_2-270x270.jpgWitajcie kochani w ten sobotni wieczór. :) Zauważyłam w zakładce PYTANIA pytanie o kontakt ze mną. Zdecydowałam się więc na założenie aska specjalnie dla Was. Masz jakieś pytanie? Chcesz się czegoś o mnie dowiedzieć? Pytania zadawaj śmiało na  ask.fm/BeautyandTheGeekCamille.
Czekam :) 
Ps. Co do części drugiej rozdziału ósmego to pojawi się ona ZA TYDZIEŃ.

HAPPY 1D DAY! <3

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 8 Część 1 - "Chodzi o to, że ty jesteś jak ta większa gwiazda. Czuwasz i opiekujesz się tą mniejszą, która w pełni ci ufa"



~*~
 (dedykacja dla Kasi F., mojej najlepszej koleżanki)


- Aż tak trudno w to uwierzyć? - zachichotał Harry zwracając twarz w stronę Emmy i złączając swoje smukłe palce z jej delikatną dłonią. Revie posłała mu serdeczny uśmiech.
- Idziemy zatańczyć? - spytała, ciągnąc go w stronę szkolnego budynku.
- Ależ oczywiście. Z tobą zawsze księżniczko.
Emma zarumieniła się słysząc tą nazwę, która jej się strasznie spodobała. „Mów tak do mnie częściej” poprosiła w myślach, patrząc w jego szmaragdowe, iskrzące się oczy. Skierowali się do sali balowej zostawiając osłupiałą Izabellę z rozdziawioną buzią na środku parkingu. 
   Gdy przekroczyli próg pomieszczenia oczy wszystkich tam zebranych, zwróciły się właśnie w ich stronę. Zaciekawieni uczniowie zaczęli szeptać między sobą z ożywieniem, a Harry spłonął dorodnym rumieńcem czując ich palące spojrzenia lustrujące go od góry do dołu. Razem z Emmą przecisnęli się głębiej w stronę stolików i usiedli na wolnych krzesełkach obok Liama, który powoli sączył poncz ze szklanki. W tle leciała jakaś energiczna muzyka.
- Dobrze się bawisz? - spytał Harry Liama, który zawzięcie próbował wypatrzyć kogoś w tłumie. „I ja chyba nawet wiem kogo” uśmiechnął się Styles podążając za ruchami brązowych oczu przyjaciela. Payne nie odpowiedział. Harry jeszcze przez chwilę posiedział z szatynem, a potem zaciągnął Emmę na parkiet. 
   Już mieli zacząć tańczyć, gdy obok loczka zebrała się całkiem spora grupka dziewczyn. Wszystkie miały na sobie mocny makijaż, oryginalnie ułożone włosy i modne, lekko wyzywające sukienki. Na dodatek wszystkie się przekrzykiwały.
- Angelika! Nie pchaj się na mnie!
- Ała! Gnieciecie mi sukienkę!
- Hej! Zgubiłam gdzieś buta!
- Rozwaliłaś mi fryzurę, Tamara!
Gdy w końcu trochę się uspokoiły, wszystkie przybrały na twarzy zalotne uśmiechy i jednym głosem spytały.
- Zatańczysz z nami?
Emma posmutniała. Ona nie miała ślicznego make-up´u, wspaniałej fryzury i wysokich butów. Harry na pewno wybierze te śliczne panienki i to z nimi będzie się bawił przez cały wieczór. Już chciała się oddalić, ale powstrzymał ją mocny uścisk Harry´ego na jej nadgarstku.
- Przepraszam moje panie - powiedział chłopak, przyciągając Emmę do siebie - Ale dzisiaj jestem zarezerwowany tylko dla jednej księżniczki.
Chwycił brunetkę za rękę i zaczął kołysać się z nią w rytm puszczonej muzyki. Obrażone dziewczyny oddaliły się szukając innych partnerów.
   Emma niezmiernie się cieszyła tańcząc z Harry'm. Serce biło jej ze dwadzieścia razy szybciej i czuła takie dziwne uczucie w brzuchu. „Chyba się zakochałam...”. 
   W końcu melodia z rozrywkowej przeszła w bardziej spokojniejszą i wolniejszą. Harry trochę niepewnie objął Emmę w talii, a ta zarzuciła mu ręce na kark, gdzie splotła swoje palce, okręcając swój srebrny pierścionek. „Jaki on jest wysoki”. Wtuliła się w jego obojczyk, zaciągając się jego zapachem. Pachniał perfumami, szamponem pomarańczowym i chłopcem, ale przede wszystkim Harry´m. Przystojnym Harry´m z którym teraz tańczyła, gdy reszta dziewczyn patrzyła na nią z nieukrywaną zazdrością. Ciało Emmy stykało się z ciałem Harry´ego i z każdym dotknięciem przechodził ją mały dreszczyk. W jego objęciach czuła się taka szczęśliwa i w tym momencie przestało się liczyć wszystko inne. Była tylko ona i on.


