~*~
(dedykacja dla czytelników)
Izabella w niedbały sposób opierała się na dłoni, patrząc na swoje odbicie w weneckim lustrze. Zdawała sobie sprawę z tego, że po drugiej stronie zapewne mama, Lucy i Felix z Emmą ze współczuciem patrzą jak członek ich rodziny lub przyjaciółka, od godziny czeka aż ktoś wysłucha jej historii.Głośno westchnęła przy tym do tyłu zgarniając swoje rozburzone włosy. Miała dość bezczynnego siedzenia w tym pokoju i chciała bezpiecznie wrócić do domu, w którym mogłaby zdjąć poszarpaną sukienkę. Pragnęła także przyłożyć do opuchniętego policzka trochę zimnego lodu, który na chwilę uśmierzyłby ból. Wiedziała jednak, że dopóki
któremuś z policjantów nie opowie swojej wersji wydarzeń, to o przytulnym łóżku we własnym mieszkaniu może tylko pomarzyć.
Przymykając powieki, Izabella wyobraziła sobie jak po drugiej stronie weneckiego lustra stoi niska, brązowowłosa kobieta, która wtulona w Lucy ze smutkiem w oczach przygląda się twarzy szesnastoletniej córki. Blondynka instynktownie dotknęła swojego łuku brwiowego, który po straszliwych wydarzeniach tej okropnej nocy został zszyty przez jedną z sanitariuszek pogotowia ratunkowego. Zaraz po tym, jak zadzwoniła do Emmy, tata jej przyjaciółki zawiózł Izę na komisariat policji i od tego momentu, sama jak palec czekała od ponad godziny w pokoju przesłuchań.
W pewnym momencie dziewczyna poczuła, że po jej zaczerwienionych policzkach spływają łzy, których nie miała siły otrzeć. Nie warto w takiej chwili udawać twardej, pomyślała na bok odkładając wyznawane przez siebie zasady, które między innymi dotyczyły tego, że mimo smutku zawsze trzeba być uśmiechniętym.
Bardzo szybko mrugnęła kilka razy pozwalając bezwładnie spływać słonym łzom. Izabella swoje myśli próbowała skupić na czymś zupełnie innym niż na wydarzeniach, które miały miejsce, jednak jej umysł sam przywoływał najgorsze wspomnienia, powodujące u szesnastolatki lęk.
Oprócz tykających wskazówek zegara, w pomieszczeniu panowała straszliwa cisza. Jej bujna wyobraźnia wymyślała coraz to tragiczniejsze scenariusze z jej ojcem w roli głównej. Tak bardzo się o niego bała...
Izabella lekko się wzdrygnęła, gdy drzwi z rozmachem otworzyły się i z przerażeniem w oczach spojrzała na osobę, która postanowiła ją nagle odwiedzić. Nieznajomą postacią okazał się być wysoki mężczyzna z włosami zaczesanymi do tyły, które były w kolorze brązu. W niedbały sposób zamknął nogą drzwi, po czym z niepewny
m uśmiechem usiadł na miejscu obok nastolatki.- W porządku? - spytał, przy tym swój wzrok skupiając na łuku brwiowym nastolatki.
Blondynka zaciskając mocno powieki, przecząco pokiwała głową. Dopiero teraz uświadomiła sobie, co jeszcze niedawno miało miejsce i wszystkie emocje zaczęły się uwydatniać.
Mężczyzna w delikatny sposób chwycił dłoń nastolatki, po czym przytulił ją do siebie, pozwalając jej w ten sposób wypłakać się w jego ramię.
- Będzie dobrze - szeptał ciągle do ucha dziewczyny, w przyjazny sposób gładząc jej plecy, które lekko drgały.
W momencie, gdy Abbey w końcu choć trochę się uspokoiła oddaliła się od nieznanego mężczyzny, który błękitnymi tęczówkami przyjrzał się nastolatce od góry do dołu. Szybko odwrócił od niej wzrok i na stole zaczął rozkładać różne teczki. Dziewczyna zauważyła, że na jednej z nich znajduje się jej nazwisko i domyśliła się, że najprawdopodobniej ten plik papierów należy do niej.