~*~


   Liam lustrował wzrokiem całe pomieszczenie. Jego partnerka na tym balu, Abigail, bez przerwy zrzędziła mu nad uchem i chłopak powoli miał już tego dość. Tak właściwie zgodził się iść z nią tylko dlatego, że chciał być miły. Nie ona była jego wymarzoną dziewczyną, z którą chciałby teraz tańczyć na parkiecie. Po głowie wciąż chodziła mu pięknooka Nathalia z tym swoim cudownym uśmiechem.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - warknęła Abigail, odrzucając do tyłu swoje długie, rude włosy. Liam otrząsnął się z zamyślenia.
- Przepraszam, zagapiłem się.
- No właśnie widzę - dziewczyna prychnęła z pogardą - Przez pół minuty lałeś poncz zamiast do, to obok szklanki.
Liam zerwał się na równe nogi, biorąc do ręki jakiś papierowy ręcznik.
- I nic mi nie powiedziałaś? - syknął gniewnie, wycierając mokrą plamę na obrusie.
- Nie widziałam takiej potrzeby - odparła sarkastycznie i wstała od stołu, znikając gdzieś w tłumie tańczących.
Liam westchnął, z powrotem siadając na krześle i wbijając wzrok w jakiś punkt na ścianie. Kątem oka zauważył wtulonych w siebie Harry´ego i Emmę, którzy kołysali się w rytm spokojnej muzyki. „I widać kto tu jest mistrzem” uśmiechnął się Liam widząc zazdrosne spojrzenia prawie wszystkich dziewczyn na sali „Zrobiłem Harry´ego na greckie bóstwo. Tylko z tą różnicą, że zostawiłem go w ubraniu”. 
Nagle poczuł czyjąś dłoń na ramieniu. Odwrócił się i zamarł.
- Hej Liam. Zatańczyłbyś ze mną?
Nathalia miała takie śliczne, proste zęby. Jej czerwone, pełne usta złożyły się w cudowny uśmiech, włosy opadały kaskadą na alabastrowe, odsłonięte ramiona, a ta czerwona sukienka... Ach, leżała na niej idealnie. Liam mimowolnie podparł się na łokciu, który ześlizgnął się po białym obrusie, co spowodowało, że szatyn nie mogąc utrzymać równowagi, spadł z krzesła. Zaraz szybko się podniósł, poprawiając marynarkę i otrzepując ją z kurzu. Nathalia zaśmiała się perliście, podchodząc odrobinę bliżej.
- Poczekaj, poprawię to.
Jej delikatne palce okręciły przesunięty krawat na szyi Liama, a ten poczuł, że robi mu się gorąco.
- To idziesz?
Dziewczyna wyciągnęła w jego stronę swoją dłoń, a ten wahaniem ją uścisnął.
- Ttt... Tak. Jjj...asne.
Skarcił się myślach za to okropne jąkanie się. „Co mam robić?” denerwował się, gdy zaczęli tańczyć „Zapomniałem kroków! HARRY POMOCY!” wysyłał przyjacielowi telepatyczne prośby i wezwania, ale ten ani myślał przychodzić go ratować. 
Liam przełknął nerwowo ślinę. „Raz kozie śmierć” pomyślał, uspokajając oddech i dając się ponieść muzyce. Stawiał coraz to pewniejsze kroki i z każdą sekundą nabierał pewności siebie. Po paru minutach już bez przeszkód okręcał Nathalię dookoła i radował się, słysząc jej szczery śmiech. Gdy przetańczyli już trzy długie piosenki, usiedli przy stoliku by na chwilę odpocząć. 
- Świetnie tańczysz - uśmiechnęła się Nathalia, upijając łyk soku jabłkowego - Znaczy, wiedziałam, że jesteś najlepszy w szkole, ale nie sądziłam, że aż tak. Będziesz musiał nauczyć mnie kiedyś samby - wzięła z talerzyka małe, czekoladowe ciasteczko - Od dziecka marzyłam, żeby ją zatańczyć.
Liam uniósł dumnie głowę.
- Jasne - zgodził się - Możesz przychodzić do mnie w czwartki po zajęciach.
- Naprawdę? - szczęśliwa dziewczyna rzuciła mu się na szyję - Uwielbiam cię!

„A ja uwielbiam ciebie” 


~*~


   W zupełnie innej części miasta Niall Horan właśnie awanturował się z ojcem. Właściwie to pan Horan tokował od pewnego czasu, a Niall obserwował jego usta, nieznacznie kiwając głową w takt muzyki odtwarzanej z iPoda.
   Nie wyglądali jak ojciec i syn. Henry miał rumiane policzki, sporą nadwagę i z przyjemnością wsłuchiwał się we własny głos. Niall był smukły, kochał skateboarding, a blond włosy wiecznie miał z nieładzie, co sprawiało, że w szkole prywatnej wiele koleżanek wprost omdlewało z zachwytu.
- Do diabła, zdejmij te cholerne słuchawki, kiedy do ciebie mówię! - wrzasnął pan Horan, szarpiąc kabel.
- Nie usłyszałeś pewnie ani słowa z tego, co do ciebie powiedziałem.
- Nic nie szkodzi - odparł Niall - Znam to na pamięć. Mówiłeś o tym setki razy. Mogę zacytować: „Tak wiele dla ciebie zrobiliśmy, tyle poświęciliśmy, więc choćby z wdzięczności powinieneś bardziej przykładać się do nauki”. Aha, kolejna ulubiona odzywka brzmi: „Bóg dał ci sprawny umysł. Wykorzystaj to. Szkoda, że nie miałem przed laty takich możliwości”. Pominąłem coś?
- Czasami bywasz wyjątkowo arogancki, Niall - odparł Henry - Zależy ci przecież, żeby się dostać do Cambridge...
- Chwileczkę. Mnie na tym zależy? Bzdura! Czy nie jest przypadkiem tak, że ty i mama dawno temu postanowiliście, że nic innego nie wchodzi w grę, bo inaczej nie będziesz miał się czym chwalić w klubie golfowym?
Ojciec zmierzył go badawczym spojrzeniem.
- Popatrz na mnie, Niall...
W tym momencie do kuchni weszła pani Horan z naręczem kwiatów. Była filigranowa, zwłaszcza w porównaniu z otyłym małżonkiem.
- Zabierajcie się stąd, jeśli łaska. Muszę przed dwudziestą pierwszą ułożyć trzy bukiety.
Rzuciła kwiaty na blat i sięgnęła po nożyczki.
- Próbowałem właśnie przemówić chłopakowi do rozumu, Mauro - burknął jej mąż - Tłumaczyłem, że z jego zdolnościami...
Pani Horan, która znała na pamięć ową śpiewkę, puściła słowa męża mimo uszu. W milczeniu umieszczała pączki róż na drucianej ramce.
- Tato, musisz mnie w końcu wysłuchać! - krzyknął Niall - Nie jestem wcale taki uzdolniony, jak stale powtarzasz. Odkąd pamiętam, zawsze przedstawiałeś mnie jako młodego geniusza, który pójdzie do Cambridge. Wybij to sobie z głowy. Mam inne plany.
Czerwony na twarzy Henry Horan, który właśnie połknął różową tabletkę przeciwko nadciśnieniu, z każdą chwilą robił się coraz bardziej purpurowy. Chwycił worek z kijami do golfa i ruszył ku tylnym drzwiom.
- Spójrz na mnie - zażądał - Sam musiałem piąć się w górę, a miałem trudny start. Ty masz wszystko podane na srebrnej tacy, ale tego nie doceniasz - westchnął przeciągle i zwrócił się do żony - Wychodzę. Spróbuj przekonać swojego syna, by zaczął myśleć.
Gdy wyszedł trzaskając drzwiami, spojrzała na Nialla.
- Po co denerwujesz ojca? - powiedziała - Wiesz, jak mu zależy, aby ci się w życiu powiodło.
Niall przysiadł na kuchennym stołku obok matki.
- Ale moja wizja życiowego sukcesu krańcowo różni się od jego wyobrażeń. Nie mam ochoty przesiadywać w ciasnym biurze i przekładać dokumentów z miejsca na miejsce - wymamrotał posępnie.
Maura westchnęła.
- Chce ci zapewnić wszystko, o czym sam daremnie marzył - tłumaczyła, starając się postępować lojalnie wobec męża.
- Ale ja nie jestem tatą! Nie zależy mi na tym, co dla niego ważne. Chcę być innym człowiekiem. Nie marzę o uniwersytecie i nie mam zamiaru tkwić w tej koszmarnej szkole...
- Chwileczkę - przerwała matka - Szkoła ci się nie podoba? Masz pojęcie, ile płacimy, żebyś mógł chodzić do Bellborough Court? Wiesz, na jakie wyrzeczenia musiał się zdobyć twój ojciec, żeby płacić czesne? A ja zajęłam się tym cholernym bukieciarstwem, żeby dorobić. Staramy się umożliwić ci najlepszy życiowy start.
- Ale to moje życie, rozumiesz? - krzyknął Niall - Mam szesnaście lat! Wszyscy oczekują, że będę prymusem. Nie zależy mi, żebyście wypruwali sobie żyły, zarabiając na prywatną szkołę. Najchętniej wybrałbym Casisdy High School jak większość kumpli z gimnazjum, ale tata nie chciał o tym słyszeć.
- Jak możesz porównywać Casisdy High School i Bellborough Court! Nie bądź głuptasem. Większość twoich kolegów daremnie marzy o prywatnej szkole.
Niall westchnął. Nie warto się kłócić. W Bellborough Court miał sporo znajomych, ale wszyscy mieszkali daleko. Louis, jego najlepszy przyjaciel, chodził do Casisdy High School, podobnie jak Zayn, Gavin czy Dough. Radzili sobie znakomicie. Mieli sporo czasu na przyjemności, które dla jego taty w ogóle się nie liczyły. Przekorny Niall obiecał sobie, że właśnie dziś wieczorem będzie się świetnie bawił.
- Aha, idę teraz na szkolny bal w Casisdy High School. Louis poprosił, żebym wpadł dotrzymać mu towarzystwa.
- Miło z jego strony - westchnęła Maura - Nie sądzę jednak, żeby tata zechciał...
- Nikt go nie zaprasza - przerwał Niall - Moje życie nie może się kręcić wokół stopni. Chciałbym się rozerwać. Nie miałaś takiej potrzeby, kiedy byłaś w moim wieku?
Maura milczała. Wiele rzeczy zachciewało jej się, kiedy miała tyle lat, ile teraz Niall, ale mogła o nich tylko pomarzyć. Dlatego chciała dla syna wszystkiego co najlepsze. Wszelkie szanse powinny stać dla niego otworem, ale najważniejsze jednak, żeby czuł się szczęśliwy.
Niall uznał jej milczenie za dobry znak.
- Szczerze mówiąc, bardziej przypominam ciebie niż tatę. Oboje mamy wyczucie koloru, talent plastyczny i tak dalej. Wiesz, najbardziej chciałbym...
- Tak, Niall? Czy ty w ogóle masz jakieś plany? A może dryfujesz bez celu?
Niall podniósł leżące na ziemi słuchawki.
- Powiem ci. Na razie mam jedno pragnienie: chcę na kilka godzin wyrwać się z tego domu, żeby nie słuchać waszego gadania. Dlatego wychodzę na bal.
- Dokąd idziesz? Niall, wracaj! Źle mnie zrozumiałeś. Powiedz, co...
Niall zniknął jej z oczu.