- Nazywam się Christopher Moon - przedstawił się mężczyzna, wyciągając dłoń, którą ona delikatnie uścisnęła.
- Izabella Abbey - odpowiedziała niepewnie, czując palący ból w gardle, spowodowany dłuższym milczeniem oraz chęcią wypicia czegokolwiek.
Pan Christopher najwidoczniej zauważył, że nastolatka jest bardzo spragniona, gdyż na moment opuścił gabinet, by po chwili powrócić do niego z duża butelką niegazowanej wody oraz wypełnioną do połowy miską, w której znajdowały się żelki w kształcie serduszek.
- Pewnie zgłodniałaś i chce ci się pić - odparł siadając na swoje miejsce, przy tym podając nastolatce przyniesione zdobycze. Izabella szybko wypiła większość napoju, i mimo ugaszonego pragnienia czuła, że ucisk w gardle tak szybko nie minie. Przez moment zastanawiała się czy nie spróbować żelków, jednak szybko sobie odpuściła, gdyż wydawało jej się, że mogłaby to od razu zwrócić.
- Jak się pewnie domyślasz jestem policjantem i będę prowadzić tę sprawę. Przykro mi, że musiałaś tyle na mnie czekać, ale musiałem pomóc przy tym…
- Koszmarze? - dokończyła za Christophera. Mężczyzna z niechęcią zgodził się na słowa dziewczyny, po czym znowu zaczął przeglądać różne teczki.
W zupełnej ciszy, dziewczyna oderwała wzrok od poczynań pana Moon'a i uwagę skupiła na swoich drżących dłoniach. Ciągle była przestraszona i trudno było jej wyłączyć te emocje. Bardzo by chciała by był guzik usuwający przykre wspomnienia i niechciane uczucia, jednak z trudem musiała pogodzić się z tym co ostatnio przeżyła. Mimo iż od dłuższego czasu była bezpieczna, wciąż martwiła się o tatę, którego pragnęła zobaczyć i przytulić. To właśnie wsparcia rodziny i przyjaciół potrzebowała teraz najbardziej.
Mężczyzna ze skupieniem czytał jedną z wielu teczek, przy tym w nieświadomy sposób gładząc się po kilkudniowym zaroście. Widziała, że jest bardzo zmęczony i współczuła mu, że tak jak ona musi spędzać tu aż tyle czasu.
- Wie pan coś o moim tacie? - zaczęła dopytywać , nie mogąc wytrzymać tej okropnej ciszy.
- Niestety nie - odparł zrezygnowany, sięgając do kieszeni spodni, z których wyjął długopis. - Właściwie, to nie mam nic - westchnął - Izabello - zaczął mężczyzna, notując coś w pustej teczce - Mogę ci mówić Iza? - spytał, przed rozpoczęciem przesłuchania. Nastolatka potwierdzająco kiwnęła głową, a policjant kontynuował. - Będę na razie wypytywać cię o najprostsze rzeczy, a ty musisz mówić zgodnie z prawdą. To dla ciebie logiczne, prawda?
- Tak - odpowiedziała, w nerwowy sposób bawiąc się dłońmi, które schowała pod stołem.
- Podaj mi proszę imię i nazwisko oraz datę urodzin.
- Izabella Amanda Abbey, 26 czerwca 1997 – rzekła kątem oka spoglądając na policjanta, który szybkim ruchem ręki notował to, co mu dyktowała.
- Czyli za niedługo kończysz siedemnaście lat? - spytał Christopher, przy tym lekko się uśmiechając.
Nastolatka spuściła wzrok i ze smutkiem powiedziała:
- Jeszcze niedawno nie byłam tego taka pewna.
Policjant zdziwiony spojrzał na smutną nastolatkę, jednak nie chcąc kontynuować na razie tego tematu zaczął wypytywać ją o inne rzeczy potrzebne mu do wypełnienia dokumentów.
Po kilkunastu minutach, pan Moon skończył zadawać pytania i od niechcenia rzucił na stół swój długopis, po czym rękoma zgarnął do tyłu swoje dłuższe włosy i głośno westchnął.
- Dobrze - powiedział, ponownie głośno wzdychając - Teraz spytam o ważniejsze szczegóły tego wieczoru, a następnie opowiesz mi wszystko od początku.
Dziewczyna zgodziła się na jego słowa, przy tym sięgając do miski, w której znajdowały się żelki. Nie miała zamiaru jeść tych smacznych serduszek, gdyż w brzuchu czuła wielki ucisk, ale bawienie się nimi w choć małym stopniu na chwile ją rozluźniało.- Tak więc co wydarzyło się tego feralnego dnia?
Zapanowała cisza.
- Wiem, że dla ciebie to trudne - zaczął młody policjant, - ale musisz mi opowiedzieć wszystko co się wydarzyło. Twoje zeznania Izabello, wiele wniosą do tej sprawy.
Szesnastolatka potrzebowała chwili skupienia przed rozpoczęciem opowiadania swojej wersji wydarzeń i nim zaczęła mówić wierzchem dłoni otarła załzawione oczy. Potem już wszystko poszło sprawnie.
~*~
Juliet jechała na
swoim rowerze, mając głowę w chmurach. Była tak zaabsorbowana, że nie
spostrzegła chłopaka na czerwonym rowerze, który wyjechał pędem z
przecznicy po lewej stronie. Wróciła do rzeczywistości dopiero wtedy,
gdy zderzyli się przednimi kołami. Rozległ się okropny pisk, trzask i zgrzyt. Leżała na asfalcie i zszokowana patrzyła na wirujące koło roweru oraz zdegustowanego pechową kolizją chłopaka o nadzwyczaj niebieskich oczach i cudownej blond czuprynie.
- Zgłupiałaś, czy co? - wrzasnął, ściągając kable iPoda z jej kierownicy, w którą się zaplątały. Natychmiast zerwał się na równe nogi. Juliet nadal leżała przy krawężniku i w milczeniu patrzyła na nieznajomego.
~*~
Tego mu tylko brakowało! Najpierw kolejna kłótnia z ojcem, a teraz kolizja z tą głupią dziewuchą, która rozwaliła mu rower. Na błotniku została rysa, z tyłu żwir uszkodził lakier, ale na szczęście nie było żadnych dziur ani wgnieceń. Za to kartony z projektami okładki dla szkolnego czasopisma wypadły z teczki i rozsypały się po jezdni, i zapewne upaprały się w błocie. Diabli nadali tą dziewczynę.
Gdy zbierał zabrudzone arkusze,
dziewczyna wstała. Spostrzegł otarcia na jej rękach i krwawiące
skaleczenie na policzku. Spoglądała na niego błędnym wzrokiem.- Nie możesz patrzeć, jak jedziesz? - burknął zakłopotany Niall, wycierając rysunki. Nadrabiał miną, choć nagle poczuł okropny ból w prawym łokciu.
- Ja... Ja mam uważać? - zaperzyła się dziewczyna, a czekoladowe oczy rozbłysły. - Nie pamiętasz, jak to było? Jechałam wolno prawą stroną, a ty wyskoczyłeś jak diabeł z pudełka i zajechałeś mi drogę.
Niall przyglądał jej się z ciekawością. Oczekiwał, że wybuchnie płaczem albo zacznie przepraszać, że poszczerbiła mu rower. Przyznał w duchu, że ta panna ma charakter i wybuchowy temperament. I śliczną buzię. Nialla interesowały ludzkie twarze, gestykulacja, ekspresja, typy reakcji, ale teraz nie miał do tego głowy, bo ział nienawiścią do całego świata. Wszystkich ludzi uważał za swoich wrogów. Przypadkowa kolizja była kroplą przepełniającą czarę goryczy.
- Dziwne, że rodzice pozwolili ci samej wyjechać na ulicę. Nie powinnaś kierować wózkiem dla lalek, a co dopiero mówić o rowerze! - wrzeszczał - Głupia dziewczyna! - wykrzyknął na koniec.