~*~

   Mroźny i lodowaty wiatr owionął twarze Harry´ego i Emmy, gdy razem wyszli na świeże powietrze. Taras w południowej części na dachu Casisdy High School, był idealnym miejscem, by na chwilę odpocząć od gwaru rozmów pomiędzy uczniami i głośnej muzyki puszczanej przez DJ´a. Znajdowało się tam mnóstwo różnorodnych roślin, choć przeważały herbaciane róże pani Malik, sekretarki, która zajmowała się tym kolorowym ogródkiem. 
   Para usiadła na małej ławeczce w rogu i wygodnie oparła plecy. Po kilku sekundach na skórze Emmy wystąpiła gęsia skórka, a całe ciało zaczęło drżeć z zimna. Harry widząc to, czym prędzej ściągnął swoją marynarkę i narzucił ją na odsłonięte ramiona Emmy. Dziewczyna podziękowała mu i szczelniej się nią otuliła.
- Piękna noc, prawda? - wyszeptał Harry, wpatrując się w migające wesoło gwiazdy, które utworzyły całkiem spory wianuszek dookoła księżyca w pełni. Emma wtuliła się mocniej w klatkę piersiową chłopaka.
- Masz rację. Są cudowne.
Harry zaczął pokazywać jej kolejne gwiazdozbiory, w głębi ducha ciesząc się, że nie nadaremno wkuwał astronomię. Jeździł wyimaginowanym wskaźnikiem po mapie nieba, opowiadając ciekawe historie o każdej z gwiazd. Nagle Emma zauważyła dwie małe gwiazdki, które znajdowały się dokładnie obok siebie.
- A te, jak się nazywają? - spytała unosząc głowę znad jego koszuli.
- W tej chwili nie pamiętam - westchnął Harry, przeczesując włosy.
- Nic nie szkodzi - Emma po przyjacielsku szturchnęła go w ramię - Mam dla nich nazwę.
- A mogę wiedzieć jaką? - uśmiechnął się Harry.
- Ta większa to będziesz ty, Harry. A tą mniejszą będę ja. 
Harry zmierzył ją nic nie rozumiejącym spojrzeniem.
- Och głuptasie. Chodzi o to, że ty jesteś jak ta większa gwiazda. Czuwasz i opiekujesz się tą mniejszą, która w pełni ci ufa. Razem tworzymy taki mały gwiazdozbiór, którego nie można rozdzielić. Którego wzajemne relacje trwają wiecznie.
Harry zerknął w jej przepiękne oczy, w których zebrał się cały księżycowy blask. W promieniach księżyca jej usta wydawały się jeszcze bardziej powabne i pociągające. 
Emma zauważyła w jego oczach płomień ognia, gdy się w nią wpatrywał. Czas dosłownie stanął w miejscu, gdy przeszywali się w swoimi iskrzącymi się spojrzeniami. Jej oddech przyspieszył, gdy swoje duże dłonie niepewnie ułożył na jej rumianych policzkach. Przybliżył jej twarz bliżej swojej, a ich nieregularne oddechy mieszały się ze sobą. Harry zawisł milimetry od jej warg.
„Pocałować ją, czy nie?”