- Skoro mowa o głupocie, podejrzewam, że masz ze wszystkiego ze trzy szare komórki - odcięła się Juliet. - Widzisz, co tu jest? To urządzenie nazywa się hamulec. Jeśli go użyjesz, będziesz jechał wolniej - oznajmiła powoli i dobitnie - Większość ludzi hamuje, nim włączy się do ruchu, i uważa na współużytkowników drogi, ale ty zaliczasz się do wściekłych egoistów, którzy uznali, że wszystko im wolno. Taka prawda - powiedziała z drwiącym uśmiechem i odwróciła się plecami do aroganckiego cyklisty.
Rozbroiła Nialla swoją przemową. Uśmiechnął się i zagadnął pojednawczym tonem:
- No dobra. Proponuję zawieszenie broni. Byłem w paskudnym nastroju. Dlatego jechałem jak wariat. Nie myślałem logicznie, a głowę miałem zajętą czymś innym. Kłopoty z ojcem - wzniósł oczy ku niebu.
- Mam ten sam problem - mruknęła Juliet.
- Dobrze się czujesz? Dasz sobie radę? - spytał, spoglądając na jej z lekka pokiereszowane dłonie.
O kurczę! Zrobił się miły! Awanturnik jej nie przerażał, ale na widok serdecznego uśmiechu poczuła, że nogi się pod nią uginają.
- Wszystko w porządku - odparła - Przepraszam, że zniszczyłam...
- Daj spokój. Nawiasem mówiąc, mam na imię Niall.
- A ja Juliet. Co tu masz? -
spytała, wskazując kartony z rysunkami, które trzymał w ręku.- Nic takiego. Zwykłe bazgroły. Praca domowa - skłamał.
Pod jej badawczym spojrzeniem mienił się na twarzy. Ogarnęło go onieśmielenie i poczuł się zażenowany, bo dostał rumieńców. Czuł, że robi się czerwony.
- Muszę lecieć - wymamrotał - Mam do załatwienia kilka spraw i muszę się zobaczyć z paroma osobami - schował rysunki do torby, ale tym razem zapiął ją porządnie.
Juliet podniosła rower i bez słowa przyglądała się Niallowi.
- To... Do zobaczenia... Kiedyś tam - pożegnał się, wskoczył na rower i popędził ulicą, która biegła po zboczu pagórka.
Wydaje mi się, pomyślała Juliet, nie zważając na obolały policzek, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
~*~
- A co z twoim ojcem? - spytała Emma, siedząc po turecku na szarej narzucie Harry´ego. Wpadła do niego na chwilę po szkole, by odrobić zadania domowe i pouczyć się na test z chemii. A w każdym razie takie miała zamiary.
Jednakże gdy tylko weszła do pokoju swojego chłopaka, nie mogła się powstrzymać od „zwiedzania” całego pomieszczenia. Oglądała różne przedmioty na półkach, zaglądała do szafek, nawet sprawdziła miękkość dywanu, a teraz ściskała w dłoni średniej wielkości album wypełniony zdjęciami. Jedyne co ją w tym wszystkim zastanawiało to to, że na wszystkich zdjęciach Harry pozował wyłącznie z mamą lub też sam. Tak więc, czemu zabrakło na nich ojca Stylesa?
- Tak właściwie, to nawet go nie znałem - westchnął brunet, lokując się koło swojej dziewczyny i odbierając z jej rąk album. Delikatnie przejechał opuszkami palców po fakturze jego ciemnej okładki, starając sobie jakoś przypomnieć wizerunek ojca - Mama mówiła, że odszedł od nas tuż po moich narodzinach - głos uwiązł mu w gardle, więc Emma wtuliła się w jego ramię.
- Jeśli nie chcesz, nie musisz mi o tym opowiadać - szepnęła, mocniej zaciskając palce na jego koszulce.
- Nie, jest w porządku - na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech - Chyba już czas, żebym się komuś wreszcie zwierzył.
Czy za nim tęsknię? Szczerze mówiąc nie mam jak. Nigdy go nie poznałem. Nigdy nie było mi dane go poznać. Nie miałem możliwości, by zrozumieć, kim był - lub jest - tak naprawdę.
Nie pamiętam jego twarzy, ani oczu, ani uśmiechu - jeśli w ogóle się uśmiechał. Nie pamiętam brzmienia jego głosu. Czy był niski, czy wysoki. Ciepły, czy oziębły. Czysty, lub lekko zachrypnięty.
Nie
pamiętam ciepła jego rąk, bo nawet nie jestem pewny, czy kiedykolwiek
mnie przytulił. Nie wiem co o mnie myślał. Czy cieszył się z moich
narodzin, czy może był z tego powodu wściekły. Nie jestem pewny, czy mnie kochał. Nawet nie wiem, czy jeszcze żyje - pojedyncza łza spłynęła po jego policzku, ale szybko ją starł i zamknął album z hukiem. Emma lekko się wzdrygnęła.
- Przepraszam - wyszeptał, przyciągając ją do siebie i delikatnie całując jej skroń. Przez chwilę leżeli pogrążeni w ciszy, którą przerywało jedynie miarowe tykanie wskazówek ściennego zegara.
- Myślisz, że kiedykolwiek go odnajdziesz?
Ciche pytanie Emmy zabrzmiało głośniej, niż się tego spodziewała.
- Nie wiem, co mógłbym mu powiedzieć po tych wszystkich latach jego nieobecności w moim życiu, więc nie za bardzo liczę na spotkanie z nim. Wystarczą mi te wszystkie bliskie osoby, które mam teraz - popatrzył z miłością w jej oczy i pociągnął ją na poduszki. Położyli się wygodniej, wtuleni w siebie.
- Mam ciebie, moją najukochańszą księżniczkę - uśmiechnęła się na jego słowa - Liama, najwspanialszego kolegę, przyjaciół z kółka matematycznego, na których mogę zawsze polegać - wyliczał dalej - I mamę, której ufam bezgranicznie - przymknął oczy, ciesząc się perfumami Emmy - Mogę jej się zwierzyć ze wszystkiego i mam pewność, że nigdy mnie nie okłamała. A tak na marginesie, nie chcę cię martwić, ale już dochodzi osiemnasta. Odprowadzić cię?
Emma skinęła głową na potwierdzenie.
„Oj, Harry. Nawet nie wiesz ile prawdy twoja matka zataiła przed tobą. Twoje całe życie to brudne kłamstwa.”
~*~
Spacerowanie z Emmą za rękę było jedną z najbardziej ulubionych rzeczy, jeśli chodzi o związek z Revie. Harry lubił bawić się jej smukłymi palcami i obserwować kolorowe, wzorzyste paznokcie swojej dziewczyny. Cieszył się, że ma kogoś takiego, jak ona. Taką cudowną, wiecznie uśmiechniętą, potrafiącą odpędzić wszystkie kłopoty i troski Emmę. Był stuprocentowo pewien, że ją kocha i miał nadzieję, że ona choć w połowie odwzajemnia jego uczucia.
Doszli do pasów na ulicy, po której drugiej stronie znajdował się dom Emmy. Dziewczyna stanęła na palcach i delikatnie musnęła usta Harry'ego.
- Dziękuję za wspaniałe towarzystwo - uśmiechnęła się, puszczając jego dłoń. Harry poprawił jej zbłąkane kosmyki ciemnych włosów za ucho i odwzajemnił uśmiech.
- To do jutra księżniczko - powiedział - O wpół do ósmej, tak jak zawsze?
- Tat, tak. To pa, kochanie.
Pomachała mu i zaczęła się oddalać. Gdy znalazła się mniej więcej w połowie pasów, nagle zza rogu z wielką prędkością wyjechało czarne auto z przyciemnianymi szybami, któremu ani się śniło zwolnić. Harry'emu serce podeszło do gardła.
"O mój Boże... Nie..."