OD AUTORKI: Witajcie :) Na wstępie dodam, że napisałam ostatnio tak długi rozdział, ze musiałam go podzielić na dwie części, więc Zayn i wyjaśnienie sytuacji z "tajemniczą postacią" pojawia się w części drugiej. Chcecie kolejny rozdział? Jeżeli tak, to pod tym postem do następnej soboty musi się pojawić 11 komentarzy. Czekam na nie :) Wasza Camille xx 

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 7 - "Suit & Tie"



~*~
(dedykacja dla wspaniałej Alexia Lee Heady)



   Wydawało mu się, jakby znajdował się w czyimś ciele i patrzył na świat nie swoimi oczami. Jego ruchy były powolne i ociężałe, kolorowy obraz się rozmazywał, przez co większość szczegółów było zamazanych. Jednak zdecydowanie rozpoznawał miejsce w którym teraz się znajdował. 
   Patrzył prosto na bramę cmentarną. Mocną, masywną, porządnie wykutą z różnymi eleganckimi zdobieniami. Zauważył, że była już lekko zardzewiała. „W końcu wysłużyła już tyle dobrych lat...” pomyślał delikatnie ją uchylając i wślizgując się na teren starego cmentarza. Postarzałe zawiasy głośno zaskrzypiały, ich skrzeczące echo rozniosło się po panującej dookoła ciszy. Chłopak rozejrzał się. 
Złotawe i pomarańczowe liście obficie spadały z drzew, tworząc kolorowy dywan pokrywający poszczególne nagrobki. Niebo było zszarzałe, ciemne chmury układały się w posępną mozaikę na jego powierzchni, co niechybnie zwiastowało deszcz. 
Nastolatek ruszył wąską ścieżką między marmurowymi grobami, starając się odtworzyć w pamięci trasę, którą zawsze przebywał z mamą w czasie ważniejszych świąt. Jego podeszwy ślizgały się po mokrych liściach, a włosy były rozwiewane przez lodowaty wiatr. Wcisnął ręce głębiej w kieszenie bluzy, którą miał na sobie i kontynuował wędrówkę przyśpieszając kroku. Jakaś samotna wrona usiadła na gałęzi rozłożystego dębu i kręcąc łebkiem wpatrywała się w cmentarnego gościa. Poza nią nie było tu chyba nikogo.
    Chłopak wkrótce jednak zorientował się, że nie jest tu tak zupełnie sam. Z dala zobaczył jakąś ciemnowłosą kobietę skuloną przy jak najwyraźniej całkiem nowym grobie, co nastolatek wywnioskował po ogromnej liczbie wieńców, kwiatów i wstążek ułożonych na jego granitowej płycie. Twarz ukryła w dłoniach, przez co nie mógł rozpoznać jej tożsamości. 
   Szesnastolatek nie umiał przechodzić obojętnie obok ludzkiego cierpienia, więc podszedł bliżej, by jakkolwiek ją pocieszyć. Stąpał dość głośno, pojedyncze gałązki łamały się trzaskając pod naciskiem jego stóp, a mimo tego kobieta nie uniosła głowy. 
Gdy już był bardzo blisko niej, chciał położyć jej pocieszycielsko rękę na ramieniu i ogromnie się zdziwił. Jego dłoń przeszła na wylot przez jej ciało, jakby była niewidzialna. I wtedy nieznajoma wstała z klęczek. Potargane, ciemne włosy odsunęła z zapłakanych policzków i chłopak odkrył kolejną rzecz, która totalnie go zaskoczyła.
To była jego mama.
Co ona tu robiła?
Jej oczy wypełnione były takim bólem i cierpieniem, że aż serce krajało mu się na jej widok. „Tylko dlaczego?”. Kobieta powoli otarła załzawione oczy chusteczką higieniczną i cicho coś wyszeptała. Ale powiedziała to wystarczająco głośno, by jej syn mógł zrozumieć sens wypowiadanych przez nią słów.
- Żegnaj najukochańszy synku... - załkała ponownie, wycierając nos i zaczęła się oddalać - Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego odebrałeś sobie życie? - jej sylwetka wkrótce całkowicie zniknęła za murami cmentarza.
Szesnastolatek w przypływie nagłej paniki zaczął zrzucać na wilgotną ziemię wszystkie zalegające na grobie kwiaty. Niektóre znicze spadły rozbijając się, a białe wkłady powypadały. Wkrótce stanął przed wygrawerowanymi na złoto literami. W głowie wciąż powtarzał jak mantrę tylko jedno słowo „Nie, nie...” 

Na grobie wyryte było jego własne imię i nazwisko...