- Emma!
OD AUTORKI: Taka tam niespodzianka i rozdział dodany w piątek ^^ Mam nadzieję, że Wam się podoba i skomentujecie. I tak na marginesie: Jeśli chodzi o to zdanie "Oj, Harry... Nawet nie wiesz" to NIE jest myśl Emmy, żeby nie było nieporozumień. :) Nowy rozdział BYĆ MOŻE w Nowy Rok xx Camille
http://ask.fm/BeautyandTheGeekCamille ZAPRASZAM :)
Ps. W zakładce BOHATEROWIE pojawiła się nowa postać xx
Fragment z Izabellą wzorowany na rozdziale Cassie Horan z bloga school nightmare (wyjaśnienia w komentarzu na dole), ALE RESZTA OPOWIADANIA PISANA JEST CAŁKOWICIE PRZEZE MNIE I NIE JEST WŁASNOŚCIĄ KOGOŚ INNEGO :)
Ps. W zakładce BOHATEROWIE pojawiła się nowa postać xx
Fragment z Izabellą wzorowany na rozdziale Cassie Horan z bloga school nightmare (wyjaśnienia w komentarzu na dole), ALE RESZTA OPOWIADANIA PISANA JEST CAŁKOWICIE PRZEZE MNIE I NIE JEST WŁASNOŚCIĄ KOGOŚ INNEGO :)

To był chyba jeden z moich ulubionych rozdziałów ;) Cieszę się że udało mi się trafić na BatG. Czekam na kolejny BD :)
OdpowiedzUsuńOjej! Świetny! Kurde, nie mogłam wczoraj go przeczytać, bo nie mialam internetu :/ Ale i tak jest mega :D Kurde, biedna Iss, szkoda mi jej :/ Ale to nie zmienia faktu, że Harry i Emma są tacy slodcy! ojejkuu :D Żeby tylko Emmie się nic nie stało, ale wydaje mi się, że to czarne auto ma związek z tym niebezpieczeństwem, które Iss miała ściągnąc na Emme :/ Oby jednak nic się jej nie stało, bo taki biedny Harry no wiesz :( A no i świetna sytuacja z Niallem i Juliett :D ojej, wyczuwam przyjaźń xdd
OdpowiedzUsuńtak więc do napisania i mam nadzieje do Nowego Roku z nowym rozdziałem! :*
Udanego Sylwestra! :*
hej! chcę Cię poinformować że na blogu http://wantyourhelp.blogspot.com pojawiła się zapowiedź nowego ff.
OdpowiedzUsuńzapraszam do czytania i oceniania. xx
Rozdział jest świetny. Fajnie, że Niall sobie kogoś znalazł. Dobrze, że układa się dla Harrego. Interesujące zakończenie. Masz na prawdę wielki talent,a sposób w jaki piszesz jest nieziemski! ♥
OdpowiedzUsuńI wszystko byłoby idealne, gdyby nie to, że 1 część jest żywcem ściągnięta z http://school-nightmare.blogspot.com/ (chyba, że jest to twoje opowiadanie)
Nie mam Ci tego za złe, ale mam nadzieję, że mi to wyjaśnisz.