   Harry zerwał się gwałtownie z głośnym krzykiem. Zaskoczony Liam czym prędzej się obudził, przecierając dłonią zmęczone oczy. Zegar na ścianie w salonie wskazywał godzinę dziesiątą.
- Boże, ale się u ciebie zasiedziałem - ziewnął szatyn, zakrywając usta dłonią - Powinienem już wracać...
- Nie proszę... - Harry chwycił go mocno za ramię zmuszając do pozostania na kanapie - Moja mama wróci z pracy dopiero za godzinę... Nie chcę być sam... - łzy zaszkliły się w jego dużych, zielonych paczydłach i wyglądał tak cholernie słodko, że Liam nie mógł się nie zgodzić. Wygodniej oparł się o kanapę, a Harry westchnął z ulgą. Przynajmniej przy przyjacielu nie zrobi czegoś głupiego, czego potem mógłby żałować. Nagle sobie o czymś przypomniał.
- Liam? - spytał cicho chowając twarz między dłońmi - Możesz otworzyć tą ostatnią szafeczkę z prawej strony?
Payne był wyraźnie zaskoczony, ale posłusznie wykonał prośbę przyjaciela. Podszedł do systemu szufladek i otworzył jedne z drewnianych drzwiczek. Gdy wyciągnął jej zawartość brwi ściągnęły mu się w gniewie, a dłonie mocniej zacisnęły na małym woreczku.
- Narkotyki!? - krzyknął, z odrazą potrząsając torebką z białym proszkiem - Przecież to świństwo! Tylko spróbuj mi powiedzieć, że...
- Wysyp to - załkał Harry - Proszę wysyp to...
Liam jeszcze przez chwilę patrzył na niego z wyraźnym gniewem w oczach, ale widząc jego szczerą skruchę i przeprosiny, jego wzrok złagodniał. Ruszył w stronę łazienki, a po chwili już spłukiwał biały proszek w toalecie. Odetchnął z ulgą, gdy już pozbył się tego cholerstwa na dobre. Wrócił do salonu, gdzie zauważył Harry´ego z twarzą wtuloną w materiał miękkiej poduszki. Podszedł do niego i usiadł na wolnym miejscu na kanapie.
- Harry, czy ty...
- Nie - zaprzeczył gwałtownie chłopak. Jego głos był zniekształcony przez poszewkę, którą umieścił przy ustach - Chciałem wiele razy, ale... Ale zawsze tchórzyłem. Nie miałem dość odwagi...
Zapanowała chwilowa cisza. Liam wybijał jakiś rytm na swoim kolanie, obmyślając nowy układ taneczny, po czym odtańczył go na własnych palcach. Harry powoli się podniósł, poprawiając rozburzone włosy dłonią i już chciał coś powiedzieć, ale Liam przeszkodził mu machnięciem ręki.
- Zakończmy już ten temat, ok? Nikt nie musi o tym wiedzieć.
Harry lekko pokręcił głową na znak, że rozumie.
- Nie chcę już umierać - szepnął.
Liam nakrył jego dłoń swoją.
- Jestem tu przy tobie. Cokolwiek by się działo, bez zastanowienia przychodź do mnie, jasne? Ja ci pomogę. Będę Twoim Aniołem Stróżem. Bo właśnie przyjaciele są jak ciche anioły, które unoszą nas na swoich skrzydłach, gdy nasze własne zapominają jak latać.


~*~


Dwa tygodnie później...


    Bal miał się odbyć już dzisiaj. Właśnie tego wieczora wyczekiwało całe grono nastolatków z Casisdy High School. Sala balowa została ozdobiona różnokolorowymi balonami i wstążkami przez Komitet Organizacyjny, w rogach stały wazony i doniczki pełne barwnych kwiatów, a technicy wraz z grupą trzecioklasistów ustawiali głośniki na scenie, gdzie miał wystąpić ich szkolny zespół „Paradise”. Po bokach postawiono też długie stoły z obrusami, suto zastawione przeróżnymi przekąskami i różowym ponczem w ozdobnych, szklanych misach. Niebieskie, zielone i żółte rurki wesoło sterczały z plastikowych kubeczków, a wielokolorowe szklanki stanęły w równym szeregu oczekując na pierwszych balowiczów. Po środku sali zostało urządzone wolne miejsce dla tańczących. Uroku i nastroju całemu czasochłonnemu wystrojowi dodawały trójkolorowe światła, dzięki czemu nie było tu aż tak ciemno, ale też nie za jasno. Przed samym wejściem wisiał ogromny, ozdobny baner głoszący bardzo optymistyczne słowa „A little party never kill nobody”, na podłodze zaś umieszczono długi czerwony dywan, by uczniowie choć na chwilę mogli poczuć się jak prawdziwe gwiazdy. To był w całości ich wieczór i to oni mieli dzisiaj zabłysnąć z tą tylko różnicą, że nie dobrymi ocenami, ale olśniewającym wyglądem.
   
Harry już od samego rana starał się zrobić coś ze swoim wyglądem. Jako że z okazji balu odwołano dzisiaj lekcje, miał na to o wiele więcej czasu. Chciał, by dla Emmy ten wieczór był naprawdę wyjątkowy i starał się, żeby czasem nie narobić jej wstydu. Stał przed lustrem bezradnie gapiąc się na znajdujące się w nim swoje odbicie. Przytrzymał niesforne, kasztanowe włosy chcąc je idealnie ułożyć, ale za każdym razem jeden kosmyk wymykał mu się spod palców i tworzył na jego głowie zakręconego kogutka. Sfrustrowany Harry opadł na swoje łóżko wyciągając z kieszeni spodni swoją komórkę. Wchodząc w kontakty wybrał numer Liama i oczekiwał na odebranie telefonu przez przyjaciela. Na szczęście udało mu się już za pierwszym razem i po chwili po drugiej stronie odezwał się ciepły głos Payne´a.
- Co się dzieje Harry? Potrzebujesz się komuś wypłakać? - spytał wesoło Liam, na co brunet lekko się uśmiechnął.
- Nie - odparł, mnąc w palcach koszulkę - Tym razem to nie jest aż tak poważne.
- Yhm... Czyli tym razem nie muszę wzywać strażaków, by wypompowali ci nadmiar łez z pokoju? - Liam miał dziś wyjątkowo dobry humor - Ostatnim razem myślałem, że już w nich utonąłeś - parsknął.
- Bardzo śmieszne - zadrwił Harry, otwierając swoją szafę. Jęknął na widok masy sweterków zawieszonych na plastikowych wieszakach i szybko się zorientował, że tworzą one właściwie całość jego dość skromnej garderoby. - Tym razem musisz mi pomóc w czymś zupełnie innym...