Czekam na nn ♥
Tak. Rzeczywiście. I to dobrze, że zauważyłaś. Od początku chciałam napisać scenę na komisariacie. Tylko po prostu nie miałam czasu a nie chciałam Was zawieść. Przepraszam, jeśli choć trochę jesteście na mnie źli z powodu tego kopiarstwa. Chciałam spytać autorkę o zgodę, ale nie odzywała się na asku od pięciu mięsięcy i nie kontynuowała school nightmare od tak dawna, więc jakoś tak wyszło. Jeszcze raz przepraszam i od razu też mówię, że ten fragment nie jest całkowicie ściągnięty :)
UsuńNie wiem jak was ale mnie razi wyraz ŻYWCEM umieszczony w komentarzu Igi. Nie żebym cię obrażała czy coś , ale według mnie brzmi ono trochę jak oskarżenie. Przecież ona nie dała bezmyślnie "kopiuj wklej" i umieściła tak jak leciało wymieniając imiona tylko pousuwała i pozmieniała parę rzeczy. A co do samego rozdziału: Znowu raczysz nas dreszczykiem niemałych emocji! Ale nie możesz uśmiercić Emmy, proooszęę... Tak ładnie z Harry´m wyglądają. Tak więc miej dalej wenę i nie, ja wcale nie myślałam że skądś kopiujesz historię Beauty and the geek, nawet nie przszło mi to przez myśl. Pozdrowionka Zuza
UsuńOwszem, być może źle zrobiłam pisząc ten wyraz o dość mocnym znaczeniu, jednakże czytając zauważyłam, że fragmenty są podobne, więc myśl o funkcji 'kopiuj wklej' automatycznie mi się nasunęła. Ten motyw jak i jego wykonanie jest dobre, a Twoja umiejętność pozwoliła na przepisanie go i pozmienianie słów, aby dość dobrze zamaskować kopiarstwo. Całość nie jest jednak tak ukryta, aby nie było widoczne autorstwo School Nightmare. Oczywiście nie mam Ci tego za złe, bo sama ledwie zauważyłam podobieństwo. Dobrze również, że spytałaś się Cassie o zgodę, a jako że nie odpisywała Ci, oraz nie kontynuowała swojego opowiadania, zgadzam się z Tobą, że można było uznać to za pozwolenie :)
UsuńWidać Zuzo, że nie czytałaś tamtego opowiadania, więc nie robi Ci to za bardzo różnicy, ale zgodzę się z Tobą. Przepraszam, bo owszem zabrzmiało to jak oskarżenie, które w tym wypadku było niesłuszne z mojej strony :)
Ja wcale nie odebrałam tego jako oskarżenia :) Bardzo się cieszę, że wyraziłaś swoje zdanie na ten temat, Igo xx I wcale nie miałam zamiaru skrywać tego, że to nie jest mój fragment. Cieplutkie pozdrowienia Camille xx
UsuńZaraz zaraz... CZY TY ZAMIERZASZ UŚMIERCIĆ EMMĘ?! CZYŚ TY ZWARIOWAŁA?! Nie rób tego, błagam, nie! Oni są tacy świetni! Shippuję ich, nie łam mi serca!
OdpowiedzUsuńW ogóle to nie wiem co jeszcze mam napisać? Ten rozdział był ŚWIETNY!
Czekam na następny :)
C-U-D-O *.*
OdpowiedzUsuńGenialne opowiadanie *.* Świetny rozdział :) Jestem bardzo ciekawa o co chodzi z tą końcówką:) Trochę długo trzeba czekać na rozdział, no ale opłaca się :D
OdpowiedzUsuńZajebisty rozdział ! :D Pozornie zwyczajny, a tyle się w nim działo ^^ To tak: świetnie opisałaś scenę przesłuchania, nie szkodzi, że się na kimś wzorowałaś :) Te wszystkie emocje... tak szkoda mi Is ! Ja nie potrafiłabym otrząsnąć się z czegoś takiego. Więc czy ona zapomni ? Wątpię, jednak zawsze trzeba mieć nadzieję ^^ Oho, pierwsze spotkanie Niall'a z tajemniczą Juliet ;3 Choć zaszło w pozornie konfliktowej sytuacji, było niesamowicie urocze ! :D Czekam na rozwinięcie tej relacji ! ;) A teraz Harry - chociaż nie poznał ojca, wydaje się być szczęśliwy ^^ Tylko o co chodziło z tym cytatem ? Jak to żyje w kłamstwie ? Mam nadzieję, że szybko to wyjaśnisz ;3 Końcówka okropna - oby Emmie nic się nie stało !
OdpowiedzUsuńM.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńRozdział cudowny *o*
OdpowiedzUsuńA ja nawet nie zdałam sobie sprawy że go nie skomentowałam . Przepraszam ♥
Czyżby Niall i Juliet ?
Jestem jak najbardziej ZA ♥
Kocham ;*