~*~


- Nie uważasz, że wyglądam w nim trochę głupio?
Liam krytycznie popatrzył na krawat w panterkę zawiązany na szyi przyjaciela i przecząco pokręcił głową.
- Masz rację. Ten jest do bani. Przymierz następny.
Podał mu już chyba trzydziesty krawat tego dnia i ponownie Harry zawiązał go na szyi. Przeglądnął się w sklepowym lustrze delikatnie mrużąc oczy. Kolejny materiał był koloru beżowego w jakieś dziwne, powyginane esy-floresy. Styles oddał go sprzedawczyni.
- Chyba najlepiej będzie, jeśli wezmę po prostu czarny. Co o tym sądzisz? - spytał Liama, który akurat kupował sobie zielony krawat pod kolor sukienki swojej partnerki.
- Jak chcesz - wzruszył ramionami pakując swoją nowo nabytą własność do siateczki i zabierając z lady resztę, a Harry powędrował między półkami w celu znalezienia czarnego krawatu - Mi osobiście nie chce się już tutaj siedzieć.
Wyszli razem ze sklepu i stanęli przed mapą centrum handlowego. Liam podrapał się po głowie.
- To gdzie teraz?
Harry wskazał palcem na jakiś sklep o nazwie „Suit &Tie”.
- Skoro mamy już buty, koszule i krawaty, to pozostały nam jedynie...
- Garnitury - Payne uderzył się w czoło - Kierunek parter!
Zjechali na dół za pomocą ruchomych schodów i skierowali się w prawą stronę. Nagle Liam gwałtownie wskoczył za ogromny szyld z reklamą ciągnąc Harry´ego ze sobą.
- Padnij! - krzyknął chowając głowę za kolorowym przedmiotem. Zdezorientowany Styles wykonał jego polecenie, ale po chwili wysunął się odrobinę, starając się znaleźć przyczynę strachu Payne´a. 
- O co ci chodzi? Czego się tak przestraszyłeś?
- Nie czego, ale kogo. Tam stoi - Liam wskazał palcem na prawo, a gdy Harry rozpoznał osobę, na którą się patrzyli, głośno się roześmiał za co został skarcony wzrokiem przez przyjaciela.
- Ale to tylko Nathalia. Nie mów, że ty masz pietra przed jakąś dziewczyną.
- Bądź cicho, bo jeszcze nas usłyszy - warknął szatyn z uwielbieniem wpatrując się w jej sylwetkę.
- Skoro tak ją lubisz, to po co się przed nią chowasz?
Na policzki Liama wyraźnie wskoczyły dwa urocze rumieńce.
- Bo ja... - zaczął słodko jąkać - Zawsze przy niej wymiękam i robię się taki ciapowaty. Nie było jeszcze takiego naszego spotkania, na którym nie palnął bym przy niej czegoś głupiego - westchnął przeciągle - Ona jest taka słodka, urocza, mądra, śliczna, inteligentna, piękna, zabawna i dobra - jego oczy przeszły w stan maślanego wzroku - Pewnie uważa mnie za kompletnego idiotę - jego twarz przybrała smutniejszy wyraz.
- Nie przesadzaj. Uwierz, nie jesteś aż taki zły. - Harry posłał mu solidnego kuksańca w bok - Zawsze warto spróbować.
- A jeżeli mnie wyśmieje? Będę miał deprechę do końca życia. A tak właściwie, to co ty możesz wiedzieć. Nigdy nie miałeś dziewczyny.
Z oczu Styles´a gwałtownie zniknęły żywe iskierki radości, a uśmiech zmienił się w lekki, wymuszony grymas. Liam pojął, jakich nieodpowiednich słów użył.
- Przepraszam, stary. To nie tak miało zabrzmieć.
- Jest ok. Przecież i tak masz rację. - Harry wysunął głowę - Brak Nathalii Linch na horyzoncie. Możemy już wracać do zakupów.
- Zobaczysz, że zrobię cię na bóstwo. Emma będzie wniebowzięta, gdy cię zobaczy - powiedział Liam, gdy z pełnymi siatkami wracali już do domu.


~*~


   Izabela stała już gotowa do wyjścia. Jej idealnie skrojona, różowa sukienka prezentowała się na niej wspaniale. Ubrała na stopy czarne szpilki, ostatni raz poprawiła swoje blond włosy upięte w wysokiego koka i zbiegła po schodach na parter.
- Już wychodzę na bal Tato! - krzyknęła na cały korytarz i wybiegła z domu trzaskając drzwiami. Na podjeździe czekał na nią Felix siedzący w swoim kabriolecie. Przywitał blondynkę szybkim cmoknięciem w policzek i lekko się skrzywił na widok mocnego koloru jej sukienki. „Trzymaj się stary” powtarzał sobie w myślach, zaciskając palce na kierownicy „Dasz radę”. 
Odpalił silnik i razem odjechali w stronę budynku szkoły. 
Nie zdążyli zauważyć ciemnego samochodu parkującego przed domem Abbey´ów i wychodzącej z niego tajemniczej postaci w czarnym płaszczu. W świetle księżycowej pełni zalśniło trzymane przez nią w dłoni ostrze sztyletu.


~*~


   Bal powoli się rozkręcał. Wciąż przybywało mnóstwo nowych osób, a na szkolnym parkingu powoli zaczynało brakować wolnych miejsc. 
Emma stała oparta o zimny murek na zewnątrz, starając się wypatrzyć gdzieś uśmiechniętą twarz Harry´ego z nasuniętymi na nos okularami. Zimny wiatr rozwiewał jej włosy, szary, cienki płaszczyk nie mógł zapewnić jej stuprocentowej gwarancji na ochronę przed zdradliwym chłodem. Po raz kolejny dmuchnęła w swoje zziębnięte dłonie i zobaczyła wjeżdżającego na podjazd Felixa z Izabellą przy boku. Gdy chłopak zgasił silnik samochodu i zamknął drzwiczki, razem z blondynką podeszli do drżącej z zimna Emmy.
- Czemu nie wejdziesz do środka? - spytała Izabella okryta ciepłym materiałem futerka z norek - Jeszcze chwila i zmienisz się w kostkę lodu.
- Czekam na Harry´ego - odparła Revie rozglądając się dookoła. „Ogon” jej niebieskiej sukienki przesunął się wraz z ruchami jej ciała.
- To powodzenia - parsknęła z drwiną Abbey.
- Idę potańczyć. Pójdziesz ze mną? - spytał Felix z nadzieją w głosie. Izabella pokręciła przecząco głową.
- Idź, idź. Ja tu zostanę z Emmą i poczekam, żeby zobaczyć porażkę stylową Harry´ego Styles´a.
Zaśmiała się i za to dostała spojrzenie spode łba od swojej przyjaciółki. Mahone oddalił się w stronę wejścia z ponurą miną i lekko zgarbioną sylwetką. Był urażony jej odmową i stracił cały zapał na zabawę podczas balu. 
W momencie, kiedy przekroczył próg szkoły, na parkingu zaparkowało nowe auto. „To samochód Liama” pomyślała Emma z nadzieją „Harry mógł przyjechać razem z nim.”
W oczekiwaniu na jego widok wysunęła się bardziej do przodu, a Izabella już przygotowywała się do triumfującego uśmiechu. Gdy czarne drzwiczki od strony pasażera się otworzyły, blondynka zastygła w bezruchu i gdyby występowała teraz w kreskówce, oczy wyszłyby jej z orbit, a długi, czerwony język rozwinął się na ziemi niczym dywan na paręnaście kilometrów. 
Patrzyła bowiem na najprzystojniejszego chłopaka, jakiego kiedykolwiek widziała. Miał przecudne, szmaragdowe oczy, burzę kasztanowych loków, śnieżnobiały olśniewający uśmiech i nieziemskie malinowe usta. Idealnie leżący na nim garnitur i biała koszula dodawały mu uroku, ale zarówno i męskości. Dodatkowo miał dopiętą białą różyczkę do marynarki. 
Izabelli zmiękły kolana, gdy zaczął się do nich zbliżać. „Tylko się nie śliń”. Ale zamiast podejść do niej, przytulił Emmę, która miała łzy w oczach, i po mocnym jej wyściskaniu, wręczył jej w dłonie bukiecik czerwonych róż. I wtedy do Izabelli dotarło kim jest ten przystojny nieznajomy.
- Harry?

OD AUTORKI: Heh, hej! Witajcie po dość długiej przerwie :) Mam nadzieję, ze moja pisanina jeszcze Wam się podoba xx Chciałabym też zaprosić Was na jeden z najwspanialszych blogów pod słońcem, który znajdziecie tutaj: http://horsesdance.blogspot.com/ 
Nie zniechęcajcie się liczba rozdziałów, bo coś tak świetnego warto przeczytać. 
Dzisiaj dość krótko i nudno. Jeżeli pod tym postem pojawi się +10 komentarzy, to kolejny (z nutką grozy i krwi) pojawi się już w następną sobotę! Enjoy xx Ps. To chyba mój najdłuższy rozdział ;)

czwartek, 7 listopada 2013

NOWY ROZDZIAŁ

http://eorps.files.wordpress.com/2013/08/sad-face-one-direction-32183839-500-624.jpgKochani, chcę Was powiadomić, że w SOBOTĘ pojawi się następny, czyli siódmy rozdział, choć niezmiernie mi przykro, że pod szóstym nie pojawiło się przynajmniej jedenaście komentarzy... Camille xx